/

Tęczowe piekiełko na szaro malowane

Nowy Folder - #BananowaNiedziela


Jakieś siedemdziesiąt Bananowych Niedziel temu pisałem, że moim guilty pleasure jest zanurzanie się w czeluściach komentarzy na polskim Facebooku i Twitterze. Szybkie podejrzenie umysłów moich kompanów polskiej niedoli dopełnia moje własne widzenie świata. Zwykle dotyczy to polskiej polityki, ale tym razem zagłębiłem się w burzę pod postem na temat legalizacji małżeństw homoseksualnych w Irlandii Północnej. Chyba żałuję…


Nie jestem w stanie wyłożyć moich wszystkich poglądów na temat sytuacji moich tęczowych przyjaciół w Polsce w krótkim felietonie, ale postaram się skondensować myśli. Krótko mówiąc, miewają przeje…, to znaczy, ich sytuacja daleka jest od ideału. Z jednej strony mamy idiotów, którzy chcą leczyć homoseksualizm elektrowstrząsami i nie przyjmują do wiadomości, że nie jest to choroba. Z drugiej zamurowany kościół, zza murów którego Jędraszewski chyłkiem rzuca kolejnymi zgniłymi jajami swojej galopującej świadomości. Do tego przed murem ustawione są zasieki z pozbawionych kręgosłupa ludzi spod znaku „nie mam nic do nich, ALE…”. I w całym tym bordello bum bum, mamy tysiące ludzi, którzy nie mogą w spokoju spotkać się na swoich marszach, bo osobniki zatrzymane na fazie homo erectus będą obrzucać ich kostką brukową albo, co jeszcze ciekawsze, na pierwszy ogień przed kordon policji wystawiać maluchy w wózkach (obyście się, dzieciaki, mocno w przyszłości buntowały).


Czego spodziewałem się po debacie o małżeństwach homoseksualnych w kraju, w którym nawet pomysł związków partnerskich jest bombardowany? Nie wiem. Wciąż mam nadzieję, że z czasem normalniejemy. I znowu mam wrażenie, że na każdym przejściu granicznym powinniśmy ustawić tablicę z dantejskiego inferno. „Porzućcie wszelką nadzieję, Wy, którzy tu wchodzicie”.


Chciałbym, żeby jakiś przeciwnik małżeństw homoseksualnych trafił na ten tekst i odpowiedział mi na proste pytanie. Jeżeli kiedyś mi odbije i będę chciał się chajtnąć z moją partnerką, wszystko będzie ok. Jaki jest logiczny powód, dla którego zabraniamy tego parom homoseksualnym? Nie chcę słyszeć biblijnych argumentów, bo, o ile pamiętam, obywatelstwo polskie nie wymaga bycia katolikiem. Geje i lesbijki nie przestaną być gejami i lesbijkami, bo nie mogą wziąć ślubu. Heteroseksualiści nie staną się homoseksualistami, bo małżeństwa jednopłciowe zostaną zalegalizowane. Jeden z komentarzy pod postem „Rzeczypospolitej” na temat Irlandii Północnej brzmiał: „nie będzie mniejszość rządziła większością”. Tak na marginesie, mniejszość od ponad czterech lat rządzi większością, bo taką mamy ordynację wyborczą. Ale, pozostając w temacie, przecież tu chodzi jedynie o prawo zawierania małżeństw. O możliwość tworzenia wspólnego majątku, we wspólnym domu, w zdrowiu, chorobie, i te wszystkie inne idiotyczne oczywistości z przysięgi małżeńskiej. Tylko niech mi nikt nie wyskakuje z „obnoszeniem się ze swoją seksualnością”, bo nie pamiętam kiedy ostatni raz widziałem parę homoseksualną wpychającą sobie języki do gardeł w tramwaju. Z parami heteroseksualnymi zdarza się to, przynajmniej, raz dziennie. Bez względu na płeć posiadaczy języków, jest to równie obrzydliwe.


Siadam więc teraz, jak mem przykazał, przy wirtualnym stoliku z karteczką „nie ma logicznych powodów dla zakazu małżeństw homoseksualnych. Prove me wrong”. Ktoś chętny do podjęcia się tego wyzwania?

Wpisy

Liberalny pozytywista stale walczący z tkwiącymi w nim pokładami romantyzmu. Miłośnik polityki, muzyki i NBA (od lat wierny fan Boston Celtics). Entuzjasta badań medioznawczych i socjologicznych. Redaktor naczelny magazynu Nowy Folder i autor rubryki felietonowej #BananowaNiedziela. Laureat Nagrody "Nadzieja mediów" 2019.