/

Silent ASSasin

Nowy Folder - #BananowaNiedziela


Wyborczego zabójstwa demokracji ciąg dalszy, a na pierwszoplanowego hitmana w tym tygodniu wyszedł Jacek Sasin. Z jego pokrętnej logiki wynika jednak jeden wniosek, którego zdajemy się nie zauważać przez zaistniały chaos. Jest to jednak precedens, który wszyscy możemy obrócić na swoją korzyść.


Nasz minister aktywów państwowych nijak nie przejął się faktem, że część obywateli jest słusznie oburzona wprowadzaniem w życie ustawy, która jeszcze nawet nie została uchwalona. Karty do głosowania poszły do druku, poczta zajmie się resztą, „wybory” dojdą do skutku. Tłumaczenie? Ustawa nie weszła w życie, ale jest w toku, więc można przypuszczać, że w życie wejdzie. To teraz szybka propozycja, jak skorzystać z „logiki” ministra Jacka „Wielkiej Warszawy” Sasina (o nie, o idiotyzmie będącym zalążkiem tej ksywki też nie zapomniałem).


Jeżeli wicepremier uznaje, że samo procedowanie ustawy uprawnia do życia według reguł, które są w tej nieuchwalonej ustawie zapisane, otwiera to drogę do zalania sejmu projektami obywatelskimi. Ludzie chcą palić trawkę? Złóżcie projekt obywatelski! Do czasu jego odrzucenia możecie sobie nawet dmuchać dymem prosto w twarz policjantów. Jak się przyczepią, powiedzcie im, żeby skargi składali do Sasina. Pary LGBTQ+ chcą brać śluby i adoptować dzieci? Projekt obywatelski! Jak się hajtniecie przed jego odrzuceniem, nikt Wam ślubu nie zabierze, bo według Sasina prawo, które jeszcze nie jest prawem, ale prawem może się potencjalnie stać, już jest prawem. A prawo, jak wiadomo, nie działa wstecz. Zakręciliście się przy czytaniu tego zdania, Drodzy Czytelniczko i Czytelniku? Ale to nie moja wina! Takie są logiczne wnioski ze zdania wicepremiera. Co tam trawka i śluby dla środowiska LGBTQ+. Projekt obywatelski o zniesieniu wszystkich ograniczeń prędkości w Polsce, projekt „niech wygra silniejszy”, pozwalający na przejęcie cudzego mienia, jeżeli pokona się go w walce MMA, projekt „daj w papę politykowi” (tu tłumaczenie niepotrzebne), Projekt Lady nakazujący trzymania się zasad savoir-vivre’u i Project Runway, na podstawie którego każdy źle ubrany obywatel dostanie grzywnę. I wszystkich tych projektów będziemy się trzymać od momentu wejścia do sejmu, aż do ich przepchnięcia lub odrzucenia. To nie mój pomysł. Tako rzecze Jacek Sasin.


Prawdę mówiąc, to tylko śmiech przez łzy. Jestem bezsilny, zdruzgotany i przybity. Na moich oczach rząd mojego kraju (przepraszam wszystkich wyczulonych, ale już nie umiem inaczej) robi kurwę z demokracji. My możemy siedzieć, patrzeć i czekać. Pamiętam jak w 2015 r. na facebookowej tablicy wypłynęli mi wśród znajomych nowi fani PiS-u, głównie wśród ludzi, którzy wcześniej słowem się nie odzywali na temat polityki. Teraz milczą. Przestało ich to interesować? Nie wiedzą jak wytłumaczyć armię Kaczyńskiego? Nie wiem. W sumie to nieważne. Rok temu Mariusz Janicki i Wiesław Władyka wydali „Brata bez brata”, w którym dokładnie opisali, jak PiS doszedł do miejsca, w którym obecnie się znajduje. W ostatnich latach, natomiast, każdy krok, każde nocne głosowanie, każde zlewanie przeciwników, prowadziło do tych „wyborów”. Prędzej czy później „podnoszenie ręki na demokrację”, które opozycja wykrzykuje pod adresem rządu od początku jego pierwszej kadencji, musiało się stać aż tak dosłowne. Kato Starszy każde przemówienie kończył słowami Ceterum censeo Karthaginem delendam esse (Poza tym uważam, że Kartaginę należy zniszczyć). Ja od dziś każdy felieton na tematy polityczne będę kończył słowami: Poza tym uważam, że wybory prezydenckie w 2020 r. się nie odbyły.

Wpisy

Liberalny pozytywista stale walczący z tkwiącymi w nim pokładami romantyzmu. Miłośnik polityki, muzyki i NBA (od lat wierny fan Boston Celtics). Entuzjasta badań medioznawczych i socjologicznych. Redaktor naczelny magazynu Nowy Folder i autor rubryki felietonowej #BananowaNiedziela. Laureat Nagrody "Nadzieja mediów" 2019.