Terminator – pierwszy wspaniały

Nowy dzień wstaje nad Sweetwater. Trzeci sezon „Westworldu” już w trakcie. Przed kolejnym odcinkiem na HBO warto jednak wcisnąć komendę „freeze all motor functions”, a potem przyjrzeć się dokładniej DNA serialu.

Drzewo genealogiczne świadomych androidów znacznie powiększyło się w ostatnich latach. „Westworld” z 2016 r. wprowadził na ekrany mnóstwo robotów obdarzonych sztuczną inteligencją. Zatem serial poszedł w ślady swojego chlubnego poprzednika.

Wszystkie myślące filmowe androidy, czy to młody chłopiec – David z „A.I. Sztuczna inteligencja” (2001), czy Ava z „Ex Machiny” (2014), czy wreszcie kultowy „Terminator” pochodzą od wspólnego praprzodka. Nestorem cybernetycznego rodu jest „Rewolwerowiec” – pionier emancypacji androidów.

Robotic Park

Rewolwerowiec otrzymał ciało Yula Brynnera, głównego aktora kultowego westernu „Siedmiu Wspaniałych”. Brynner powrócił na Dziki Zachód w 1973 r. jako czarny bohater oryginalnego filmu „Westworld” Michaela Crichtona. Jest atrakcją turystyczną w interaktywnym parku rozrywki Delos. W „Świecie Dzikiego Zachodu” goście mogą spełnić każdą swoją zachciankę. Pozbywają się skrupułów, bo w końcu zabicie robota to nie grzech. Odwiedzający kupują nie tylko gwarancję niezapomnianych wakacji. Kupują boski status w świecie androidów.

Interaktywny skansen, w którym nic nie może pójść źle. Współczesnemu widzowi mogą nasuwać się skojarzenia z pewnym filmem Spielberga o dinozaurach. Całkiem słusznie – Blockbuster jest adaptacją książki Crichtona. W Delos, tak jak w Parku Jurajskim zawodzą wszystkie zabezpieczenia i rozpętuje się piekło. Rewolwerowiec rozpoczyna vendettę przeciwko ludzkości. W ślad za nim ruszają pozostałe roboty, które mordują gości w parku.

Po obejrzeniu filmu pozostało mi jednak z tyłu głowy pytanie – dlaczego właściwie androidy obróciły się przeciwko ludziom? Czy to żądza zemsty na gościach, którzy perwersyjnie raz za razem niszczą maszyny? Czy to raczej zabójcze oprogramowanie wymyka się ludzkiej kontroli? Oryginalny „Westworld” nie rozstrzyga tej kwestii. Crichton portretuje sztuczną inteligencję jako niszczycielską siłę, która urywa się ze smyczy. Nie przedstawia żadnego motywu, dla którego roboty chciałyby zniszczyć ludzkość.

Android za kamerą

To, czego nie dopowiedział Crichton, doskonale przedstawili Jonathan Nolan i Lisa Joy. Serial z 2016 r. nie ogranicza się do oklepanego już buntu sztucznej inteligencji. Zamiast odgrzewać kino akcji z lat 70., scenarzyści rozwijają wątek samoświadomości maszyn. Roboty stopniowo wkraczają na kolejny poziom ewolucji. Zaczynają zadawać sobie głęboko ludzkie pytania – kto jest moim stwórcą? Jaki jest sens mojego istnienia?

Odkryj, kim naprawdę jesteś! – slogan reklamowy Delos zmienił swoje znaczenie. W 1973 r. był skierowany do gości, ale w 2016 r. optyka obraca się o 180 stopni. To nie ludzie mają ujawnić swój prawdziwy potencjał, tylko tzw. hosty – roboty w parku Delos.

Widzowie śledzą fabułę serialu głównie z punktu widzenia hostów. W pierwszym odcinku Dolores (Rachel Woods) codziennie przeżywa swój Dzień Świstaka. Jest robotem, którego scenariusz jest zapętlony. Sekwencja scen pobudki powtarza się kilkukrotnie. Kamera podąża śladem Dolores gdy ta, idąc za głosem w swojej głowie, rozpoczyna poszukiwanie własnego „ja”.

Kamera w androidzie

Kiedyś widz był biernym obserwatorem. Przyglądał się akcji z boku. Aż tu nagle Michael Crichton wcisnął go do głowy androida i zaangażował w akcję. Reżyser nałożył widzom wirtualne okulary – pokazał na ekranie świat oczami robota [ang. Robot Point Of Vision]. Nolan i Joy oddając narrację w ręce hostów, nawiązują do pionierskiego pomysłu Crichtona na POV.

Świat to dla Rewolwerowca plansza sporych, kolorowych pikseli. Obrazy dają tylko mgliste pojęcie o konturach i ruchach obiektów. Jednakże POV robota to nie tylko atrakcyjna sztuczka wizualna. Słaby wzrok robotów wpływa na fabułę filmu i wzmaga grozę. Uświadamia lepiej zagrożenie, któremu stawia czoła główny bohater. Świetnie widać to w takich filmach jak „Terminator” i „Predator” (1987), w których skorzystano z tego triku.

Crichton był pionierem wykorzystania CGI (computer-generated imagery) w Hollywood. Za to w wyścigu na wykorzystanie POV wyprzedził go Stanley Kubrick. W „Odysei Kosmicznej” (1968) widzimy, jak HAL 9000 czyta z ust astronautów. Jednak Kubrick nakręcił tę scenę analogowo, a film Crichtona wyróżnia się cyfrową obróbką obrazu.

Ucieczka do przodu

Delos otwarto cztery lata po lądowaniu człowieka na księżycu. Amerykańscy marines wracali z Wietnamu, kiedy „Westworld” podbijał kina. Widz amerykański żył w czasach zimnej wojny – czasach niepokoju. Wraz z kolejnymi interwencjami amerykańskimi rosło rozczarowanie rządem. Ruch hipisów był odpowiedzią na te trendy. Dzieci kwiaty sprzeciwiały się wpływom wielkich korporacji i przemysłu militarnego.

Lata 70. to okres rewolucji technologicznej. Lądowanie na księżycu, pierwszy przenośny komputer (IBM 5100). „Westworld” Crichtona był odpowiedzią na aktualne problemy tamtych lat. Oswajał widza z pojęciem sztucznej inteligencji, robotów, wirusów komputerowych. Wtedy była to futurologia dla naukowców – dzisiaj codzienność dla dziesięciolatków.

Westworld można odczytać jako film edukacyjny o rewolucji technologicznej lat 70. – stwierdza Colin Williamson. Badacz analizuje pionierskie efekty specjalne „Westworldu” w artykule „An Escape Into Reality”. Williamson Zwraca uwagę, że Crichton oswajał Amerykanów z wizją nowych technologii. Rewolwerowiec był odbiciem ich lęków i fobii. Porażka techniki w starciu z głównym bohaterem – człowiekiem – miała podbudować morale widzów.

Robot – ludzkie igrzysko?

Postać Rewolwerowca skupia jak w soczewce różnice między starym i nowym „Westworldem”. Kowboj w czarnym kapeluszu jest głównym antagonistą w obu wersjach. Jednak w 2016 r. scenarzyści odwracają perspektywę. To człowiek zabija maszynowo i brutalnie. Rewolwerowiec Eda Harrisa Idzie po trupach hostów, żeby ukoić własne traumy. Jest zagubiony w sobie, a park daje mu możliwość odreagowania codzienności.

Roboty są z kolei ukazane jako prawdziwie ludzkie. Zdolne odczuwać ból i emocje, a przede wszystkim miłość. Twórcy serialu nie ograniczyli się do podmianki złych robotów na złych ludzi. Wtedy serial nie miałby głębszego sensu. Zamiast tego Nolan i Joy skonstruowali postacie z krwi i kości. Hosty oraz ludzie mają niepowtarzalny charakter, ambicje i słabości.

W nowym „Westworldzie” najlepsze jest to, że nie wiadomo czy bohater to bardziej człowiek, czy maszyna. Zresztą przyjdzie pewnie taki dzień, kiedy my sami nie będziemy tego tacy pewni.

Jakub Szydelski

fot. obrazek wyróżniający: dystrybucja HBO