Reżyser krajobrazu


– My, ludzie zawsze mamy wybór: możemy po prostu przejść obok życia, a możemy również zrobić coś dla świata, dać z siebie więcej. Ja swoje powołanie odnalazłem w Puszczy Kampinoskiej – mówi krajoznawca Lechosław Herz. Rozmowa Natalii Oumedjebeur.

Aktor i krajoznawca to dość nietypowe połączenie…

Połączenia zawsze są nietypowe. To wszystko wyniosłem z dzieciństwa, gdyż moja rodzina była zainteresowana i jednym i drugim. Stryjenka, która mnie wychowywała, była geografką i opiekunką kółka krajoznawczego. Miała też wspaniały zbiór map, który mnie ogromnie fascynował. Kiedy byłem małym chłopcem zadałem jej bardzo kulturalne pytanie: „A czy jak pani umrze, to zapisze mi pani swoje wszystkie mapy w testamencie?” Mapy rzeczywiście otrzymałem i mogę powiedzieć, że bardzo mi się przydały, gdyż w okresie stanu wojennego sprzedałem je w antykwariacie, co pozwoliło mi przeżyć kilka ładnych miesięcy. Równocześnie w rodzinie był duży kult teatru. Stryj był romanistą i prowadził w szkole koło teatralne, stąd moje zamiłowanie i do tej dziedziny.

Później wybrał pan jednak aktorstwo.

To prawda. Może za słabo się uczyłem by zdawać na geografię? Aby dostać się do szkoły teatralnej nie trzeba było mieć świetnych ocen, aczkolwiek na uczelnię dostałem się dopiero za trzecim podejściem. Wymarzyłem sobie, żeby po ukończeniu studiów pracować w Bielsko-Białej, by wciąż być blisko ukochanych gór. Zaproponowano mi jednak etat w teatrze stołecznym, a Warszawie się nie odmawia.

Jak zaczęła się pańska przygoda z Puszczą Kampinoską?

Grając w teatrze nie miałem zbyt wiele wolnego czasu. Wciąż jednak tęskniłem za górami, więc starałem się, co jakiś czas, wyjeżdżać na południe Polski, choćby na jeden dzień. Z czasem postanowiłem poszukać dla siebie czegoś bliżej. Do parku narodowego w Puszczy Kampinoskiej przyciągnęła mnie magia słów „puszcza” i „park narodowy”. To brzmiało bardzo dumnie. Poza tym były tam też szlaki turystyczne, co do tej pory kojarzyło mi się wyłącznie z górami. Jak się jednak okazało szlaków było tylko kilka, dlatego postanowiłem, że będę działać dla Puszczy: wyznaczenie szlaków i uczynienie jej miejscem bardziej przystępnym i atrakcyjnym dla ludzi stało się dla mnie misją. Mój entuzjazm i chęć działania doceniła prof. Jadwiga Kobendzina, która wprowadziła mnie w realia Kampinosu. I tak to się zaczęło.

Wracając do pańskich weekendowych wyjazdów w góry. Podobno jeździł pan wtedy w Góry Świętokrzyskie, o których powiedział pan „Byle góry, ale góry”. Jakie więc muszą być góry, żeby nie były „byle jakie”?

Na prawdę tak powiedziałem? Cóż, góry muszą być ze swej natury wysokie (śmiech). Ludzie mają tendencję do tego, żeby skupiać się ma rzeczach największych i najwyższych. Kiedy jadą w góry, to muszą koniecznie wejść na Rysy czy Giewont, choćby nie wiem jak zatłoczone były te miejsca. Całe życie starałem się szukać miejsc mniej popularnych i mniej zatłoczonych. Nieźle na tym wychodziłem. Polecam taką metodę każdemu.
 

Jak wyglądało projektowanie szlaków w Puszczy Kampinoskiej?

Trzeba przede wszystkim znaleźć cel dla wędrowca. W  górach jest nim zazwyczaj schronisko, staw lub szczyt. Na nizinach takie miejsce należy znaleźć.  Jakiś punkt widokowy, jakieś stare, zabytkowe drzewo albo miejsce, związane z kimś sławnym, który je odwiedzał, albo które może opowiedzieć o sobie legendę. Oczywiście trzeba pamiętać o pewnych zasadach-nie można wyznaczać szlaków ot tak, gdzie nam się tylko podoba. Zaprojektowałem kiedyś bardzo piękną trasę, ale okazało się, że w pobliżu gniazdo uwił sobie bielik, ptak z naszego narodowego godła. W takich sytuacjach szlak należy zmienić tak, aby ludzie nie chodzili w pobliżu siedlisk zwierząt. Wyznaczyliśmy więc inną trasę, niestety o wiele mniejszych walorach przyrodniczych. Bardzo tego żałowałem, szczególnie, że bielik już się tam więcej nie pojawił.

Nie tęskni pan za dziką przyrodą w stolicy?

Ależ ja mam przyrody pod dostatkiem, wystarczy mieć tylko szeroko otwarte oczy. Ostatnio na Żoliborzu na co dzień mam mewy i jerzyki, widywałem  sokoła wędrownego na łowach, wiosennymi nocami  ciągną nad moim domem klucze dzikich gęsi i budzą mnie swoimi rozmowami, na skwerku pod domem zakwita prawdziwa, wiejska łąka i pomieszkują nieopodal niej jeże, o kwadrans drogi mam Wisłę, a na niej kormorany i bobry, zaś do Puszczy Kampinoskiej pół godziny jazdy autobusem. To wszystko w wielkim mieście! Żyć nie umierać wśród takiej przyrody.

Lechosław Herz urodził się w 1935r. w Krakowie, od blisko pół wieku mieszka i pracuje w Warszawie. Ukończył studia na Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Łodzi. Od 1958 r. grał na scenach warszawskich teatrów m.in. w Teatrze Dramatycznym i Teatrze Klasycznym (dziś Studio). Wystąpił też w kilku filmach i serialach telewizyjnych. Z zamiłowania krajoznawca i popularyzator urody krajobrazu Mazowsza. Zaprojektował około dwóch tysięcy kilometrów szlaków znakowanych turystycznych, m.in. na terenach Parków Narodowych Kampinoskiego i Wigierskiego. Od wielu lat zasiada w Radzie Naukowej Kampinoskiego Parku Narodowego. Jest autorem kilkuset artykułów i esejów, a także książek poświęconych przyrodzie i krajoznawstwu. Został odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, Złotym i Srebrnym Krzyżem Zasługi, odznakami Zasłużony Działacz Kultury i Zasłużony Działacz Turystyki, a także Odznaką Honorową „Za Zasługi dla Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej” przyznaną przez Ministra Środowiska. Prowadzi blog „Mazowsze z sercem”, na którym publikuje swoje zapiski krajoznawcze i dzieli się z czytelnikami swoją pasją do fotografii.