Trzy sposoby na traumę

[spider_facebook id=”2″]

 

– Zazdroszczę Ci formy, którą wybrałeś – rozpoczęła rozmowę z Robertem Rientem Katarzyna Surmiak-Domańska. – Masz bohatera idealnego: samego siebie.

 

Spotkanie z R. Rientem_01Robert Rient napisał autoreportaż. Początkowo ta forma wydawała mu się jednak czymś niepoważnym. Na zdjęciu od lewej: Marcin Bosak, Robert Rient i Katarzyna Surmiak-Domańska (fot. Martyna Fabisiak / IR)

 

Robert Rient jest byłym świadkiem Jehowy. Właściwie powinno się o nim mówić „wykluczony”, bo sam ze wspólnoty odszedł. Jego książka „Świadek” wzbudziła ogromne emocje jeszcze przed publikacją. Środowe spotkanie przyciągnęło więc wielu gości. Sala Faktycznego Domu Kultury na Gałczyńskiego była pełna po brzegi. Fragmenty reportażu odczytał aktor Marcin Bosak.

 

– Nie byliśmy pewni, czy tę książkę w ogóle wydawać – mówił na wstępie Mariusz Szczygieł. Z jednej strony problemem była forma – autoreportaż, z drugiej – atmosfera skandalu wokół wyznań byłego świadka Jehowy.

 

– Drugim bohaterem, obok Roberta, jest Łukasz – byłem nim przez 32 lata. W reportażu wcale nie pomagał. Manipulował, chciał się czymś pochwalić. Ale Robert postanowił, że to nie będzie laurka. W książce zawarł wszystkie pierwsze razy: pierwszą masturbację, pierwszy seks, pierwsze kontakty homoseksualne. Napisałem tę książkę, by przestać się bać, by wyrazić swoje lęki. By opowiedzieć wszystkim, że Łukasz umarł.

 

Spotkanie z R. Rientem_03Na spotkaniu sala w Faktycznym Domu Kultury była wypełniona po brzegi
(fot. Martyna Fabisiak / IR)

 

Rient początkowo chciał napisać książkę o kimś innym. Autoreportaż wydał mu się czymś niepoważnym. Jak spełnić wymagania tego gatunku, nie pisząc autobiografii? Poradził sobie z tym, uosabiając swoje stare „ja”. Rient opowiadał, że po odejściu ze wspólnoty zmienił wszystkie dane kontaktowe, imię i nazwisko na Facebooku, wizytówki. Znajomych poprosił, by przestali do niego mówić „Łukasz”. Teraz już tylko rodzice (wciąż świadkowie Jehowy) używają jego starego imienia. Dopełnieniem przemiany jest wydana przez Dowody na Istnienie książka „Świadek”.
– Z traumą można sobie poradzić na trzy sposoby: wódką, psychoterapią lub książką. Ta ostatnia to najwyższa forma terapii – podsumował tę historię Mariusz Szczygieł.

 

Robert Rient cierpliwie odpowiadał na pytania zgromadzonych czytelników. Nie tylko o książkę, ale również o wiarę, zwyczaje świadków Jehowy, zatajone informacje, kontakty z rodzicami, a nawet datę… końca świata.

 

– Świadkowie Jehowy nie są źli – mówił autor. – To ludzie głęboko wierzący, tak głęboko, że nie widzą niczego poza wytworzonym przez swoją wiarę obrazem. Do wspólnoty dołączają często ludzie słabi, samotni, czasem po prostu ciekawi. Ja byłem w tym środowisku od urodzenia. Fakt, że uświadomiłem sobie, że jestem homoseksualistą, przyspieszył moją decyzję. Ale i tak bym odszedł… mam nadzieję.

 

Spotkanie z R. Rientem_02– Napisałem tę książkę, by przestać się bać, by wyrazić swoje lęki – mówił Robert Rient
(fot. Martyna Fabisiak / IR)

 

Po spotkaniu koncert dała przyjaciółka Roberta – Mela Koteluk.

 

Oliwia Siwińska