I byli wśród nich sprawiedliwi

 

„Moje największe marzenie nie dotyczyło pracy czy rodziny. (…) Wiadomo, że dla swoich dzieci chciałam jak najlepiej; że jak Mirek leciał w kosmos, to też marzyłam, żeby wrócił cały i zdrowy. Ale największe marzenie miałam tylko raz, wtedy, jak biegłyśmy razem z Anią do Zurna. Marzyłam, żeby umrzeć od kuli, a nie od siekiery. Pamiętam to dobrze. Ojciec nas uczył: nie dajcie się złapać. Biegnijcie. (…) Kto się zatrzyma, będą go torturować”. 

 

sprawiedliwi-zdrajcy-sasiedzi-z-wolynia

 

Te wstrząsające słowa po latach powiedziała Sabina Czapiga, siostra Mirosława Hermaszewskiego, ocalała z napadu banderowców na wieś Lipniki na Wołyniu. Te słowa przerażają jeszcze bardziej, kiedy dowiadujemy się, że była ona wtedy małą dziewczynką. Rodzinę Hermaszewskich przed planami UPA ostrzegł ich ukraiński sąsiad Taras. Matkę kosmonauty, Kamilę, ukryli Ukraińcy we wsi pełnej nacjonalistów. Jak to możliwe, że kiedy jedni palili wsie i okrutnie mordowali Polaków, inni poświęcali życie swoje i bliskich po to, aby ich ratować? Kim byli Ukraińcy, którzy w tych trudnych czasach bestialstwa zachowywali się po ludzku? Z tymi pytaniami na Wołyń wyruszył reporter Witold Szabłowski, a odpowiedzi zawarł w książce „Sprawiedliwi zdrajcy. Sąsiedzi z Wołynia”.

 

Po obejrzeniu filmu „Wołyń” Wojciecha Smarzowskiego byłam zdruzgotana, przerażona tym, jak nieludzko i bestialsko może zachowywać się człowiek. Zaciekawiona tematem postanowiłam sięgnąć po książkę Szabłowskiego, która okazała się swoistym „oczyszczeniem”. Autor nie skupia się na pokazaniu okrucieństwa 1943 roku, lecz próbuje rzucić nowe światło na rzeź wołyńską i pokazać sprawiedliwych Ukraińców, którzy poświęcali się, aby ratować swoich polskich sąsiadów, a czasem nawet zupełnie obcych im ludzi. Ale to wcale nie oznacza, że historia w książce jest w jakiś sposób „wybielona”. „Czasy były takie, że z ludzi wszystko, co najgorsze wychodziło” – wspomina jeden z bohaterów reportażu. Przez pryzmat tych „dobrych” Szabłowski ukazuje to, co wydarzyło się na Wołyniu. Pokazuje – jak napisała o książce Hanna Krall – „jak wielkie może być zło i jak wielkie dobro potrafi być”.

 

„Sprawiedliwi zdrajcy” to książka niezwykła – sprawia, że czytelnik zaczyna inaczej postrzegać dramat, jaki się rozegrał latem 1943 roku – bo nie wszyscy Ukraińcy mordowali, byli też tacy, którzy poświęcali życie, by ratować Polaków.

 

Dlatego bohaterowie tej opowieści to ludzie niesamowici. Tak jak np. pani Szura. „(…) mój tatko woził tym Polakom jedzenie do lasu. Próbował ich uratować, ale ktoś doniósł banderowcom, że tam w lesie jest rodzina. Przyjechali i zabili. Więc tatko ich pochował. Chociaż tyle mógł dla nich zrobić po śmierci” – mówi. Sama pani Szura rozmawia z zamordowanymi Polakami, modli się w ich intencji, płacze za nimi. W reportażu przytoczone są także wspomnienia czeskiego Pastora Jana Jelinka, który pomagał wszystkim: i Polakom, i Ukraińcom, i Czechom, i Żydom, bo – jak mówił – on pomagał nie osobom danej narodowości, lecz ludziom. Pastor Jelinek pisał: „(…) nie morduje nacja ani religia. Mordować może tylko człowiek, i to człowieka należy winić”. To bardzo mądre słowa, z którymi trudno się nie zgodzić.

 

W książce znajdują się także przepiękne opowieści o tym, jak Polacy odnajdywali po latach ludzi, którzy ich uratowali. Kiedy Leon Popek wraz z ojcem przyjechali podziękować Mychajłowi Potockiemu za uratowanie babci, bardzo chcieli mu coś dać, aby mu się odwdzięczyć – „(…) widzę, że są w samochodzie jakieś pomarańcze i czekolada. Wiem, że to się ma nijak do tego, co pan Potocki zrobił. Ale bardzo chcieliśmy coś mu dać. Cokolwiek. Dostał więc od nas za uratowanie babci życia dwie pomarańcze i czekoladę”.

 

Opisane przez Szabłowskiego historie są bardzo realistyczne, dzięki czemu czytelnik czuje, jakby przeniósł się w czasie do 1943 roku, na Wołyń. Język reportażu jest prosty, opowieści zawierają dużo detali, a wszystko to dopełniają piękne fotografie.

 

Wielkie ukłony należą się autorowi nie tylko za pracę reporterską, ale też za to, że próbował pomóc jednej z bohaterek odnaleźć jej polskich rodziców, a także Ukraińców, którzy ukryli Kamilę Hermaszewską. To pokazuje poświęcenie i całkowite oddanie się pracy nad historią sprawiedliwych z Wołynia.

 

O „Sprawiedliwych zdrajcach” Szabłowskiego śmiało mogę powiedzieć, że to najlepsza i najpiękniejsza książka reporterska, jaką miałam okazję czytać. Rzadko zostaje wydana pozycja, do której nie można mieć absolutnie żadnego zarzutu. Dziękuję, że ta książka powstała.

 

 

„Sprawiedliwi zdrajcy. Sąsiedzi z Wołynia”
Autor: Witold Szabłowski
Wydawnictwo: Znak

Wpisy

Zainteresowana szeroko pojętą literaturą faktu, w szczególności reportażem i wywiadem, a także filmem rysunkowym w służbie propagandy. W pracy dziennikarza najbardziej ceni kontakt z ludźmi. Miłośniczka muzyki z lat 70. i 80. Uwielbia pomagać, dlatego też mocno angażuje się w działania Szlachetnej Paczki. Laureatka nagrody Nadzieja Mediów 2017. Była wicenaczelna magazynu Nowy Folder.