Nie może być pokoju, musi być dżihad

[spider_facebook id=”2″]

 

– Do dziś nie rozumiem, jak biskupi, którzy ukończyli studia teologiczne w Polsce i w Rzymie, mogą uważać, że ojciec Rydzyk jest ostoją polskiego Kościoła. To dla mnie wielka tajemnica wiary – stwierdził podczas spotkania w Faktycznym Domu Kultury Marcin Wójcik, autor książki „W rodzinie ojca mego”.

 

_DSC0172– Kiedyś myślałem, że radio to jest organizacją działającą przy Kościele. Dziś wiem, że to Kościół jest Radiem Maryja – mówił podczas spotkania Marcin Wójcik (w środku). Po lewej Tomasz Stawiszyński, po prawej Mariusz Szczygieł (fot. Marzena Wieczorek)

 

Zbiór reportaży byłego dziennikarza „Gościa Niedzielnego” dotyczy relacji wiernych i kapłanów zaangażowanych w działalność toruńskiej rozgłośni oraz fenomenu koncernu medialnego ojca Rydzyka. Prowadzącego spotkanie Tomasza Stawiszyńskiego ciekawiły początki pracy nad reportażem i odbiór publikacji przez czytelników. – Ludzie, którzy przeczytali moją książkę, pytają mnie, czy naprawdę tak było. Nie mogłem przecież udziwnić przedstawionej przeze mnie historii, która i tak wydaje się nieprawdopodobna – stwierdził Wójcik.

 

Dziennikarz opowiadał także o prowadzonej przez redemptorystów Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, do której uczęszczał. Zdradził, że na zajęciach nie mógł pozwolić sobie na wyrażanie własnych poglądów, a każda jego próba dyskusji ze studentami kończyła się atakiem. – Często spotykam się z zarzutem, że praca w „Gościu Niedzielnym”, w którym byłem dziennikarzem przez blisko osiem lat, wpłynęła na mój reportaż. Z gazety odszedłem z powodu zmian, jakie w niej nastąpiły. Kiedyś w „Gościu Niedzielnym” można było pisać o wszystkim, lecz po katastrofie smoleńskiej zakazano mówić źle o biskupach, posłach Prawa i Sprawiedliwości i Radiu Maryja. Zaczął się nowy rozdział w piśmie, dlatego dalsza w nim praca byłaby bardzo trudna – opowiadał Wójcik. – Kiedy Monika Sznajderman, redaktorka naczelna wydawnictwa Czarne, zadzwoniła do mnie z pytaniem, czy napisałbym książkę o Rodzinie Radia Maryja wiedziałem, że zgoda przełoży się na moje życie zawodowe. W redakcji pojawiły się głosy, że pracowałem w „Gościu…” na polecenie Adama Michnika, aby rozsadzić gazetę od środka. Kiedy odszedłem z tygodnika, niektórzy moi redakcyjni znajomi bali się ze mną kontaktować.

 

_DSC0185Marcin Wójcik przez prawie osiem lat pracował w „Gościu Niedzielnym”
(fot. Marzena Wieczorek)

 

W dalszej części rozmowy Wójcik stwierdził, że podczas zbierania materiału był ostrożny i nie nadużył niczyjego zaufania. Wspominał także, że bohaterowie jego książki są zadowoleni z końcowego efektu współpracy. – W książce znalazł się rozdział o protestach pod budynkiem Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, związanych z nieprzyznaniem Telewizji Trwam miejsca na multipleksie. Przez tygodnie spotykałem się tam z protestującymi. Były Koronka do Miłosierdzia Bożego, różaniec w łączności z Radiem Maryja, a w czasie zimy rozgrzewające tańce. Osoby, które przychodziły pod budynek, nie wiedziały, że jestem dziennikarzem. Powiedziałem im, że chcę się z nimi modlić o lepszą Polskę. Nie było w moich słowach cienia ironii. Modliłem się o lepsze czasy, podczas gdy oni błagali o miejsce na multipleksie.

 

Prowadzący spotkanie pytał także o funkcję, jaką zdaniem społeczności Radia Maryja pełni Tadeusz Rydzyk. Wójcik w odpowiedzi opowiedział historię pobytu ojca dyrektora w Niemczech (powodem podróży miały być rzekome komunistyczne represje) i zwrócił uwagę, że od dawna redemptoryście towarzyszy poczucie prześladowania. Według autora książki Rydzyk ma znaczący wpływ zarówno na wiernych Kościoła katolickiego w Polsce, jak i na jego duchownych. – Ojciec Rydzyk wyszedł z założenia, że świat jest zły. To głęboko niechrześcijańska postawa. Wspólny wróg jest tym, co scala Radio Maryja. Bez wroga ta rodzina nie istnieje. Kiedy KRRiT przyznała Telewizji Trwam miejsce na multipleksie, Rydzyk nie zaprzestał drukowania w pewnym dzienniku specjalnych cegiełek z petycją o przyznanie tego miejsca jego stacji. Podtrzymywanie poczucia ataku i zagrożenia świetnie się sprzedaje i podsyca emocje ludzi należących do Rodziny Radia. Nie może być pokoju, musi być dżihad.

 

_DSC0146Duża frekwencja na spotkaniu pokazuje, że temat poruszony przez Marcina Wójcika interesuje i wzbudza emocje (fot. Marzena Wieczorek)

 

Zdaniem Wójcika, z powodu znaczącej roli Radia Maryja w polskim Kościele, krytycy działalności rozgłośni nie mogą zwrócić się o pomoc w rozwiązaniu problemów do najwyższych rangą hierarchów kościelnych, a kontakt z nuncjuszem apostolskim w Rzymie jest bardzo utrudniony. – Kłopoty z Radiem Maryja mogą doprowadzić do schizmy. Kiedyś myślałem, że radio to jest organizacją działającą przy Kościele. Dziś wiem, że to Kościół jest Radiem Maryja, ponieważ ponad połowa episkopatu popiera jego działalność. Wnioskuje to na podstawie listu do KRRiT, w którym biskupi ponaglali i naciskali, aby Telewizja Trwam dostała miejsce na multipleksie. Ojciec Ludwik Wiśniewski, z którym rozmawiałem w książce, również uważa, że episkopat poszedł w stronę toruńskiego radia. Myślenie Rydzyka stało się myśleniem polskiego Kościoła. Dyrektor radia jest przedstawiany przez biskupów jako prorok, który uratuje wiarę. Nie ma się komu poskarżyć, dlatego powstaje pewna inicjatywa świeckich katolików, którzy chcą przedstawić papieżowi problemy związane z Radiem Maryja i polskimi biskupami.

 

Pod koniec spotkania Wójcik powiedział, że napisany przez niego zbiór reportaży jest publikacją w pełni obrazującą środowisko związane z toruńskim koncernem medialnym. Odparł tym samym zarzuty publiczności jakoby była to fragmentaryczna opowieść o marginalnej grupie ludzi. – Wydaje mi się, że opisałem w książce wiele grup, które przynależą do Radia Maryja. Jest polityk i biedna babcia, kibol i student, pani Zofia, która dzierga moherowe bereciki oraz aktor Jerzy Zelnik. Reportaż ten to obraz grupy zebranej wokół radia. I nie jest to, jak niektórzy mówią, biografia ojca Rydzyka. To książka o polskim społeczeństwie i Kościele polskim, dopiero później o Radiu Maryja i ojcu Rydzyku. To książka o nas, ponieważ na antenie radia można ponarzekać na Żydów, Rusków lub Niemców i naśmiewać się z homoseksualistów. Mizantropia i ksenofobia – to takie polskie, nieprawdaż?

 

_DSC0160– Ludzie, którzy przeczytali moją książkę, pytają mnie, czy naprawdę tak było – mówił autor książki, opowiadając o odbiorze zbioru reportażu przez czytelników (fot. Marzena Wieczorek)

 

Szymon Rzyśkiewicz