/

Siła, masa, biała rasa!

Nowy Folder - #BananowaNiedziela


Hasłem pierwszego w historii Marszu Równości w Białymstoku było „Białystok domem dla wszystkich”. Hasłem policji najprawdopodobniej „Dajmy sobie spokój dopóki sami nie oberwiemy petardą”. Hasłem kontrmanifestacji ubranej w „patriotyczną” odzież i barwy klubowe okazało się być natomiast „Wypierdalać pedały” przerywane modlitwami.


Podziwiam środowisko LGBT+. Chyba nie zdobyłbym się na maszerowanie ulicami polskiej stolicy nacjonalistów z tęczowymi flagami w ręku. Dodatkowo przez cały marsz uczestnicy byli obrzucani butelkami, petardami, kostką brukową i jajkami. Samo czytanie o tym jest smutne, jednak po krótkim zastanowieniu dochodzę do wniosku, że zupełnie nie jestem zaskoczony całym zajściem. I to jest jeszcze smutniejsze.


Po zatwierdzeniu marszu przez władze Białegostoku, metropolita podlaski abp Wojda w patriotyczno-religijnym uniesieniu postanowił odwołać się do historii i za Wyszyńskim powiedzieć gromkie „non possumus”. Połączenie kościoła z kontrmanifestacją wykrzykującą, m.in. „Białystok wolny od sodomii!” jest chyba jedynym humorystycznym akcentem całego zajścia. Wszystkim protestującym przeciwko marszowi równości polecam wydaną przez „Agorę” „Sodomę” Frédérica Martela. Bardzo nieładnie, moi drodzy parafianie, tak obrażać ogromną część kleru!


Ale wracając do mojego braku zaskoczenia wydarzeniami z Białegostoku. W takich sytuacjach utwierdzam się w przekonaniu, że mentalnie jesteśmy wschodem. Choćbyśmy nie wiem jak zakłamywali rzeczywistość, dużej części naszego społeczeństwa bliżej do putinowskiej Rosji i wsadzania homoseksualistów do więzień, niż do zachodniej tolerancji. Chociaż tolerancja to niedopowiedzenie. Prawdziwy zachód jest otwarty i pełen akceptacji. W Polsce tymczasem dwie ogromne siły – partia rządząca i kościół katolicki – wyznają zasadę, że grupę najlepiej scala wspólny wróg. I w tym duchu musimy słuchać wynurzeń w stylu seksualizacji dzieci, ataku na rodziny i sodomizacji społeczeństwa. Na dokładkę nieznoszący konkurencji kościół katolicki, który za państwowe pieniądze wlewa w szkołach w dzieci swoje nauki od najmłodszych lat, próby nauczania tych samych dzieciaków o ich seksualności nazywa diabelską indoktrynacją.


W Białymstoku zderzyły się więc w tym tygodniu dwie siły. Zresztą, te same siły mierzą się przy okazji każdego marszu równości. Jedna z nich skandowała „wolność, równość, akceptacja” pod deszczem butelek, petard i kostki brukowej. Druga, co tydzień słuchająca o miłowaniu bliźniego, napędzana hasłami swoich biskupów, postanowiła wśród modlitw i nacjonalistycznych haseł ten deszcz zapewnić. Po której stronie w tym przypadku znalazło się miłowanie bliźniego? To pozostawiam Waszej ocenie, Drodzy Czytelniczko i Czytelniku.