Sztuka konfliktu

Tuż przed Gwiazdką 1943 roku dwudziestoletnia Dina Gottliebova stoi w Birkenau naprzeciw drewnianej ściany baraku. Ma farby, pędzle. Zastanawia się, co namalować. Na życzenie dzieci na szwajcarską łąkę pod niebieskim niebem naniesie Królewnę Śnieżkę i 7 krasnoludków z filmu Disneya, który przed wojną zachwycił miliony widzów, nie wyłączając Adolfa Hitlera. Sztuka na chwilę pozwoli zapomnieć o obozowej niedoli.

Ale Lidia Ostałowska, autorka nominowanego do nagrody Nike reportażu „Farby wodne”, na zapomnienie się nie zgadza. Wydana w 2011 roku książka „Farby wodne” opowiada o mało znanej i często pomijanej historii zagłady Romów w niemieckich obozach koncentracyjnych. Po temat „romski” zmarła przed dwoma laty Ostałowska sięgnęła nie po raz pierwszy – 11 lat wcześniej wydano jej „Cygan to Cygan”. Historia romskiego „Pojramos”, odpowiadającego żydowskiemu Holocaustowi, przeplata się w książce z losami czesko-amerykańskiej rysowniczki Diny Gottliebowej-Babbitt.

Odmalować Cygana

Reporterka nieoczekiwanie dla książki o Zagładzie, zaczyna od disneyowskiej ekranizacji baśni o Królewnie Śnieżce. Wątek uwielbianej przez pokolenia animacji będzie jeszcze wracał w różnych momentach lektury, zaskakująco dobrze, choć kontrastowo, komponując się z historiami z obozów w Terezinie i Auschwitz, gdzie przebywała młoda czechosłowacka Żydówka Dina, zdaje się główna bohaterka książki.  Przed wojną studiowała grafikę i rzeźbę, jednak szybko musiała przestawić się na „malarstwo obozowe” – od oznaczeń na barakach po portrety esesmanów i ich rodzin. Losy Diny i Romów splatają się, kiedy doktor Josef Mengele zleca jej uwiecznienie wizerunków około tuzina cygańskich więźniów. Akwarele mają ilustrować jego przyszłą pracę habilitacyjną. Co warte zaznaczenia i na co wskazuje również Ostałowska, określenie „Cygan” dopiero w 1971 zostało przez samych zainteresowanych uznane za pogardliwe, narzucone i zastąpione bardziej neutralnym słowem „Rom” (w ich języku oznacza po prostu „człowiek). Z relacji Gottliebovej i ocalałych z obozu Cyganów niewiele dowiemy się o życiu tej społeczności w Auschwitz. Więcej wnoszą obficie cytowani przez reportażystkę strażnicy i współwięźniowie, dla których „Zigeunerlager” – cygańska część obozu – prezentowała się co najmniej cudacznie:

„Dwa światy. My – w pasiakach, w chodakach, z ogolonymi głowami. Bez żadnego znaku indywidualności, samotni w wielkim mrowisku. I oni. Egzotyczni i nierealni. Teatralne kostiumy, brzęk bransoletek, furkot spódnic.”

Ocalić od zapomnienia

W sumie w Zigeunerlager „zagościło” około 23 tysiące ludzi z różnych zakątków Europy, od Hiszpanii na zachodzie i Norwegii na północy po ZSRR na wschodzie i Jugosławię na południu. Nie można nazwać tamtych Cyganów jednorodną grupą, wielu z nich w normalnych warunkach byłoby przez klanowe zobowiązania śmiertelnymi wrogami. W komorach gazowych i krematoriach różnice klasowe i rodowe nie miały już większego znaczenia. Jak podkreśla reporterka, poza ocalałymi akwarelami Diny Gottliebowej niewiele po nich zostało, trudno o świadectwa, bo przez dziesięcioleci nikt Romów o obozy zagłady nie pytał, nie chciano też przyznawać im odszkodowań – w myśl oficjalnych przekazów trafili tam nie z powodu pochodzenia, ale rzekomych dziedzicznych kryminalnych skłonności. Dziś jednak nikt nie ma wątpliwości, co do intencji architektów czystej rasowo Europy, a Romowie nauczyli się upominać o swoje prawa. Autorka opisuje jak ocalali oraz ich potomkowie podjęli próby odratowania przed całkowitym wymazaniem z pamięci tej wspólnoty doświadczeń powstałej w niemieckim obozie koncentracyjnym w Auschwitz-Birkenau. Blok 13 w oświęcimskim muzeum to właśnie miejsce upamiętnienia ich tragedii. Koronne miejsce na wystawie zajmuje siedem ocalałych akwareli podpisanych „Dinah”.

Akwarele przedstawiające Cyganów namalowane przez Dinę Gottliebovą-Babbitt. Źródło: http://ciuin-ferrin.blogspot.com/2011/10/dina-babbitts-paintings-at-auschwitz.html

Miejsce pamięci – miejsce konfliktu

Ostałowska w swojej opowieści o Dinie i Romach często skacze w czasie, co może przeszkadzać czytelnikowi w odnalezieniu się w historii. Podobny problem spotkał namalowane na polecenie Mengelego akwarele – one też nie potrafią znaleźć swojego miejsca, a raczej jak niektórzy twierdzą – są nie tam, gdzie trzeba. Znajdują w Miejscu Pamięci i Muzeum Auschwitz-Birkenau, a według Diny Gottlieb-Babbitt i jej córek, miałyby trafić w ręce autorki (Dina zmarła w 2009 roku). Reportażystka przybliża nam kulisy konfliktu wokół ocalałych portretów i, pośrednio, każe się czytelnikowi zastanowić nad tym, co jest ważniejsze – prywatne przywiązanie twórcy do dzieła, czy może publiczne świadectwo dla przyszłych pokoleń odwiedzających były obóz koncentracyjny. Przypomina również inne kłótnie przez lata targające tym nasączonym krwią kawałkiem ziemi. Tak jak wcześniej oprawcy oddzielali ofiary od społeczeństwa ze względu na rasę, tak późniejsze konflikty miały podłoże narodowościowe i religijne. Kiedy władze PRL próbowały uczynić z Auschwitz miejsce kaźni przede wszystkim Polaków i pokazywać więźniów jako męczenników za kraj, wątek żydowski stał się niewygodny. Ale konflikt polsko-żydowski podsycało też postawienie krzyża na żwirowisku tuż przy obozie i osiedlenie w latach 80. w budynku, gdzie dawniej składowano cyklon B, zakonu karmelitanek bosych.

„Farby wodne” nie są długą lekturą, czyta się je szybko, choć treść nie jest przyjemna. Obrzydzają opisy obozowego życia, oburza okrucieństwo blokowych i esesmanów, irytuje sprawa własności portretów wykonanych przez Dinę – każdy czytający sam oceni, kto ma słuszność w tej kwestii. Literatury na temat Auschwitz-Birkenau w Polsce nie brakuje, rzadko jednak autorzy poruszają historię Romów, którym tak jak Żydom z całej Europy i Polakom brutalnie odebrano prawo do wolności i życia. Na szczęście Lidia Ostałowska czuwała i choć nikt nie żył tu długo i szczęśliwie jak w „Królewnie Śnieżce”, to wreszcie i ta historia doczekała się swojej publiczności. Nas.

Tytuł: „Farby wodne”
Autorka: Lidia Ostałowska
Wydawnictwo Czarne
Rok wydania: 2020

Wpisy

Człowiek z Cieszyna w Warszawie, studentka dziennikarstwa i bohemistyki. Cierpi na chroniczny czasobrak, ale na przeczytanie kolejnego reportażu i sport zawsze czas znajdzie. Zakochana w Czechach i uzależniona od poznawania nowych ludzi.

Twój adres email nie zostanie opublikowany.