Tam dom twój, gdzie serce twoje

Kiedy Włodek Goldkorn miał 16 lat, on i jego rodzina usłyszeli, że Polska nie jest już ich domem. Żydowska rodzina wyjechała więc do Izraela – kraju, w którym od tej pory każdy Żyd miał się wreszcie czuć jak u siebie. Takie nadzieje w nowej ojczyźnie pokładał również młody Włodek, a zderzenie marzeń z rzeczywistością opisał w swojej najnowszej książce „Osioł Mesjasza”.

Włodek Goldkorn i jego rodzice opuścili Polskę i wyemigrowali do Izraela po wydarzeniach Marca ‘68. Choć emigracja oznaczała pożegnanie ze szkołą, językiem, przyjaciółmi i wysokim statutem społecznym, Włodek był pełen entuzjazmu i od razu zakochał się w swojej nowej ojczyźnie. Jego rodzice nie byli już jednak tak euforycznie nastawieni do nowego miejsca. W drodze do nowego domu Włodek zachwycał się pustynnym krajobrazem, ale jego ojcu brakowało widoku lasów i zieleni; przyrody, którą pamiętał z Polski. Zresztą pustynia jest ważnym elementem całej opowieści i stanowi w książce metaforę Ziemi Obiecanej, przestrzeni, którą przybyli do Izraela Żydzi mogli sobie zagospodarować i urządzić.  Nastolatek był również zafascynowany nowym językiem – hebrajskim, którego nauczył się w zaledwie rok.  

Nie jest to jednak ślepa miłość, ponieważ Goldkorn zaczyna dostrzegać liczne rysy na swoim wyobrażeniu o idealnej ojczyźnie. Szybko okazuje się, że Izrael, który miał być miejscem, gdzie on i jego rodzina będą czuli się jak u siebie, gdzie zostaną przyjęci z otwartymi rękami i nie będą musieli spełniać żadnych warunków by stać się pełnoprawnymi obywatelami, także stawia im pewne wymagania. „Od nowych imigrantów oczekiwano czego innego: mieli zapomnieć swe prawdziwe imiona, zepchnąć w nie-pamięć marynarki, krawaty i przeczytane książki, tańczyć horę̨ i myśleć, jak piękna może być pustynia”, pisze Włodek Goldkorn. Przybywający do nowej ojczyzny mieli wymazać tożsamość Żyda żyjącego w diasporze i stworzyć nową – Żyda, obywatela Izraela. Nie powinni mówić w jidysz – języku, którym posługiwali się europejscy Żydzi do czasów Holocaustu, gdyż w przeciwieństwie do hebrajskiego nie był językiem świętym, lecz językiem ludzi bez państwa. Młody chłopak nie zamierzał jednak podążać utartą drogą. Wybrał drogę buntownika – uciekał z lekcji i potrafił wdać się w dyskusję z nauczycielem, który twierdził, że Izrael jako jedyny kraj całkowicie pozbył się analfabetyzmu. Fascynował się odrzucaną przez społeczeństwo kulturą arabską, wstąpił do radykalnie lewicowej i antysyjonistycznej organizacji i głośno protestował przeciwko zbrodniom, jakich na Arabach dokonywali izraelscy żołnierze w Gazie. Wierzył, że można być równocześnie syjonistą i bronić praw Palestyńczyków, choć od członków Nowej Lewicy, na której spotkania uczęszczał, dowiedział się, że to niemożliwe.

Autor sprawnie łączy wątki autobiograficzne z opisem historii i sytuacji geopolitycznej Izraela. Na Izrael Goldkorna składają się także barwne opisy kuchni, przyrody i żydowskiej kultury. To sprawia, że jako czytelnicy nie mamy do czynienia z krajem ukazanym w stylu podróżników turystycznych, lecz z bardzo osobistym portretem Izraela, przedstawionym z perspektywy autora i takim, jakim go zapamiętał.   

„Osioł mesjasza” jest jednak przede wszystkim opowieścią o tożsamości. Goldkorn po przyjeździe do Izraela zadawał sobie wiele pytań: Kim jestem? Jak powinien zachowywać się obywatel Izraela? Czy jeżeli wyrzucają mnie z mojego domu, mówiąc, że wcale nim nie jest, to czy rzeczywiście tak jest? „Wiem, jestem Żydem z Warszawy, wiernym jidysz i pamięci, a więc jestem w domu, ale jestem także izraelskim wygnańcem w Warszawie” – jeśli miałabym wybrać jeden cytat, który jest kwintesencją „Osła Mesjasza”, to byłoby nim właśnie to zdanie. Włodzimierz Goldkorn zarówno na kartach tej książki jak i w wywiadach, wielokrotnie podkreślał, że ojczyzn można mieć wiele. Sam ma ich trzy – Polskę, Izrael i Włochy, gdzie od lat mieszka.

Włodek Goldkorn dużo miejsca w swojej opowieści poświęca również rozmyślaniom nad pamięcią i świadomością historyczną. Podkreśla, jak ważne jest pielęgnowanie wspomnień o minionych latach, a równocześnie jest oponentem rozdrapywania starych ran. Nie stosuje więc przy tym ostrego podziału na dobrych i złych – nie ma tu narracji o oprawcach w postaci Polaków i Niemców i ich ofiar Żydów. Chodzi raczej o to, by umieć stanąć w prawdzie z historią, nawet jeżeli jest bolesna, i rozliczyć się z nią. „Dziś Izraelczycy powinni zdobyć się na wysiłek, by uznać krzywdę i cierpienie, które oni, uchodźcy i dzieci uchodźców, wyrządzili tym, z których uczynili uchodźców.” – pisze Goldkorn o konflikcie izraelsko-palestyńskim.

„Osioł Mesjasza” nie jest lekturą łatwą i wymaga od czytelnika skupienia. Przede wszystkim dlatego, że nie ma w niej chronologii – w jednym rozdziale autor pisze o konflikcie Izraela z Palestyną, by w kolejnym przeskoczyć o kilka lat i opisać życiorys izraelskiego artysty. A jest w tej książce wiele takich opisów, gdyż Włodek Goldkorn to prawdziwy erudyta, który zdaje się mieć w jednym palcu dorobek ulubionych artystów i to nie tylko tych tworzących w Izraelu.

Tytułowy Osioł Mesjasza, to ktoś, kto poprzez niegodziwe czyny i wbrew swoim intencjom przyspiesza przyjście Mesjasza. Oczekiwanie na Mesjasza to najlepszy element całego procesu – można je wypełnić marzeniami i zaprojektować w głowie ten idealny moment. Później przychodzi już tylko czas na czołowe zderzenie naszych wyobrażeń z rozczarowaniem. Włodek Goldkorn doświadczył tego na własnej skórze, ale czy to znaczy, że nie można kochać ojczyzny (czy w tym przypadku ojczyzn) choćby była nieidealna?
 

Tytuł: „Osioł Mesjasza”
Autor: Włodek Goldkorn
Tłumaczenie z włoskiego: Joanna Malawska
Wydawnictwo: Czarne
Polskie wydanie: 2020 r.

Twój adres email nie zostanie opublikowany.