Między pokoleniami

 

Większość uczestników spotkania w izabelińskiej bibliotece publicznej nie może pamiętać czasów, o których mówił Sławomir Rogowski. Autor książki „Widok z dachu” opowiadał o swoim najnowszym wydawnictwie, wspomnieniach z akademika i Warszawie podzielonej na dwie części.

 

Stanisław Zwwiśliński i Sławomir RogowskiStanisław Zawiśliński i Sławomir Rogowski wspólnie zrealizowali film dokumentalny „Tala od różańca”. Jego premiera odbyła się w 2012 roku (fot. Aleksandra Kopeć)

 

– To historia pokolenia rozerwanego między dwa systemy, która doskonale nadaje się na słuchowisko i serial. Czytelnik odnajdzie w niej gorycz, ale także sarkazm i dowcip – tak prowadzący rozmowę Stanisław Zawiśliński skomentował książkę „Widok z dachu” Sławomira Rogowskiego – dziennikarza, członka Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Podczas spotkania z uczestnikami Zimowej Akademii Multimedialnej w Izabelinie autor opowiadał o genezie publikacji.

 

– Kiedy zaczynałem pisać książkę, byłem pewien, że mój bohater-robotnik prędzej czy później wejdzie na Pałac Kultury, by na przykład naprawić urządzenie na iglicy. To moment, w którym zaczął się reportaż o Grochowie. Jestem związany z tą dzielnicą i znam wielu jej mieszkańców. W grochowskim akademiku spędziłem dziesięć lat. Najpierw jako student, potem jako nauczyciel akademicki. Studenci z Kickiego często grali z grochowiakami w piłkę. Kto wygrał, stawiał skrzynkę wina w kartonie. To właśnie na asfaltowym boisku poznałem bohatera mojej książki, Anatola Tolaka, który naprawdę miał na imię po prostu Tolek – mówił autor.

 

Stanisław Zawiśliński, Sławomir Rogowski, Jolanta OlszewskaFragmenty książki odczytała podczas spotkania Jolanta Olszewska – aktorka Teatru Dramatycznego w Warszawie (fot. Aleksandra Kopeć)

 

Rogowski w „Widoku z dachu” opisał losy ludzi, których połączyło wspólne miejsce zamieszkania. Niektórzy z bohaterów książki wychowali się na prawostronnym brzegu Warszawy, inni przyjechali do stolicy na studia i mieszkali w grochowskim akademiku przy ulicy Kickiego.

 

– W książce przecinają się losy dwóch postaci. Jedną z nich jest prosty robotnik, drugą – inteligentny student. Mimo różnic społecznych przyjaźnili się, a emocje połączyły ich na ponad trzydzieści lat. „Widok z dachu” to opowieść o pokoleniu chłopaków, którzy urodzili się pod koniec lat 50. i dużą część życia spędzili na Grochowie. Kiedy Muniek Staszczyk przeczytał tę książkę, popłakał się. To dlatego, że jest w niej dużo o ludziach, takich jak ja i on. Obaj przyjechaliśmy do stolicy nie wiadomo skąd i zamieszkaliśmy na Grochowie – dzielnicy, która jest przedmieściem Warszawy, poczekalnią i sypialnią. Dopiero po drugiej stronie Wisły był lepszy świat. Jeden z moich kolegów mawiał nawet: „no wiesz, tam jest wielki świat: pralki, lodówki, telewizory, te rzeczy” – wspominał Rogowski.

 

Jerzy FedakW Izabelinie pojawił się Jerzy Fedak – jego zdjęcie wykorzystano na okładce „Widoku z dachu”. W trakcie spotkania wyświetlano również fotografie Fedaka z lat 1970–1982
(fot. Aleksandra Kopeć)

 

Autor podczas spotkania przyznał, że tytułowy „widok z dachu” jest metaforą związaną z Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie. Wspominał także, że studenci z Grochowa codziennie widzieli najwyższy budynek w Polsce zza szyb autobusu kursującego pod uniwersytet.

 

– Kiedy wychodziliśmy z klubu „Hybrydy,” przed nami pojawiał się ten ogromny drapacz chmur. Pałac Kultury to symbol i zabytek, ale nie dziwię się, że dzisiaj dar Radzieckiego Narodu irytuje niektóre osoby. Jest brzydki i kiczowaty, a do tego kojarzy się z czasami PRL-u. Moim zdaniem trzeba jednak mieć dystans do historii. Żadne burzenie pałacu nie wchodzi w grę. To tak, jakby chciano wysadzić w powietrze piramidy w Egipcie, dlatego, że zginęło tam wielu ludzi. W mojej książce Pałac Kultury to klamra. Na końcu bohaterowie patrzą z tarasu widokowego na Grochów. Z dachu wieżowca zobaczyli swój stary świat i zmiany w nim zachodzące. Budynek ten pojawia się w książce również jako hołd złożony mojemu mistrzowi, Tadeuszowi Konwickiemu. To on z Pałacu Kultury stworzył archetyp – symbol dobra i zła, który trudno zburzyć – opowiadał dziennikarz.

 

DSC_0170„Widok z dachu” ukazał się w 2014 roku, dziesięć lat po poprzedniej książce Rogowskiego „Zima stulecia” (fot. Aleksandra Kopeć)

 

Sławomir Rogowski dodał również, że podczas ośmiu lat pracy nad książką, wielokrotnie odwiedzał Pałac Kultury. Dzięki uprzejmości prezesa budynku zobaczył miejsca niedostępne dla zwiedzających. Szczegółowa obserwacja obiektu i sporządzanie notatek ułatwiły mu tworzenie tekstu.

 

– Na początku rodzi się emocja i patrząc przez jej pryzmat zapamiętuję miejsce, w którym się znajduję. Dopiero później biorę się za pisanie. Następnie jest etap weryfikacji. Kiedy skończyłem „Widok z dachu”, zrobiłem fotografie współczesnego Grochowa, ponieważ musiałem sprawdzić, czy dobrze zapamiętałem otoczenie. Nie byłem pewien, czy emocje nie zdeformowały moich wyobrażeń. Przy okazji powrotu na Grochów zobaczyłem, jak bardzo dzielnica ta się zmieniła. Nie odnalazłem wielu miejsc, które pamiętam z przeszłości. Na ulicy Terespolskiej nie ma już słynnego zakładu „Cora”, gdzie kobiety kupowały modne ubrania.

 

Zimowa Akademia MultimedialnaSpotkanie ze Sławomirem Rogowskim było punktem kulminacyjnym trzeciego dnia Zimowej Akademii Multimedialnej (fot. Aleksandra Kopeć)

 

Na koniec półtoragodzinnego spotkania Sławomir Rogowski wyjaśnił zebranym studentom według jakiego klucza powinni czytać opowieść o czasach studenckich swoich rodziców. Odniósł się także do podobieństw i różnic międzypokoleniowych.

 

– Jestem pewien, że nie potrafiłbym pisać o was, bo nie znam waszego języka. W latach 70. używaliśmy innych słów. W zrozumieniu tej książki może pomóc wam, że Grochów to ciągle sypialnia uwielbiana przez słoiki. Kiedyś przyjezdnych studentów nazywano wałówkowiczami. Przywiezione jedzenie chowali między oknami, bo nie było lodówek. Dziś już nie brakuje sprzętu, ale wiele problemów, które miało nasze pokolenie, jest wciąż aktualnych. Jednym z nich jest emigracja za chlebem. Za granicą są obecnie dwa miliony Polaków. Wy również pochodzicie z różnych części Polski. Czasy się zmieniły, ale problem emigracji pozostał i m. in. w tym kryje się uniwersalizm tej książki – podsumował Rogowski.

 

 

Szymon Rzyśkiewicz