Kapuściński otwiera wszystkie drzwi

 

Oficjalna premiera filmu Eli Chrzanowskiej „Rzeki. Podróż do Meksyku z Maestro Kapuścińskim” odbyła się 26 października 2016 roku. 8 grudnia ten krótki dokument można było zobaczyć na Wydziale Dziennikarstwa, Informacji i Bibliologii Uniwersytetu Warszawskiego. Spotkanie zostało zorganizowane przez nasz magazyn oraz Fundację Centrum Badań i Edukacji im. Ryszarda Kapuścińskiego, w ramach której działa.

 

dsc_0111

„Rzeki” to drugi film Eli Chrzanowskiej. Wcześniej zrealizowała dokument „Dom: Warszawa – Meksyk” (fot. Angelika Szpręgiel)

 

Poza projekcją wspomnianego filmu odbyła się dyskusja z udziałem reżyserki i zaproszonych gości. „Rzeki…” to próba opowiedzenia o Ryszardzie Kapuścińskim przez pryzmat wspomnień osób, które się z nim zetknęły w czasach jego pobytu w Meksyku w latach 60., kiedy był korespondentem Polskiej Agencji Prasowej na Amerykę Łacińską i w czasach, gdy wracał do Meksyku i prowadził tam wykłady dla dziennikarzy latynoamerykańskich. Film był przyczynkiem do rozmowy o najważniejszym polskim reporterze, kulisach powstawania filmu i kondycji dziennikarstwa w ogóle. Oprócz Eli Chrzanowskiej wzięli w niej udział redaktor Stanisław Zawiśliński – dziennikarz, wydawca i prezes fundacji Centrum Badań i Edukacji im. R. Kapuścińskiego, Adrian Stachowski – dziennikarz i autor książki „Spór o Kapuścińskiego”, a także Rafał Hetman – autor bloga CzytamRecenzuje.pl.

 

Jednym z ważniejszych wątków poruszanych podczas rozmowy był proces przygotowywania filmu przez reżyserkę. – Projekt został zrealizowany w ramach programu stypendialnego przyznanego przez rząd meksykański. Film powstawał przez prawie rok, same zdjęcia i pobyt w Meksyku zajęły pół roku. Jednak pomysł na film rodził się przez parę lat. Jestem związana z Meksykiem już od prawie 10 lat i twórczość Kapuścińskiego towarzyszyła mi w tych podróżach. Po jego śmierci w biografiach, które czytałam, zauważyłam, że brakuje faktów o jego pobycie w Meksyku jako korespondent. Wiadomo było tylko, że pracował dla PAP-u. Nikt nie zbadał tego, gdzie mieszkał, co robił, jakich ludzi znał. Wydawało mi się, że to jest ostatni moment, kiedy mogę dotrzeć do tych osób – mówiła Ela. Ale zrealizowanie pomysłu wcale nie było zadaniem prostym. – Początkowo nie miałam zbyt wielu informacji na ten temat. Jedyną rzeczą, która wiedziałam, to że Kapuścińskiego rozpoznaje wielu Meksykanów, przynajmniej ze środowiska intelektualistów. Najpierw nawiązałam kontakt z Eleną Poniatowską, która Kapuścińskiego znała. (…) Kapuściński otwiera wszystkie drzwi. Kiedy docierałam do jednej osoby, otwierały się przede mną kolejne. Trudność w znalezieniu w Meksyku osób pamiętających dziennikarza nie była jedynym problemem, z jakim mierzyła się reżyserka. – Podstawą było dla mnie mieć aprobatę, jakiś rodzaj otwartości ze strony rodziny Kapuścińskiego, bo dziś to żona i córka dysponują jego wizerunkiem. Na początku nie spotkałam się jednak z zainteresowaniem lub aprobatą, raczej z odrzuceniem. (…) To wymagało ode mnie ogromnej cierpliwości, aż do maja tego roku, kiedy wróciłam z gotowym filmem, który został finalnie przez rodzinę zaakceptowany. Ela Chrzanowska przyznała, że praca nad dokumentem dużo ją nauczyła zarówno w sferze zawodowej, jak i życiowej. Jak mówiła: – W Meksyku odkryłam, że przypadek to jest coś, czego nie należy się bać. Czasem trzeba mu się poddać. Meksykanie mówią na to „destino”: jak coś się ma wydarzyć, to się wydarzy, tylko musisz dawać sygnały światu, że czegoś szukasz, czegoś pragniesz i że w to wierzysz.

 

p1030017– Film powstawał przez prawie rok, same zdjęcia i pobyt w Meksyku zajęły pół roku – mówiła Ela Chrzanowska (fot. Monika Tułodziecka)

 

Dyskusja szybko skierowała się w stronę samego Kapuścińskiego. Uczestnicy dyskusji rozmawiali o jego twórczości, pracy dziennikarskiej, podróży, a także dzielili się osobistymi wrażeniami i przemyśleniami na temat mistrza reportażu. Redaktor Zawiśliński wspominał: – Poznałem Ryszarda Kapuścińskiego, chodząc na jego wykłady na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych. Wykładał wtedy przedmiot „Współczesne stosunki międzynarodowe”. Ale to nie te wykłady zapamiętałem najlepiej. Największe wrażenie zrobiły na mnie spotkania z Kapuścińskim podczas warsztatów dziennikarskich zorganizowanych przez pismo studenckie „itd”. Pamiętam dyskusje z nim – kiedy przyjeżdżał o godzinie 17.00 czy 18.00, trwały często do 4 rano.

 

O samym Kapuścińskim bardzo wiele do powiedzenia miał Adrian Stachowski, który doskonale zna jego twórczość i biografię. – Stosunek Kapuścińskiego do tego, co obserwował na świecie mocno uformowały dwa wydarzenia: II wojna światowa, którą przeżył jako mały chłopiec oraz jego fascynacja i płomienne zaangażowanie w rewolucję komunistyczną, którą mieliśmy wówczas w Polsce. Należałoby też powiedzieć o jego podróżach po Afryce, które odbył, kiedy był jedynym polskim korespondentem na tym kontynencie. Kapuściński obserwował wtedy coś, co było wówczas, tak sam mówił, jednym z najważniejszych wydarzeń XX wieku, czyli krach kolonialnych struktur w Afryce i wybicie afrykańskich krajów na niepodległość – opowiadał dziennikarz.

 

dsc_0106

Stanisław Zawiśliński jako student uczestniczył w wykładach prowadzonych przez Ryszarda Kapuścińskiego (fot. Angelika Szpręgiel)

 

Podczas dyskusji pojawiały się też refleksje, za co można cenić twórczość Kapuścińskiego i jego samego jako człowieka. Spojrzenia zaproszonych gości były różne. – Gdybyśmy chcieli zobaczyć, czego nas Kapuściński dzisiaj uczy i czego nauczył czytelników w wielu krajach, to jest to przede wszystkim spojrzenia, które nie jest europocentryczne. Jest tak ceniony w Ameryce Łacińskiej, ponieważ przekazuje ich punkt widzenia. To nie było ani polskie, ani europejskie spojrzenie, to było spojrzenie człowieka, który ma wielką empatię do tego, co się dzieje w Ameryce Łacińskiej od Kuby do Hondurasu – stwierdził redaktor Zawiśliński.

 

Na inną wartość w książkach Kapuścińskiego i w innych reportażach zwracał uwagę Rafał Hetman. – Ja w reportażach przede wszystkim szukam literatury, a wręcz poezji. Kiedyś na jakimś spotkaniu, na którym był obecny Kapuściński, a obok niego siedział Garcia Marquez, padło pytanie z sali, co jest kluczem do reportażu. Oni obaj, niezależnie od siebie, odpowiedzieli – poezja. Kiedy pierwszy raz o tym przeczytałem, nie zrozumiałem tej wypowiedzi. Dopiero jak zacząłem odnajdywać elementy poezji w reportażach, zacząłem rozumieć, o co chodzi – o kondensację języka, o to, że w kilku słowach można powiedzieć bardzo dużo. I to widać w najlepszych książkach Kapuścińskiego, czyli w „Jeszcze jeden dzień z życia”, „Cesarzu” i „Szachinszachu”. Są one krótkie, ale kompletne.

 

Adrian Stachowski wskazał jeszcze inną perspektywę twórczości Kapuścińskiego. – Dzisiejsi czytelnicy podkreślają uniwersalność i ponadczasowość jego książek, ale równie ważne wydaje mi się, że był on reporterem, który pisał zaangażowane reportaże na temat świata, który oglądał wtedy. I z tego powodu jest to niezwykły dokument historyczny. Stwierdził również: – Jego doświadczenie, kiedy jechał do Meksyku, było unikalne. Nie było chyba drugiego tak doświadczonego dziennikarza jak Ryszard Kapuściński i wydaje mi się, że już nigdy nie będzie. Mało kto może doświadczyć wydarzeń o takiej wadze i takim znaczeniu dla historii świata.

 

SAMSUNG CSCNa nasze wydarzenie przyszli przede wszystkim studenci dziennikarstwa (fot. Klaudia Szłapak)

 

Podczas dyskusji, prowadzącej – Agnieszce Kapeli, redaktor naczelnej Nowego Folderu – udało się również dowiedzieć, czy zaproszeni goście widzą następców Kapuścińskiego wśród dzisiaj piszących reporterów. – Ja szukam reporterów, którzy w reportażu piszą poezję. I mam kilka swoich typów. Pierwszy – Andrzej Muszyński. Nieważne, o czym pisze, pisze świetnie. Kolejny to Michał Książek, który napisał „Jakuck” i „Drogę 816”, a także Jarosław Mikołajewski – autor „Wielkiego przypływu” o wyspie Lampedusa. Musicie zobaczyć, jak on gra elementami poezji w tej książce – stwierdził Rafał Hetman, który na swoim blogu m.in. recenzuje książki z literatury faktu. Elę Chrzanowską, która przyznała, że przez ostatni rok nie miała zbyt wiele czasu na śledzenie polskiego reportażu, ujął Paweł Piotr Reszka i jego zbiór „Diabeł i tabliczka czekolady”. – Wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach rolą reportera jest dotrzeć do tych, którzy nie mają głosu i on właśnie to zrobił – powiedziała. Wybór Adriana Stachowskiego wzbudził pewne poruszenie wśród publiczności, ponieważ dotyczył autora kontrowersyjnej książki „Kapuściński non-fiction”, Artura Domosławskiego. – Domosławski napisał m.in. „Gorączkę latynoamerykańską”, według mnie jeden z lepszych zbiorów reportaży ostatniego 25-lecia. To jest książka, której nie napisał Kapuściński. Kapuściński powiedział kiedyś, że chciałby napisać książkę, która pokazywałaby, jak życie Latynoamerykanów jest naznaczone przez politykę. Właśnie to zrobił Domosławski w „Gorączce latynoamerykańskiej”. (…) Często mówimy też o Kapuścińskim, który dał głos ubogim. Dzisiaj ten głos ubogim daje Artur Domosławski – argumentował Stachowski.

 

Sama reżyserka mówi, że jej celem było zainteresowanie ludzi twórczością Kapuścińskiego i rozpoczęcie dyskusji wokół jego twórczości. Pełna sala studentów dziennikarstwa i żywa trwająca półtorej godziny rozmowa mogą być dowodem na to, że Ela Chrzanowska odniosła sukces.

 

 

Zobacz zdjęcia z wydarzenia