Rzezimieszki z Pomorza

Istnieją trzy czynniki, z powodu których z ochotą sięgnęłam po „Portrecistę psów”. Po pierwsze opis, który z miejsca mnie wciągnął, opowieść o morderczyni od razu mnie zafascynowała. Następnie przekonała mnie intrygująca okładka z psem w garniturze, która była zapowiedzią tajemniczej atmosfery. Ostatnim czynnikiem było miejsce, w którym dzieje się akcja powieści. Regiony Pomorza są mi szczególnie bliskie. Niestety nie wszystkie te czynniki odnalazły się na kartach powieści.

Główne postaci powieści to uciekająca przed świadkami swoich zbrodni lesbijka, która zawsze sprytnie unika kary za swoje niecne występki oraz Martin, syn fotografa, który wraca z wojny. Morderczyni nawiązuje nić porozumienia z młodzieńcem, który jest prawowitym spadkobiercą zakładu fotograficznego, który kobieta bezprawnie przejęła. Młody chłopak zajmuje się fotografowaniem wypchanych psów, za którymi po śmierci tęsknią ich właściciele. Te postaci tworzą wyjątkowy duet, których perypetie z pewnością umilają długie, jesienne wieczory.

Mamy do czynienia z narracją pierwszoosobową, dzięki czemu mamy ciągły wgląd w historię i myśli zbrodniarki. Jest to niezwykła kobieta, która obcięła genitalia męża i je zamarynowała. Pornografia, zabójstwa z zimną krwią, kanibalizm, realia międzywojennego półświatka to dopiero początek listy rzeczy, którymi zaskoczy nas autor. Narracja powieści jest wielowątkowa, przez co czytelnik może łatwo się zgubić. Niektóre wydarzenia dłużą się przez parę stron i nie prowadzą do wyraźnej puenty, co jest frustrujące.

Poza nietypowymi wątkami dotyczącymi działalności przestępczej prowadzonej przez paserkę i opisami kolejnych aktów zbrodni, na pierwszy plan powieści wysuwa się język. Niewątpliwie widać, że Chamier-Gliszczyński potrafi operować słowem na mistrzowskim poziomie i z dużą dokładnością opowiedzieć każdy zwrot akcji. Z pewnością bez informacji o tym, że „Portrecista psów” jest debiutem autora po stylu nie domyśliłabym się tego.

Rozczarowało mnie z kolei to, że autor nie pogłębia zbyt mocno wątków historycznych, etniczności, ani zwyczajów mieszkańców Pomorza. Myślę, że uzupełnienie o takie kwestie przysłużyłoby się powieści i wniosło jeszcze więcej kolorytu w realia przedstawionego świata.

Kolejnym nietrafionym zabiegiem jest dla mnie ukrycie filozoficznych wywodów pod przykryciem oryginalnej fabuły. Rozważania, którymi autor raczy nas w dialogach w mojej ocenie wybijają nas z dynamicznej akcji. Opisy różnego rodzaju aktów okrucieństwa i zjadania ciał mogą odrzucić bardziej wrażliwych czytelników. To opowieść o mrocznych interesach, w których ukryte są zaskakujące szczegóły, przez które nie każdy będzie miał cierpliwość się przedzierać.

„Portrecista psów” to debiutancka powieść Wojciecha Chamiera-Gliszczyńskiego. Autor jest radcą prawnym, który zajmował się wcześniej poezją. W 2015 roku otrzymał nominację w Konkursie Literackim imienia Henryka Berezy „Czytane w maszynopisie”. Wcześniej pisał wiersze i opowiadania.

„Portrecista psów”

Autor: Wojciech Chamier-Gliszczyński

Wydawnictwo: Czarne

Rok wydania: 2020

Wpisy

Studiuję dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim. Pochłaniam książki w ilościach hurtowych, a w moich żyłach płynie reportaż. Szczególnie bliskie są mi tematy związane ze społeczeństwem i gospodarką. Uwielbiam odkrywać punkt widzenia drugiego człowieka oraz zgłębiać historię jego życia.

Twój adres email nie zostanie opublikowany.