Oscarowe kino u Znajomych Znajomych

 

Tłumy ludzi na pół godziny przed rozpoczęciem projekcji, szczery śmiech wśród publiczności podczas wyświetlania filmu i gromkie brawa po jego obejrzeniu – tak przebiegła warszawska premiera krótkometrażowego filmu dokumentalnego „Więzi” Zofii Kowalewskiej.

 

wiezi

„Więzi” zostały zrealizowane w ramach programu Studio Munka „Pierwszy Dokument” (fot. materiały prasowe)

 

Ile lat trzeba mieć, żeby odnieść sukces? Okazuje się, że niewiele – wystarczy 21, jak w przypadku reżyserki wspomnianego już filmu „Więzi”. Wieczór 15 listopada w klubokawiarni Znajomi Znajomych w Warszawie od godziny 20.00 należał do Zosi – młodej dziewczyny, studentki Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi, która w zaledwie osiemnastominutowym filmie opowiedziała niezwykłą historię relacji pewnego małżeństwa, prywatnie jej własnych dziadków, i zdobyła tym serca publiczności, i to nie tylko tej warszawskiej. Nie bez przyczyny bowiem „Więzi”, które zostały zrealizowane w ramach programu Studio Munka „Pierwszy Dokument”, znalazły się na shortliście filmów, które powalczą o nominację do Oscarów 2017 i wciąż zdobywają kolejne nominacje i nagrody na festiwalach filmowych (np. w Międzynarodowym Festiwalu Filmów Dokumentalnych i Animowanych w Lipsku czy Krakowskim Festiwalu Filmowym).

 

Oprócz „Więzi” pokazano również inny film Zosi Kowalewskiej – z 2015 roku. Była to czternastominutowa etiuda dokumentalna „Kochanie” – portret kilkunastoletniego Adama, mieszkańca łódzkich Bałut, poruszający problem trudnych relacji nastolatka z matką. – Początkowo chciałam zrobić film o czymś zupełnie innym, o dzieciach Manu. To taka grupa nastolatków, którzy całe dnie spędzają na rynku Manufaktury. I tak też poznałam Adama, bo Adam przewodził tej grupie. Szybko okazało się, że to będzie film o nim – tak wspominała Zosia początki pracy nad swoim pierwszym filmem.

 

Pokazane filmy i żywa na nie reakcja publiczności stały się przyczynkiem do dyskusji, jaka wywiązała się pomiędzy reżyserką a widzami tuż po projekcji. Pytań padło wiele: począwszy od metody pracy nad scenariuszem po reakcję dziadków dziewczyny po premierze filmu. – Podczas pierwszej projekcji tak naprawdę głównie obserwowałam reakcje moich dziadków. Bałam się, bo oni nie chcieli obejrzeć filmu wcześniej, mimo że im proponowałam. Siedziałam pomiędzy nimi, trzymałam ich za ręce. Dziadkowie odebrali film bardzo pozytywnie, śmiali się ze wszystkimi. Po seansie się przytuliliśmy – opowiadała reżyserka. – Babcia chciała być aktorką, kiedyś przez jakiś czas była śpiewaczką operową. Teraz na osiedlu jest gwiazdą – zdradziła autorka filmu.

 

Zosia Kowalewska ze szczerością i prostotą opowiadała też o swojej pracy, procesie poznawania i oswajania bohaterów, odbiorze filmu „Więzi” za granicą czy wrażeniach, które towarzyszą ogromnemu sukcesowi, jaki film odnosi nie tylko w Polsce. – Dla mnie to, że film pokazywany jest na międzynarodowych festiwalach, to już jest ogromny sukces. Filmowcy, których podziwiam, którzy są dla mnie autorytetami, gratulują mi zrobienia „Więzi” – to niezwykłe uczucie. Już sam fakt, że polecę do Stanów, bo to będzie moja pierwsza podróż poza Europę, będzie świetną przygodą – odniosła się Zosia do obecności filmu na shortliście oscarowej.

 

Projekcja filmów odbyła się w ramach projektu „Nie znajdziesz tego na torrentach”, który od 2012 roku umożliwia pokazywanie szerszej publiczności bardziej niszowych, głównie krótkometrażowych produkcji, których nie jesteśmy w stanie znaleźć w Internecie, których kina nie wyświetlają wcale lub prawie wcale. Wydarzenie cieszyło się tak dużym zainteresowaniem, że tego samego wieczoru o 21.30 zostało zorganizowane jeszcze jedno spotkanie z Zosią Kowalewską, poprzedzone projekcją jej dwóch filmów.

 

 

Czytaj recenzję filmu „Więzi”