Te, które się nie bały

[spider_facebook id=”2″]

 

„Łączniczki. Wspomnienia z Powstania Warszawskiego” to zbiór dziewięciu opowieści o młodych dziewczynach – nastolatkach, które narażały swoje życie, by ratować Polskę spod niemieckiej okupacji.

 

 

Zanim wybuchła wojna, prowadziły zwyczajne życie młodych panienek z dobrych domów. Jedne były roześmianymi trzpiotkami, które nie martwiły się o jutro, inne – bardziej odpowiedzialne, dostojne – angażowały się przed wojną w działalność harcerską. Łączyło je jedno – nie wiedziały, czym jest wojna i jakie okrucieństwo niesie ona za sobą. Musiały jednak jej doświadczyć, poczuć, czym jest koszmar okupacji, śmierć i ból po stracie bliskich. Dlatego się zbuntowały, postanowiły walczyć, by za wszelką cenę pomóc swojej ojczyźnie. Bo, jak powiedziała jedna z bohaterek książki – Wanda Traczyk-Stawska – „Człowiek bardziej niż jedzenia i materialnego bezpieczeństwa potrzebuje wolności”.

 

Książka Marii Fredro-Bonieckiej i Wiktora Krajewskiego została podzielona na dziewięć rozdziałów, a każdy z nich to zapis zwierzeń i wspomnień sanitariuszek, łączniczek i żołnierek, które brały udział w Powstaniu Warszawskim. Historie przejmujące, mrożące krew w żyłach, niektóre wzruszające, a wszystkie bardzo ciekawe, bo przecież stanowiące świadectwo prawdziwych wydarzeń. Młodsze pokolenia, które zdecydują się sięgnąć po książkę, mogą dzięki temu docenić to, że nie musiały i nie muszą walczyć o wolność swojej ojczyzny.

 

Ta różnorodność postaci i ich często tragicznych, zawikłanych losów to mocna strona książki. Istnieje jednak druga, słabsza strona „Łączniczek”.

 

Książka, owszem, jest wciągająca – przeczytałam ją w trzy dni, a myślę, że można nawet w jeden. Ale autorzy nie udźwignęli tematu. Każde wspomnienia, nawet tak tragiczne, przejmujące, niebywale interesujące – jak te z Powstania Warszawskiego, które pozornie nie potrzebują żadnej korekty i redakcji – jednak jej wymagają. Wymagają silnej ręki autora, który odpowiednio je ukształtuje, wyciągnie z nich esencję, ale na tyle subtelnie, że czytelnik się nie zorientuje. Przede wszystkim jednak autor postara się o to, aby każdy z bohaterów mówił swoim, unikalnym głosem. Tutaj tego zabrakło.

 

Czytając „Łączniczki”, ma się wrażanie, że Fredro-Boniecka i Krajewski włączyli dyktafon, nagrali rozmowy, a potem wybrali poszczególne wątki, połączyli je ze sobą i tak powstała książka. Wszystkie bohaterki mówią dokładnie tym samym językiem, tworzą identyczne zdania – a przecież to nienaturalne. Każdy człowiek ma swój własny styl wypowiedzi, ulubione słowa, powiedzenia, których często używa. Szkoda, że autorzy nie zwrócili na to uwagi i nie starali się odtworzyć języka swoich bohaterek. Przez to w książce przeważają bardzo krótkie zdania, które często są zbyt mało obrazowe. Nadają rytm, ale melodii brakuje.

 

Trudno ocenić książkę Fredro-Bonieckiej i Krajewskiego. Jej treść, dla nas – Polaków jest bardzo ważna, bo świadczy o naszej tragicznej historii. Pokazuje losy niezwykle dzielnych kobiet, które poświęciły życie, walcząc o wolność ojczyzny. Jednak warsztatowo wiele tej książce brakuje. Nie została przemyślana, ma się wrażenie, że była pisana szybko, bez wyczucia i odpowiedniego przygotowania ze strony autorów. Po prostu mogłaby być lepsza.

 

Aleksandra Zbróg

 

„Łączniczki. Wspomnienia z Powstania Warszawskiego”
Autorzy: Maria Fredro-Boniecka i Wiktor Krajewski
Wydawnictwo: W.A.B