Rzym, Paryż i Nowy Jork z Audrey

Kiedy szumi rzutnik, a wieczór nadchodzi powoli i łagodnie, ułożeni wygodnie na leżakach, wdychając ciepłe lipcowe powietrze, możemy nabrać ochoty, by wybrać się w podróż do przeszłości. Odkurzymy stare płyty DVD, a wśród nich najbardziej czarujące komedie lat 50 i 60. Dziś wybraliśmy trzy destynacje: Rzym, Paryż oraz Nowy Jork, a naszym przewodnikiem po nich, będzie największa obok Marylin Monroe i Doris Day, kobieca ikona lat 60… 

Rzymskie wakacje (1953), reż. William Wyler

Film o czarującym klimacie krętych rzymskich uliczek i śmigających skuterów. Na pierwszym planie historia miłosna, a w tle architektura: schody Hiszpańskie, Koloseum, czy słynne „Usta Prawdy”. Audrey Hepburn wciela się w rolę młodziutkiej księżniczki Anny, która w ramach trasy dyplomatycznej przebywa w Rzymie. Każdy kolejny dzień trasy, przynosi nowe, szalenie nużące bale, nazwiska, tytuły i dłonie, które musi uścisnąć. Marzy, by wyrwać się, chociażby na jeden dzień… Kiedy nocą wymyka się z komnat, na mieście spotyka amerykańskiego reportera Joe Bradleya (Gregory Peck). Dziennikarz, gdy orientuje się z kim ma do czynienia, ukrywa swoją tożsamość. Liczy na ekskluzywną historię, przynoszącą mu rozgłos oraz dobre honorarium. Anna wyznaje mu: „Chciałabym, od rana do wieczora robić to, na co mam ochotę. (…) Siedzieć w kafejce przy ulicy, oglądać wystawy, chodzić w deszczu. Dobra zabawa i trochę wrażeń. Dla pana to nic nadzwyczajnego, prawda?” Para spędza razem cały dzień, kosztując wolności i ciesząc się urokami Rzymu… do czasu, aż trzeba będzie wrócić do normalności.

Jak ukraść milion dolarów (1966), reż. William Wyler

Charles Bonnet (Hugh Griffith) jest wybitnym paryskim kolekcjonerem sztuki. Czego on nie ma w swojej kolekcji… Są uznani francuscy malarze, znajdzie się kilka Rembrandtów, a nawet Van Gogh! Jedynie farba musi jeszcze nieco przyschnąć. Kiedy słynne Muzeum Kléber-Lafayette wypożycza od Bonneta niezwykle cenną statuetkę Wenus autorstwa (teoretycznie) „Celliniego”, kolekcjoner jest zachwycony. Jego córka Nicole (Audrey Hepburn) nie podziela entuzjazmu ojca, uważając, że wystawia siebie na niebezpieczeństwo. Kiedy w swoim domu przyłapuje „włamywacza” Simona Dermotta (Peter O’Toole), czarującego blondyna o niebieskich oczach, między dwójką zawiązuje się nieoczywista przyjaźń. Znajomość rozkwita, gdy okazuje się, że statuetka Wenus ma zostać poddana testom na autentyczność. Nicole wraz ze złodziejem obmyśla plan jak ukraść „wartą” milion dolarów rzeźbę, strzeżoną przez połowę paryskiej policji.

Historia według scenariusza Harry’ego Kurnitza jest zabawna i absurdalna, nie tylko ze względu na niecodzienność profesji i charakterów, ale i przezabawne dialogi. „Złapałam włamywacza” – informuje w jednej ze scen Nicole, oznajmiając, że złodziej był zainteresowany obrazem Van Gogha. „Rozmawialiście o tym?” – pyta jej ojciec. „Tak, kiedy go odwoziłam do domu”. Połączenie komedii oraz heist movie rozgrywającego się na ulicach Paryża sprawia, że mimo upływu lat jest to film, który wciąż doskonale się ogląda. 

Śniadanie u Tiffany’ego (1961), reż. Blake Edwards

Elegancka kobieta w czarnej sukni wysiada z taksówki na Piątej Alei, kierując się ku sklepowi Tiffany’ego. Wyciąga śniadanie – croissanta oraz kubek kawy. Oglądając wraz z nią witrynę mamy przekonanie, że to brama do innego, czarującego świata. „Śniadanie u Tiffany’ego”, na podstawie opowiadania Trumana Capote, to film, który ikonicznymi scenami mógłby obdzielić co najmniej kilkanaście innych. Do apartamentowca na Manhattanie wprowadza się pisarz Paul (George Peppard). Jego maszyna od wielu miesięcy nie ma wkładu, a mężczyzna utrzymuje się z kontaktów z zamożną kobietą. Szybko odkrywa, że mieszkająca po sąsiedzku Holly Golightly (Audrey Hepburn) jest niecodzienną osobą. Definiuje ją samo mieszkanie: nierozpakowane walizki i kot bez imienia oraz sznurek bogatych adoratorów wypraszanych co wieczór za drzwi. Kobieta znajduje się cały czas w przelocie i tylko jedna rzecz zapewnia spokój ducha. Jest to tytułowe śniadanie – „Dla mnie jedynym ratunkiem jest wsiąść w taksówkę i pojechać do „Tiffany’ego”. Od razu się uspokajam. Tyle tam spokoju i godności. Nic złego nie może się tam zdarzyć.”. Fabułę tego czarującego filmu uzupełnia marzycielska ścieżka dźwiękowa, na czele z niezapomnianą „Moon River”.

Dziś wybraliśmy trzy destynacje – Rzym, Paryż oraz Nowy Jork, a naszym przewodnikiem po nich była jedna z największych ikon lat 60 – Audrey Hepburn. Teraz jednak, gdyby miała wcielić się w jedną z postaci, z cygarniczką w dłoni powiedziałaby nam: Ubóstwiam państwa, ale dobranoc.

Ilustracja: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Audrey_Hepburn_Tiffany%27s_3.jpg

Wpisy

Studentka dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim. Lubię dobrze opowiedziane historie. W kinie czasem się to udaje, a wtedy warto o tym napisać. Jeśli nie, tym bardziej?
(https://www.filmweb.pl/user/Agata_Ikanowicz)