Po prostu dobry człowiek

 

Do tego, żeby uprawiać dziennikarstwo, przede wszystkim trzeba być dobrym człowiekiem. Źli ludzie nie mogą być dobrymi dziennikarzami. (…) Jedynie dobry usiłuje zrozumieć innych, ich intencje, ich wiarę, ich zainteresowania, ich trudności, ich tragedie – pisał w „Autoportrecie reportera” Ryszard Kapuściński. W tym roku przypada 86. rocznica urodzin jednego z najwybitniejszych reportażystów wszech czasów.

 

 

 

Na świat przyszedł w niewielkiej miejscowości Pińsk na Białorusi 4 marca 1932.W czasie okupacji wraz z rodziną mieszkał w Sierakowie i Izabelinie. Tam, w miejscowej szkole uczył jego ojciec, Józef Kapuściński. Pod koniec życia reporter szukając spokoju i inspiracji dla swojej twórczości chętnie powracał w te strony, o czym pisał m.in. w „Lapidariach”. To właśnie w niewielkim pokoju w siedzibie dyrekcji Kampinoskiego Parku Narodowego w 2004 roku Kapuściński pracował nad ostatnimi rozdziałami „Podróży z Herodotem”.

 

Swoją pierwszą zagraniczną podróż Kapuściński odbył w 1951 roku. Udał się do Berlina na Festiwal Młodzieży Świata. Przygodę z dziennikarstwem rozpoczął tuż po maturze w „Sztandarze Młodych”. Tam też został opublikowany tekst „To też jest prawda o Nowej Hucie”, za który najpierw został wyrzucony z redakcji, a następnie, już za nowej władzy, przywrócony i w 1956 roku uhonorowany Złotym Krzyżem Zasługi. W tym samym roku ukończył studia na Wydziale Historycznym Uniwersytetu Warszawskiego. Później zaczął pracę w „Polityce”. Od tego czasu reporter dużo podróżował, zarówno po kraju jak i zagranicą, i opisywał to, co widział. Sławę przyniosły mu relacje z ogarniętego wojną domową Konga w 1958 roku. W tym samym roku został dziennikarzem „Polityki” i odbył liczne podróże po kraju. Ich efektem były reportaże, które zostały wydane w zbiorze „Busz po polsku” – debiucie książkowym Kapuścińskiego z 1962 roku.

 

Kapuściński był uczestnikiem dwudziestu siedmiu rewolucji, człowiekiem, który przemierzył Afrykę i Amerykę Południową, ogarnięte wojną futbolową, przeżył wielkie mrozy w sowieckiej Rosji i płomienne odrodzenie islamu – pisał o Polaku Paolo Rumiz, włoski dziennikarz i pisarz, a prywatnie przyjaciel reportażysty. Kapuściński był świadkiem rewolucji w Iranie, upadku cesarza Hajle Sellasje, wojny futbolowej, która wybuchła pomiędzy Hondurasem a Salwadorem, wojny domowej w Angoli i wielu innych kluczowych wydarzeń w historii świata w XX wieku.

 

– Ryszard Kapuściński wie wcześniej od innych. Są tacy ludzie: wcześniej wiedzą, co myśleć, gdzie być, a także – co jeszcze ważniejsze – czego robić nie należy – mówiła o nim Hanna Krall.

 

Mimo że już za życia Kapuściński uważany był za wspaniałego reportera, a nawet był nazywany „cesarzem reportażu”, to nigdy nie lubił być w świetle reflektorów i centrum uwagi. Do tego był niesamowicie skromny i życzliwy. To, jakim był człowiekiem, najlepiej oddają słowa ludzi, którzy bardzo dobrze go znali. ­– Kapuściński, jeden z niewielu dziennikarzy na świecie, jechał w miejsca nieoczywiste, gdzie nie było świateł reflektorów. Daleko, jak najdalej od medialnego show. (…) Mistrz jest szczęśliwy, uwielbia przebywać z młodymi, z dala od kamer telewizyjnych. Wszyscy są oczarowani prostotą jego pytań, jego dziecięcą ciekawością, brakiem cynizmu i ciągłym zdziwieniem – napisał Rumiz w książce „Legenda żeglujących gór”.

 

– Nigdy wcześniej nie spotkałem się z sytuacją, by pisarz dzwonił i dziękował recenzentowi za omówienie jego książki. Ale on taki był: bardzo dobry, wrażliwy. Był wdzięczny za wysiłek, włożony w tłumaczenie jego wiersza, za wnikliwą lekturę jego książki, bo wiedział, ile to kosztuje. Kiedyś powiedział mnie i Dianie Kuprel, z którą razem przekładaliśmy jego wiersze, że ma świadomość bardzo przyziemnego faktu, że my to robimy społecznie, że nikt nam za to nie płaci i nikt nas o to nie prosił, i że on to bardzo ceni – powiedział Marek Kusiba, tłumacz i przyjaciel Ryszarda Kapuścińskiego – Właściwie wszystkie nasze spotkania miały dla mnie wielką wartość. Były nie tylko przyjemnością obcowania z wybitnym człowiekiem, ale także lekcjami skromności, uważności i zawodu.

 

Tak Martin Pollack, austriacki pisarz i tłumacz Kapuścińskiego, a także jego przyjaciel, mówił o reporterze: ­– Był bardzo serdecznym i dobrym przyjacielem. A do tego niesamowicie skromnym, ale też ciekawym świata człowiekiem. Mimo że był starszy ode mnie, to o wszystko mnie pytał. Był ciekawy jak dziecko. Czasami nawet trochę mnie tym denerwował, bo chciałem mieć spokój, a Rysiek ciągle o coś pytał. Ale i tak uważam, że był fantastycznym człowiekiem.

 

Ryszard Kapuściński zmarł 23 stycznia 2007 roku w warszawskim szpitalu na Banacha, pozostawiając swoje przemyślenia zawarte w kilkudziesięciu książkach.

 

Mimo że w tym roku przypada 11 rocznica śmierci reportażysty to jego książki wciąż zachwycają świat i uczą młodych dziennikarzy tego, jak dobrze wykonywać ten zawód. – Do tego, żeby uprawiać dziennikarstwo, przede wszystkim trzeba być dobrym człowiekiem. Źli ludzie nie mogą być dobrymi dziennikarzami. (…) W masowych radiostacjach potrzebni są ludzie, którzy potrafią nacisnąć guzik, by puścić właściwą płytę i od czasu do czasu nadać reklamę. Do tego nie potrzeba dziennikarza. (…) Ambitne dziennikarstwo – na przykład reportaż literacki – zostało przesunięte w rejon literatury. – mówił Kapuściński – Jedynie dobry usiłuje zrozumieć innych, ich intencje, ich wiarę, ich zainteresowania, ich trudności, ich tragedie.