/

Technologiczny nowotwór złośliwy

Rak – cichy zabójca. Rozwija się czasami całkowicie bezobjawowo. Rok po roku uśmierca zdrowe komórki, przerzuca się z narządu na narząd. Aż wreszcie pewnego dnia, gdy nie ma już żadnej szansy na wyleczenie, wychodzi z ukrycia. Zadaje ostateczny cios i zabija. Wydawałoby się, że tak tragiczny los może czekać tylko nas – śmiertelników, ale dzisiaj w równie fatalnych barwach rysuje się przyszłość całej ludzkiej technologii.

 

telefon

Gdzie jest granica między bezpieczeństwem państwa a prywatnością jego obywateli?
(fot. Pexels.com)

 

Na taki sam złośliwy nowotwór cierpi współczesna technologia. W tym przypadku zamiast życia, choroba chce nam odebrać prywatność komunikacji i bezpieczeństwo danych, możliwe dzięki szyfrowaniu. Po cichu, niepostrzeżenie, pod różnymi postaciami. Patologia przez lata zakamuflowana, w 2016 roku dojrzała do ostatniej fazy. Ujawniła swoje działania.

 

Mieliśmy już negocjowane za zamkniętymi drzwiami i wprowadzane po cichu porozumienia i ustawy dotyczące ochrony handlu, praw autorskich i własności intelektualnych takie jak ACTA, SOPA, PIPA, czy TTIP. Rewelacje Edwarda Snowdena – demaskatora i byłego agenta amerykańskiej agencji wywiadowczej przyniosły nam wiedzę na temat masowych tajnych programów szpiegowskich, takich jak PRISM czy DISHFIRE. Miesiąc temu w naszym kraju pod hasłem ustawy o policji przyjęto prawa umożliwiające służbom inwigilację Polaków w internecie.

 

Jak widać, dotychczasowe szpiegowskie działania i ustawy starano się utajniać albo przynajmniej ukrywać przed opinią publiczną. Technologiczny nowotwór rozwijał się w stale rosnącym tempie, dawał przerzuty, ale nie wykazywał żadnych poważnych objawów. Jednak za sprawą jednego iPhone’a terrorysty amerykański departament sprawiedliwości odkrywa wszystkie karty i pragnie ustanowić śmiercionośny precedens.

 

W grudniu 2015 w San Bernardino Syed Rizwan Farook wraz z żoną zastrzelił 14 osób. Do komunikacji wykorzystywał najprawdopodobniej dwa telefony: jeden prywatny, który zdążył zniszczyć oraz drugi, służbowy – zaszyfrowany iPhone 5C. Producent telefonu, firma Apple współpracowała z FBI w celu uzyskania ważnych z punktu widzenia prowadzonego śledztwa informacji. W końcu została poproszona o stworzenie backdoora (tzw. tylnych drzwi) w postaci zmodyfikowanego oprogramowania do smartfona. Umożliwiałoby ono wyłączenie kilku ważnych z punktu widzenia bezpieczeństwa funkcji. Chodziło m. in. o automatyczne kasowanie dysku urządzenia po 10 błędnych próbach wprowadzenia kodu dostępu. Apple stanowczo odmówiło. W odpowiedzi na negatywną decyzję FBI skierowało sprawę do sądu, który publicznie i oficjalnie nakazał przełamanie zabezpieczeń iPhone’a.

 

Realizacja postanowienia sądu w rzeczywistości będzie oznaczała całkowitą śmierć prywatności i nieodłącznie związanego z nią bezpieczeństwa. Odwołując się do przykładu tego wyroku, amerykański wymiar sprawiedliwości będzie mógł przyznać dostęp do danych mieszkańców USA nie tylko innej agencji państwowej, ale każdemu, kto według niego będzie na to zasługiwać. Nie ma żadnej gwarancji, że zmodyfikowany system operacyjny nie znajdzie zastosowania w innych sprawach dotyczących dostępu do zaszyfrowanych informacji. Nie ma żadnej pewności, że podobnie zmodyfikowane oprogramowanie nie zostanie stworzone na inne platformy: komputery, laptopy, tablety – w wyniku realizacji innego wyroku, lecz opartego na tym samym precedensie. Wreszcie nikt nie może obiecać, że takie oprogramowanie nie zostanie wykradzione i nie stanie się narzędziem doskonałym w rękach przestępców.

 

komputer

Od jednego orzeczenia amerykańskiego sądu może zależeć przyszłość dziennikarstwa
(fot. Pexels.com)

 

Trzeba mieć świadomość, że w sprawie z San Bernardino FBI wcale nie chodzi o zwiększenie bezpieczeństwa narodowego. To jawny zamach na prywatność Amerykanów, ukryty pod historią terrorysty. Miał być na tyle głupi, że komunikował się z innymi zabójcami przez służbowy telefon, którego tak po prostu zapomniał zniszczyć? Prawdziwym zamiarem amerykańskich służb jest uzyskanie prostej, skutecznej, i co najważniejsze – zgodnej z prawem metody inwigilacji. Agencje wywiadowcze USA, jak i każdego innego kraju, ciągle zainteresowane są uzyskaniem naszych wrażliwych informacji. Wiadomości SMS, historia odwiedzanych witryn i rozmów telefonicznych, dane geolokalizacyjne, wiadomości e-mail, zdjęcia, historia transakcji – to tylko kilka przykładów danych, które mogą być zagrożone.

 

W jeszcze gorszej sytuacji zostaną postawieni dziennikarze. Skuteczna ochrona informatora stanie się niezwykle trudna. W wyniku jednego orzeczenia sądu FBI będzie mogło pozyskać wszystkie informacje zapisane na komputerze czy telefonie dziennikarza, skutecznie ujawniając źródło czasami bardzo niewygodnych i kompromitujących informacji. Osłabieniu może ulec wolność i niezależność prasy. Naciski redakcyjne mogą stać się powszechną praktyką stosowaną w celu cenzury informacji.

 

Śmierć prywatności i bezpieczeństwa będzie oznaczała koniec społeczeństwa demokratycznego nie tylko w USA. Rządy kolejnych krajów, wzorując się na przykładzie zza oceanu, ochoczo przywitają podobne rozwiązania. Ludzie przestaną korzystać z nowoczesnych technologii w obawie o to, czy pewnego wieczoru nie zastuka do nich agent wywiadu z nakazem pozyskania prywatnych informacji. Cofniemy się o kilkanaście lat, a może nawet powrócimy do komunikacji listowej i osobistych spotkań, na których i tak będziemy czujnie śledzeni przez aparat państwowy. Zastanówmy się, w jakiej przyszłości chcemy żyć.

 

Apple na razie walczy w sądzie i w Kongresie w imieniu nie tylko obywateli USA, ale i nas wszystkich. Co się stanie, jeśli przegra? Wtedy pozostanie jedynie oczekiwanie na cud, porównywalny do tego, na jaki czeka pacjent w ostatnim stadium nieuleczalnego raka.

 

Bartłomiej Śliwiński