Maria Kieślowska o życzliwej cierpliwości reżysera

[spider_facebook id=”2″]

O Sokołowsku, powstawaniu „Amatora” i swoim wpływie na ostateczny kształt filmów męża – z Marią Kieślowską, żoną Krzysztofa Kieślowskiego i jedną z pomysłodawczyń festiwalu Hommage à Kieślowski, rozmawiała Agnieszka Kapela.

Maria Kieslowska (fot. Marta Kieslowska)Bywało, że w pracy nad filmami Krzysztof Kieślowski brał pomysły żony pod uwagę. Ona nie uważa jednak, że można to nazywać chociażby konsultacjami (fot. Marta Kieślowska)

 

W tym roku festiwal Hommage à Kieślowski jest poświęcony „Amatorowi”. Jakie wspomnienia, emocje wywołuje u pani ten film?

Maria Kieślowska: „Amator” to rok 1979, drugi fabularny film Krzysztofa, realizowany z udziałem wielu przyjaciół (Jurek Stuhr, Jacek Petrycki, Michał Żarnecki czy Krzysztof Wierzbicki). Wszyscy oni zbierali się również u nas w domu. Zachowałam w pamięci pewien rodzaj solidarności zawodowej i entuzjazmu, jaki towarzyszył ich współpracy. Miałam wtedy małe dziecko i pracowałam zawodowo. Zwykła domowa codzienność z trudem konkurowała ze sztuką, w którą głęboko zaangażowany był Krzysztof, ale w naszym domu nie było takich napięć, jak w życiu Filipa Mosza i jego żony. Czas realizacji „Amatora” nie skomplikował nam życia rodzinnego. Pamiętam też, jak emocjonalnie pracował Krzysztof nad pojawiającym się w filmie wątkiem matki Witka (przyjaciela Filipa) – wyposażył ją w cechy swojej mamy, z którą był bardzo związany. Był to rodzaj złożonego jej hołdu.

 

A jeśli miałaby pani wybrać swój ulubiony film męża, to który by to był?

Nie umiem dzisiaj odpowiedzieć na to pytanie. Krzysztofa nie ma i ta nieobecność sprawia, że sięgam do różnych jego filmów z taką samą potrzebą „rozmowy”. Czasem jest to „Niebieski”, czasem „Bez końca”, ale bywa, że wracam do innych.

 

Woli pani dokumenty czy fabuły męża?

Dla mnie to pytanie z cyklu „czy bardziej kochasz mamę, czy tatę”. Lubię dokument i fabułę. To różne gatunki, a w przypadku twórczości Krzysztofa mają ze sobą wiele wspólnego. Życzliwa ciekawość, z jaką traktuje bohaterów, wyrozumiałość, uwaga im poświęcona, wnikliwa analiza okoliczności, motywujących ich do działania – to cechy dokumentów i fabuł Krzysztofa. Bliski jest mi taki stosunek do człowieka. Wczesne filmy dokumentalne Krzysztofa: „Urząd”, „Fabryka”, „Z miasta Łodzi” mają dla mnie wartość sentymentalną, bo są zapisem obserwacji życia w Łodzi w latach 60. – latach naszych studiów, naszej młodości.

 

Jaki miała pani wpływ na ostateczny kształt filmów męża? Była pani doradcą, recenzentem, konsultantem, może pierwszym widzem?

Pewnie wszystkim po trochu, ale nie przypisuję temu zbyt wielkiego znaczenia. W sposób naturalny, w rozmowach czy pierwszych czytaniach scenariuszy, wyrażałam swoje opinie. Bywało, że Krzysztof brał je pod uwagę lub – jak w przypadku obsadzenia Henia Baranowskiego w pierwszym „Dekalogu” – wykorzystywał mój pomysł. Nie nazwałabym tego w żadnym wypadku konsultacją.

 

Gdzie dzisiaj w kinie znajduje pani ślady twórczości męża?

To zbyt szerokie pytanie. Niech zajmują się tym analitycy czy krytycy filmowi.

 Maria Kieslowska (fot. nadeslane)Maria Kieślowska jest jedną z pomysłodawczyń festiwalu filmowego Hommage à Kieślowski

 

Ta twórczość jednak żyje, o czym najlepiej świadczy festiwal Hommage à Kieślowski. Skąd pomysł na organizację takiego wydarzenia?

Od wielu lat grono przyjaciół i współpracowników Krzysztofa zwracało się do mnie z pomysłami na różnego rodzaju działania upamiętniające jego życie i twórczość. Postanowiliśmy powołać fundację , której siedziba mieścić się miała w Podkowie Leśnej. Kiedy rozpoczęliśmy działania zmierzające do sfinalizowania pomysłu, zadzwoniła do mnie Bożena Biskupska, wówczas mieszkanka Podkowy. Okazało się, że zamierza inwestować w zdewastowany, a bardzo interesujący obiekt budowlany w Sokołowsku. Od mieszkańców usłyszała o kilkuletnim pobycie rodziny Kieślowskich w uzdrowisku. Jej wizja utworzenia tam centrum kultury spodobała mi się. Spotkałyśmy się więc i zdecydowałyśmy o współpracy, która zaowocowała między innymi festiwalem.

 

Takie wydarzenie można by jednak organizować w innej miejscowości. Co zdecydowało o wyborze Sokołowska?

Oczywiście znaczenie tego miejsca w życiu Krzysztofa. Jego dzieciństwo tam spędzone, choć dosyć trudne z powodu choroby ojca, było jednak szczęśliwe i pełne rodzinnego ciepła. Na zawsze zostało jego najczulszym wspomnieniem

 

W tym roku festiwal Hommage à Kieślowski odbywa się po raz czwarty. Jakie są, pani zdaniem, najważniejsze osiągnięcia trzech dotychczasowych edycji?

Wielkim osiągnięciem jest samo zaistnienie tego festiwalu . Ofiarność i bezinteresowność jego twórców są nie do przecenienia. Krystalizujący się program kolejnych edycji to wynik współpracy zapaleńców, ludzi wysoko ceniących pracę Krzysztofa i kochających kino. Festiwal odwiedzili dotychczas między innymi Agnieszka Holland , Krystyna Janda, Jerzy Stuhr, Marcel Łoziński, Artur Barciś, Dorota Kędzierzawska, Jacek Petrycki, Katarzyna Figura, Magdalena Łazarkiewicz, a także producent ostatnich filmów Krzysztofa – Marin Karmitz. Nie sposób wymienić wszystkich gości, ale było to duże grono ludzi, którzy poza spotkaniami z publicznością prowadzili warsztaty towarzyszące projekcjom. Do osiągnięć festiwalu należy też zaliczyć możliwość szerokiej prezentacji zarówno fabuły, jak dokumentu.