Świat pod maseczką higieniczną

Zdejmuję maseczkę. Biorę głęboki oddech. Czuję jak czyste, świeże, wręcz soczyste, powietrze powoli wypełnia moje płuca. Smakuje je jak wilgotny, zimny owoc na umarłej i suchej pustyni. Stoję w parku, promienie słońca smagają stęsknioną za nimi skórę, a świat znów stoi przede mną otworem.

Epidemia dobiega końca. Ludzie wychodzą z domów jak stwory na obrazach Beksińskiego. Dopiero izolacja, długi czas uwięzienia, uświadamia, jak bardzo nie docenia się codziennej wolności. Tego, że można wyjść na spacer do parku, bezkarnie łamać zasadę dwóch metrów z drugą połówką czy splunąć na wpychającego się do kolejki dyndasa.

Pierwsze wyjście człowieka z jaskini po zakończeniu epidemii

Wszyscy jesteśmy żartem

Kapitalizm, przez wielu uznawany za najlepszy możliwy ustrój gospodarczy. Zobaczmy zatem do czego doprowadził. Przez konkurencję rynkową przedsiębiorstwa funkcjonowały na tak niskich marżach, że kiedy koronawirus zmonopolizował świat, nagle prawie nikt nie ma oszczędności. Upadają firmy, rząd próbuje jakoś temu przeciwdziałać, m.in. dopłatami dla rolników – Ha! – chciałabym jeść mniej, siedząc w domu. Zamiast tego prawie każdy staje się powoli kulą do kręgli, toczącą się między sypialnią a lodówką.

Przed epidemią ludzie przez dobrobyt i spowodowaną nim nudę, sami tworzyli sobie problemy. Gdzie są teraz antyszczepionkowcy? Gdzie drażniące, czerwone nagłówki oznajmujące z oburzeniem, że Kinga Rusin skompromitowała się na imprezie u Beyonce? Wreszcie świat żyje czymś innym! Ludzkość ma prawdziwy problem. Obawiam się jednak, że wraz z odejściem koronawirusa, znowu powitamy Kingę Rusin. Pytanie, co jest gorszą zarazą. Papka medialna czy COVID-19? Idealny system zawodzi, komuniści być może kaszlnęliby, bez chorobliwych objawów duszności, mówiąc: Poradzilibyśmy sobie z tym lepiej. Czy na pewno? Niewątpliwie światowa gospodarka nie będzie wyglądała tak samo po wycofaniu się obecnie najbardziej wpływowego, niewidzialnego, rynkowego gracza.

Dom murem podzielony

Mój dom murem podzielony
Podzielone murem schody
Po lewej stronie łazienka
Po prawej…

Mimo że czasy i cel powstania Arahji Kultu są zupełnie inne, odnoszę ją do obecnej rzeczywistości, choć w nieco innej interpretacji. Dom dzielony jest przez tak wielu domowników, że z czasem zamykają się w swoich strefach wpływu w ucieczce przed wojną i konfliktami. Istnieje świat wewnętrzny – dom, oddzielony murem od wszystkiego, co zewnętrzne – dworu, powietrza, miasta. Codziennie obserwuję zza zasłony jego drugą część, nie mogąc się do niej wydostać. Aby to zrobić, muszę uzyskać specjalną wizę, uzasadnioną tym, że wychodzę z wyższej, życiowej konieczności.  Moje ciało murem podzielone… śpiewa Kazik. Oh! Najgorsze jest to rozdarcie. Ciało wyrywa się, żeby przeżywać, nie tracić czasu i młodości na siedzenie w domu. Jak w wierszu Stachury:

Nie zdechniemy tak szybko,
Jak sobie roi śmierć!
Ziemia dla nas za płytka,
Fruniemy w góry gdzieś!

Ruszaj się, Bruno, idziemy na piwo;
Niechybnie brakuje tam nas!
Od stania w miejscu niejeden już zginął,
Niejeden zginął już kwiat!

Jedyny mankament jest taki, że wychodząc, lekceważąc nakazy władz, naraża się nie tylko siebie, ale też ukochanych bliskich. Oby skończyło się to jak najszybciej, żebym mogła wyjść i nie wrócić do domu przez tydzień. W tle leciałoby Ecstasy of GoldThe Good, The Bad and The Ugly. Znowu będzie można szaleć, możliwości będą prawie nieograniczone. Odejdę w stronę zachodzącego słońca jak Clint Eastwood, pod ramię z przyjaciółmi, trzymając w dłoni butelkę whisky. Pojadę w sierpniu na festiwal Woodstock i tam razem z innymi będę śpiewać na koncercie Kultu Arahję. Zapomnę o zamknięciu. Na chwilę doświadczę nirwany jak pisał Nietzsche w Dytyrambach Dionizyjskich i wzruszę się jak Katarzyna Nosowska śpiewająca ten sam utwór na tym samym Festiwalu w 2017 roku.

Sny

Po miesiącu kwarantanny śni mi się przejażdżka zatłoczonym autobusem. Siedzenie w ławce na nudnym wykładzie, nawet pisanie egzaminu na wydziale. Jest źle. Zaczynam się czuć jak stara babuszka wspominająca z żalem Kiedyś to było!

Koronawirus jest o tyle problematyczny, że trzeba zamknąć wszystkich w domach, zamrozić gospodarkę, jednak nie powoduje, że każdy cieszy się, że jeszcze żyje i nie umiera w dusznościach. Wszyscy czują się zdzwieni – jak mogło się to przydarzyć w XXI wieku? Przecież jesteśmy tacy wspaniali, nowocześni! Nie to co czternastowieczna, zacofana hałastra w trakcie epidemii dżumy. Takie rzeczy zdarzają się tylko u Camusa.

De Profundis, Zdzisław Beksiński

Pstryczek w nos od planety

Być może dobrze zrobi ludziom czas izolacji. Nastanie wiosna w kontaktach międzyludzkich, każdy będzie się cieszył z wyjścia na kawę, krótkiej rozmowy, spaceru w parku. Ludzie zaczną zauważać się nawzajem, nie będą skupieni tylko na czubkach własnych butów i ekranach. Już wystarczająco dużo godzin spędzili z nimi w domu. Nie łudzę się, że długo to potrwa, ale dobrze, że dostaliśmy zasłużoną nauczkę od naszej planety. Ziemia dała nam pstryczka w nos, pokazała jak bardzo wszystko, co stworzyliśmy, jest kruche i że tak naprawdę nie rządzimy niczym. Może po pandemii ludzkość uzna to za lekcję pokory, zacznie bardziej dbać o swój dom. Prawdopodobnie to naiwne i idealistyczne podejście, ale mam nadzieję, że chociaż fragmentarycznie spełnią się te przypuszczenia. Wyjdziemy z kryzysu mądrzejsi o przeczytane książki, nawet czasami sprawniejsi fizycznie przez robienie treningów z nudów. Może nawet trochę większa bieda nie będzie dzięki temu aż tak dotkliwa. Wierzę w to, że mimo iż gospodarczo czas pandemii bardzo się na nas odbije, to w kontaktach międzyludzkich nastąpi hossa.

Wpisy

Studentka finansów i dziennikarstwa na UW. Szefowa działu Książka w NMS Magiel. Beatnik, wagabunda i dekadentka w jednym. W życiu chce jak Blaise Cendrars "Podróżować przez książki, ludzi, kraje". Kocha stary rock, jazz, kino nieme i tańce latino.