Robert kochał Plażę

„Zgłaszam się z uprzejmą prośbą o wydanie mi zezwolenia na wykonanie szkicu na kartonie, wybranego artysty w tutejszym muzeum. Muszę zaznaczyć, że nie chodzi o skopiowanie dzieła, a o uchwycenie momentu wizualnego oraz stylu, którym artysta w danej pracy posłużył się, co z kolei umożliwi mi własną interpretację owego obrazu”. Podpisano: Jacek Walewski.

Taki list w 2000 roku otrzymuje Muzeum Narodowe w Poznaniu od studenta malarstwa, żywo zainteresowanego sztuką holenderską. 17 września dyżur w Muzeum pełni pani Lucyna. Do jej obowiązków od 28 lat należy obsługa i ochrona sal, która sprowadza się, słowami pani Lucyny, do „uczestniczenia na sali, gdy są w niej zwiedzający”, a w praktyce – do wskazywania gościom drogi do toalety i pilnowania, by żaden z nich nie dotykał obrazów.

Jest niedziela. Przed południem do Muzeum wchodzi około 30-letni mężczyzna. Pani Lucyna zapamiętuje codziennie twarze wszystkich gości. Mężczyzna o średniej budowie ciała, krótkich włosach i okrągłej twarzy ma na sobie sprane niebieskie dżinsy i beżowy pulower, w ręku trzyma czarną teczkę. Twierdzi, że jest studentem Akademii Sztuk Pięknych, pani Lucynie pokazuje otrzymane od dyrektora Muzeum pozwolenie na szkicowanie. Prosi o krzesło. Siada przed pejzażem wiejskim autorstwa holenderskiego mistrza z XIX wieku, plecami do „Plaży w Pourville” Claude’a Moneta. Wyciąga brystol i przez pięć godzin szkicuje.

Dochodzi 16:00. Mężczyzna oddaje krzesło, żegna się z panią Lucyną i wychodzi. Przychodzi poniedziałek, Muzeum tego dnia jest zamknięte. Gdy we wtorkowy poranek pani Lucyna udaje się na obchód, zauważa, że „Plaża w Pourville” Moneta odkleiła się od ramy na pół centymetra i jakby trochę wyblakła… Powiadamia kierownika Muzeum, ten myśli, że to żart. Po przybyciu do sali zauważa, że obraz rzeczywiście odstaje od ramy. Jednak nie jest to płótno Moneta, a jego nędzna kopia…

W ciągu godziny w Muzeum zjawiają się dziennikarze i policja. „Kradzież stulecia” – informują media. Policjanci zbierają tropy: ślad buta, włos, kopię obrazu i odciski palców z ramy, które nie pasują do żadnych znajdujących się w policyjnej bazie danych. Po trwających ponad rok poszukiwaniach, sprawdzeniu każdej szajki handlarzy dzieł sztuki i internetowych aukcji, w 2001 roku śledztwo zostaje umorzone. Gdzie podziało się dzieło Moneta?


„Plaża w Pourville” na ścianie Muzeum Narodowego w Poznaniu. Źródło: PAP

Strzała Amora

Plaża w miejscowości Pourville, na północy Francji, została uchwycona przez impresjonistycznego mistrza Claude’a Moneta w 1882 roku. W 1906 roku obraz został kupiony przez Niemieckie Towarzystwo Artystyczne i trafił do depozytu Kaiser Friedrich Museum (dzisiejsze Muzeum Narodowe w Poznaniu). Podczas wojny dzieło zostało wywiezione przez wojska niemieckie do Saksonii, skąd Armia Czerwona przewiozła je do ZSRR – „Plaża w Pourville” miała bowiem zawisnąć na ścianach Ermitażu. W 1956 roku powróciła jednak do Poznania, gdzie do dziś pełni zaszczytną funkcję jedynego dzieła Moneta w Polsce.

Odcienie błękitu, turkusu, żółci. Spokojny krajobraz Górnej Normandii. Sielsko. Błogo. Nic więc dziwnego, że Plaża podoba się Robertowi Zwolińskiemu. W 1989 roku wyjechał do Francji. W dzień pracował na budowie, wieczorami zwiedzał miasto. To wtedy, w paryskim Luwrze, został trafiony strzałą Amora. Impresjonizm. Renoir i Monet. Po powrocie do kraju szybko zapomniał o tej miłości.

W 2000 roku Robert ma 31 lat. Mieszka z rodzicami w Olkuszu. Z zawodu jest murarzem, w tamtej chwili – bezrobotnym. Rok wcześniej rozwiódł się z żoną. Teraz godzinami przesiaduje w bibliotece, przeglądając albumy z reprodukcjami. Wkrótce kupuje jeden. „Claude Monet”. To z niego dowiaduje się o „Plaży w Pourville”, zdobiącej jedną ze ścian Muzeum Narodowego w Poznaniu. Stara miłość nie rdzewieje. Robert wsiada do pociągu. Po wielu godzinach drogi praktycznie wbiega do Muzeum. Robi Monetowi zdjęcie. W jego głowie rodzi się plan.

Zapamiętuje wiszący naprzeciwko „Plaży” holenderski pejzaż wsi z XIX wieku. Podając się za studenta malarstwa, pisze list, w którym podaje swoje zainteresowania sztuką holenderską – chce, aby pracownicy Muzeum sami doprowadzili go do sali z Monetem. Jedzie do Krakowa, gdzie szuka ulicznego malarza. Wybiera Ukraińca malującego portrety. Pokazuje mu zdjęcie, targują się i po dwóch tygodniach nędzna kopia impresjonistycznego mistrza jest gotowa. 300 zł. Żona kolegi robi dla Roberta szkic o tematyce wiejskiej – ma on lada dzień uśpić czujność pani Lucyny.


Zabrakło odwagi

Jest niedziela. Przed południem do Muzeum wchodzi 31-letni Robert Zwoliński. W ręku trzyma czarną teczkę z kopią Moneta, wiejskim szkicem i dużymi kartkami. Siada plecami do „Plaży w Pourville”. 5 godzin. Pani Lucyna co jakiś czas zagląda do sali. Gdy tylko się zbliża, słychać stukot jej obcasów. Bezpiecznie. Gdy się oddala, Robert wycina „Plażę” z ram. Centymetr po centymetrze. Nożykiem do glazury. Kończy, podmienia oryginał na kopię i wychodzi.

Zdąża na ostatni pociąg do Katowic, stamtąd jedzie do Olkusza. Przywozi Moneta do domu rodziców. Matka w sanatorium, ojciec w pracy. Robert chowa obraz za pilśniową ścianką w szafie z ubraniami. Delikatnie przybija gwoździkami dzieło warte 7 milionów dolarów. Planuje trochę na niego popatrzeć i oddać do muzeum. Jednak burza, jaka wybucha w mediach po kradzieży, przerasta jego oczekiwania.

W 2004 roku poznaje Agnieszkę. Z tego związku rodzi się syn. To wtedy Roberta po raz pierwszy nachodzi myśl, by oddać Moneta. Jedzie do Poznania, staje przed komendą policji i… brakuje mu odwagi. Wraca do Olkusza. Z budki telefonicznej dzwoni do Ministerstwa Kultury. Chce przyznać się do kradzieży i oddać Moneta. „Przed połączeniem musi pan podać temat rozmowy” – słyszy w słuchawce. Znów brakuje odwagi.

I nie tylko odwagi, bo i pieniędzy na życie. Z powodu zaległości w płaceniu alimentów dla pierwszej żony Robert trafia do policyjnej kartoteki w 2006 roku. Dopiero w grudniu trzy lata później jeden z pracowników laboratorium kryminalistycznego dopasuje jego odciski palców do odcisków zebranych z ramy obrazu w poznańskim Muzeum Narodowym.


Wycięta z ram „Plaża w Pourville”. Źrodło: policja.pl

Najsilniejsza była ulga

W Olkuszu policjanci zjawiają się 12 stycznia 2010 roku. Wyciągają Moneta zza pilśniowej ścianki, a Robert czuje się w końcu wolny. „Ze wszystkich uczuć, jakie fruwały mi po głowie, najsilniejsza była ulga” – powie później w sądzie. Nigdy nie czuł się pospolitym złodziejem, chciał, by ludzie widzieli w nim zagubionego człowieka.

Na początku lipca 2010 roku poznański Sąd Okręgowy skazuje Roberta Zwolińskiego na trzy lata więzienia. Na korzyść oskarżonego przemawia to, że nie ukradł dzieła z chciwości. To była miłość. Od pierwszego wejrzenia.

Monet wraca do poznańskiego Muzeum, przechodzi długą rekonwalescencję. Płótno pofalowane, z niewielkimi wykruszeniami zaprawy i warstwy malarskiej, jednak ogólnie w dobrym stanie. Robert kochał „Plażę”.

Na temat kradzieży powstał m.in. komiks „Tajemnica Plaży w Pourville” autorstwa Władysława Krupki i Bogusława Polcha oraz izraelsko-belgijski film dokumentalny Amira Yatziwa i Guya Slabbincka „Standby Painter”, którego polska premiera odbyła się w ramach Krakowskiego Festiwalu Filmowego w maju 2018 roku. Zachęcam do obejrzenia materiałów poświęconych obrazowi Moneta na kanale YouTube Muzeum Narodowego w Poznaniu.


Przekazanie odzyskanego przez policję obrazu do Muzeum Narodowego w Poznaniu. Źródło: policja.pl

Tematem miesiąca Folderu z dokumentami jest sztuka. Pokaz Nowy Folder x Against Gravity z dnia 18 marca, podczas którego miał być wyświetlony film „Chińskie Van Goghi” w reż. Haibo Yu i Kiki Tianqi Yu, został odwołany zgodnie z zarządzeniem rektora UW w sprawie zapobiegania rozprzestrzenianiu się wirusa COVID-19 z dnia 10 marca 2020 roku. Gdy zagrożenie zniknie, zostanie wyznaczona nowa data pokazu.


Obrazek wyróżniający: Wikipedia

Wpisy

Studentka dziennikarstwa na UW i śpiewu w ZPSM im. Chopina w Warszawie, szczęśliwa posiadaczka kota. W wolnych chwilach słucha Sinatry, planuje podróże życia i czyta historie o trupach. Przed snem stara się zawsze zażyć trochę Szczygła.