/

Rzeczpospolita Mazurska

Nowy Folder - #BananowaNiedziela


Jako słoik z dziewięcioletnim doświadczeniem, kocham naszą stolicę całym sercem i duszą. Jest tylko jedno miejsce w Polsce, które zajmuje na mojej liście wyższe miejsce – Mazury. Udało mi się tu spędzić ostatnie dwa tygodnie (tak, powyborcze uzdrowisko dla układu nerwowego) i dziś, w dzień wyjazdu, od rana nachodzą mnie pewne przemyślenia.


Obserwowanie i wychwytywanie zachowań otaczających mnie ludzi jest dla mnie czymś pomiędzy darem, przekleństwem i natręctwem. Nie obyło się bez tego i w trakcie dwutygodniowego pobytu w Ostródzie – mazurskiej perełce na wszystkie możliwe sposoby tak odmiennej od mojej kochanej Warszawy. Pierwsze, co rzuca się w oczy: wszechobecny luz na wzór greckiego siga siga, przerażająco częste puszczanie samochodów wyjeżdżających z podporządkowanej i totalny brak problemu ze znalezieniem otwartego sklepu w niedzielę. Na dwa tygodnie ruszyłem bez paszportu w podróż do innego świata.


Ale ostródzkie siga siga to nie wszystko. Mieszkańcy tego miasta mogą być spokojni, ale wiedzą, czego chcą. Z tego co zrozumiałem, każdy kolejny burmistrz musi w trakcie swojej kadencji liczyć się z przynajmniej jednym referendum w sprawie swojego odwołania. Nie ma tak, że przesiedzisz kadencję. Robisz albo spadasz. Obecnego też ostródzianki i ostródzianie chcieli odwołać i już by go nie było, gdyby nie frekwencja – dostał 100 głosów za pozostaniem na kontrze dla kilku tysięcy za odejściem, ale przez covid nie zebrała się wystarczająca frekwencja. Czy to nie piękne? Przecież to obywatelskość na poziomie dla Polski niebywałym – ludzie zdają sobie sprawę, że ten gość w ratuszu siedzi tam dla nich, więc korzystają ze swoich przywilejów, kiedy władza zmierza w złym kierunku.


Do tego te widoczki. Zamku krzyżackiego nie polecam; ni to ciekawe, ni potężne. Raczej zameczek niż zamek, a i w środku niczego ciekawego nie zobaczycie. Ale natura to już co innego. Lasy pełne grzybów, polany pełne zwierzyny i jeziora pełne ryb. Samo miasto pełne uśmiechniętych ludzi, parki pełne rozbawionych, ale nierozwrzeszczanych dzieci, a miejskie boiska pełne biegających za piłkami przyszłych reprezentantek i reprezentantów Polski (albo przynajmniej Sokoła Ostróda).


Przez 14 dni na zmianę pisałem i chłonąłem ten raj na Ziemi i starałem się znaleźć przyczynę tej właśnie rajskości. Czy to fakt mieszkania w małym miasteczku, w którym pędzić nie trzeba, a nie uśmiechnąć się nie wypada, bo przecież każdy każdego zna? Chyba nie. Grójec, w którym przyszło mi przemieszkać prawie 16 lat, też jest mały, a po odrzuceniu sentymentów muszę napisać, że w wyścigu piekło-niebo, na czele którego dziarsko pedałuje Ostróda, „stolica jabłek” wlecze się w ogonie stawki. Jeżeli jakaś ziemia wydaje takie owoce, jak Marek Suski, to z tą glebą coś musi być nie tak. Może więc patrzyłem na turystów, którzy trafili na piękną pogodę do wylegiwania się na motorówkach, więc brak uśmiechu byłby niewdzięcznością? Też raczej nie, bo 99% samochodów miało rejestracje zaczynające się na N, a w sklepach i na straganikach turyści raczej nie pracują. Pozostaje więc tylko bliskość jezior i dziś, w dniu wyjazdu, pragnę wystosować pewien postulat, ku dobru wspólnemu Obywatelek i Obywateli RP.


Jak już tak trąbimy o tych „wielkich inwestycjach”, to zróbmy coś pożytecznego. W milion mieszkań już chyba nikt nie wierzy, samochody elektryczne od początku były żartem, a że jestem ćwierćniemcem, to mogę wyśmiać Centralny Port Komunikacyjny – w końcu i tak wszystkim jego przeciwnikom się zarzuca, że wolą Berlin od Baranowa (bo kto normalny woli Baranów od Berlina?!). Proponuję program Jeziora+. Każdy Polak do najbliższego jeziora ma mieć nie więcej niż 20 kilometrów. Dodatkowo bony na wypożyczenie motorówek i komplementarny program Motorówki dla Młodych. Ja wiem, że trzeba będzie przesiedlić trochę osób, ale powiedzmy sobie szczerze – czy ktoś będzie narzekał, jeżeli, dla przykładu, na miejscu Radomia i Sosnowca powstaną wielkie jeziora? Jak długo będziemy rozpamiętywać anihilację Wąchocka, jeżeli w miejscu, w którym sołtys co noc zwija asfalt, będziemy wygrzewać się pod żaglami w słońcu odbitym od przejrzystej tafli wody? A ile nowych miejsc pracy! Przecież potrzebne będą tysiące ratowniczek i ratowników, rozszerzenie wodnych oddziałów policji, pracownicy przystani i dziesiątki nowych stoczni. Do tego gastronomia oparta na mieszkańcach gęsto zarybionych zbiorników wodnych – od rybaków, przez hurtownie, aż po restauracje. Przecież ten plan nie ma słabych punktów.


A jak już się wszyscy wygrzejemy, popływamy i uspokoimy, będziemy mogli zapomnieć o codziennym poddenerwowaniu. I cała Polska stanie się jedną wielką uśmiechniętą Ostródą.

Wpisy

Liberalny pozytywista stale walczący z tkwiącymi w nim pokładami romantyzmu. Feminista. Miłośnik polityki, muzyki i NBA (od lat wierny fan Boston Celtics). Entuzjasta badań medioznawczych i socjologicznych. Redaktor naczelny magazynu Nowy Folder i autor rubryki felietonowej #BananowaNiedziela. Laureat Nagrody "Nadzieja mediów" 2019.

Twój adres email nie zostanie opublikowany.