/

Szambolani

Nowy Folder - #BananowaNiedziela


Wszyscy lubimy momenty w filmach, w których prawdziwa natura czarnego charakteru wychodzi na jaw. Przez całą historię wilk jest ukryty w owczej skórze, po czym, dziwnym zrządzeniem losu, przez zwykły przypadek, zbieg okoliczności, antybohater odsłania swoją prawdziwą twarz. Jak dobrze, że życie też czasem bywa jak film. Choć w polskiej tragikomedii Szydło z worka wyszło już cztery lata temu i zdążyło się z powrotem schować, dopiero teraz brunatny wilk naprawdę wyskoczył ze śnieżnobiałej owczej skóry.


Na różnych sytuacjach próbowano już w Polsce kręcić politykę – były zegarki, ośmiorniczki, kradzieże batoników, niezapłacone alimenty, czy rzekoma agencja towarzyska w mieszkaniu posła. Dopiero awaria oczyszczalni „Czajka” w Warszawie dała jednak politykom możliwość potaplania się w dosłownie brunatnej mazi. Bo o tej niedosłownej, w brunatnych koszulach i z wafelkowym tortem, już w Polsce trochę było w ostatnich latach. Niby kolor i poziom podobny, ale to jednak nie to samo.


Podwórkowe porzekadło mówi, że z g**na bata nie ukręcisz. Nie takich wyzwań łapali się już jednak politycy prawicy. A bata na opozycję po aferze z trollodytami w ministerstwie sprawiedliwości był im potrzebny jak nigdy dotąd. Szczególnie, że wybory już tuż tuż. Zrobił nam się więc w obozie rządzącym wysyp ekologów i złowieszczych proroków, zwiastujących ekologiczną katastrofę.


Nie może być tak, że Ukraina ma swoją wielką ekologiczną katastrofę, o której robi się seriale, a u nas nawet nie ma co porządnie wybuchnąć. Mamy za to niezawodnego wojownika intelektu. Rzym miał swojego Marka Aureliusza, my za to mamy Marka „Carycę” Suskiego, który prawdę nam powie. A prawda w tym przypadku jest taka, że awaria „Czajki” jest tragedią na miarę Czarnobyla. Ryby umierają, ludzie się trują, dzieci płaczą, a słońce przestaje świecić. Ścieki były tym groźniejsze, że, według informatorów Joachima Brudzińskiego, płynęły Wisłą pod prąd. Patryk Jaki, niedoszły wybawiciel stolicy od tęczowej zarazy i znany ekolog, ostrzega, że zagrożone mogą być unikalne rezerwaty przyrody. Wielki satyryk Makowski nawołuje greenpeace’owców do przykuwania się do „Czajki”. Ale spokojnie. Na pomoc przyrodzie i Warszawiakom niczym armia rycerzy na białych koniach przyjeżdża triumfalnie rząd. Woroniczowscy agenci specjalni po serii pasków o katastrofie ekologicznej mogą w końcu napisać, że Trzaskowski nie podołał, ale rząd jest na posterunku. Koniec przedstawienia. Rozejść się.


Idiotyzmem byłoby czepianie się partii władzy za pomoc Warszawie. Nie da się jednak pominąć, że po prostu taka jest ich rola. Są powodzie – rząd ma pomóc, są wichury – rząd ma pomóc, jest awaria największej oczyszczalni ścieków w Polsce – nagle rząd z pomocy robi łaskę? Czwarta kadencja przeciwników politycznych PiS-u u sterów w Warszawie jest cierniem w oku Kaczyńskiego i spółki. Nie mogli więc zmarnować okazji, by dogryźć Trzaskowskiemu, który zmiażdżył Jakiego w ostatnich wyborach samorządowych, a przy tym uderzyć w opozycję. Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że ich propaganda w końcu dosłownie zeszła do środowiska, w którym przenośnie znajduje się od czterech lat. G***iana kampania robiona na g**nie? Idealnie!