/

To jest po prostu ideologia?

Nie ostygły jeszcze emocje po słowach posła Przemysława Czarnka i prezydenta Andrzeja Dudy o mniejszości LGBT+ z czasów kampanii prezydenckiej, a już rządzący szykują się do kolejnego etapu walki z tzw. „ideologią LGBT“. Zamiar wypowiedzenia konwencji stambulskiej to sygnał, że po wygranych wyborach osoby nieheteronormatywne nadal są na celowniku władzy.

Według danych z raportu ośrodka badania opinii publicznej Daila z 2016 r., około 4,9% obywateli Polski identyfikuje się jako lesbijka, gej, osoba biseksualna albo transpłciowa, co w przeliczeniu daje około 1,86 miliona ludzi. Jednocześnie Polska jest jednym z ostatnich krajów Unii Europejskiej (obok: Bułgarii, Litwy, Łotwy, Słowacji i Rumunii), w których nie istnieją żadne prawne możliwości sformalizowania związku osób tej samej płci. Choć pierwszy projekt ustawy wprowadzającej jednopłciowe związki partnerskie pojawił się w Sejmie już w 2003 r., do dziś kwestia ta pozostała nierozwiązana, tak samo jak możliwość zawierania małżeństw przez osoby tej samej płci czy adopcja dzieci przez takie pary. Tymczasem według obszernego raportu Kampanii Przeciw Homofobii „Sytuacja społeczna osób LGBTA w Polsce. Raport za lata 2015-2016”, aż 90% osób nieheteronormatywnych było zainteresowanych zawarciem związku partnerskiego, a 60% z nich chciałoby wejść w związek małżeński. Dlatego też organizacje działające na rzecz równouprawnienia osób LGBT, jak wspomniana KPH, Lambda Warszawa czy Stowarzyszenie Miłość Nie Wyklucza, na różne sposoby starają się promować w społeczeństwie tolerancję i akceptację oraz przekonać rządzących do przyjęcia korzystnych dla nich rozwiązań prawnych. I rzeczywiście, w przeciągu ostatnich 18 lat – odkąd w 2001 r. CBOS opublikował pierwszy sondaż badający społeczny stosunek do osób LGBT – Polacy coraz częściej z tolerancją odnoszą się do związków jednopłciowych. Szczególnie widać to w grupie ludzi młodych i pośród tych, którzy osobiście znają przynajmniej jedną osobę nieheteronormatywną. Z drugiej strony, mimo 17-procentowego spadku, z twierdzeniem, że „homoseksualizm nie jest rzeczą normalną i nie wolno go tolerować” w 2019 r. zgadzało się aż 24% respondentów. Do tego wzrostowa od kilkunastu lat tendencja do akceptacji osób LGBT i przychylności wobec ich postulatów ostatnimi czasy uległa zatrzymaniu. Przyczyn należy szukać m.in. w polityce obecnie urzędującej władzy, która nie kryje swojej niechęci do środowisk LGBT, forsując hasło obrony „tradycyjnej rodziny”, czyli małżeństwa rozumianego wyłącznie jako związek kobiety i mężczyzny.

Tęczowa nagonka

Wydawać by się mogło, że wrogość rządzących wobec osób nieheteronormatywnych sięgnęła zenitu, gdy prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski w 2019 r. podpisał tzw. Kartę LGBT plus, która miała wprowadzić m.in. edukację antydyskryminacyjną i seksualną do szkół. Media państwowe i prawicowa prasa intensywnie pracowały nad obrzydzeniem osób LGBT reszcie społeczeństwa, strasząc i manipulując np. wypuszczając w TVP1 dokument „Inwazja”. W całym kraju samorządy zaczęły podpisywać tak zwane deklaracje przeciw „ideologii LGBT”. Jednak to dopiero w tegorocznej kampanii prezydenckiej mogliśmy się na dobre przekonać, jak daleko nam do wprowadzenia związków partnerskich i edukacji seksualnej do szkół. Bo to m.in. z enigmatycznym, ale w założeniu mającym oznaczać wszystko co najgorsze, hasłem „seksualizacji dzieci”, Andrzej Duda wygrał drugą turę wyborów prezydenckich. Odpowiedzialni za ową „seksualizację” według polityków bliższych prawicy są geje, lesbijki, osoby biseksualne i transpłciowe, które promują „ideologię gender” przyrównaną przez prezydenta do ideologii neobolszewickiej (https://www.youtube.com/watch?v=on2RYICwaSY). Inny polityk PiS, Przemysław Czarnek, w państwowej telewizji powiedział w tym czasie, że osoby LGBT „nie są równe osobom normalnym”. Takie słowa i u mało wrażliwych widzów budzą najgorsze skojarzenia, nie mówiąc nawet o tym, jak fatalny efekt mogą wywrzeć na nastolatkach, którzy dopiero odkrywają swoją seksualność, nie zawsze tę według narracji prawicy „normalną”.


Marsz Równości Katowice, 2019 rok.
Autor: Max Bashyrov; źródło: https://www.flickr.com/photos/movaxdx/48694475913

Konwencja Stambulska – chodzi o gender

W ostatnich dniach głośno o Konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, potocznie nazywanej Konwencją Stambulską. A konkretniej głośno o zamiarach jej wypowiedzenia przez rząd PiS – minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro złożył już wniosek formalny w tej sprawie. Polska, tak jak dotychczas 40 innych krajów, podpisała konwencję w 2012 r., a ratyfikowała ją w 2015 r., jeszcze w czasach rządów koalicji PO-PSL. Dziś politycy PiS oraz Konfederacji kwestionują zasadność jej przyjęcia i wskazują na ideologiczny wymiar dokumentu, a także błędne tłumaczenie treści dokumentu na język polski. Według jednego z liderów Konfederacji, Krzysztofa Bosaka, Polacy zostali wprowadzeni w błąd, bo angielskie „gender” w wielu miejscach przetłumaczono nie jako „płeć kulturowo-społeczną”, ale po prostu „płeć”. Ale i tam, gdzie tłumaczenie jest dokładne, prawica widzi nieuczciwą zagrywkę „lobby LGBT” i próbę wymuszenia uznania, że płeć to nie tylko kwestia biologiczna, ale i właśnie cała otoczka kulturowo-społeczna. To już wpisuje się w listę zagrożeń tzw. „ideologią gender”, która rzekomo kwestionuje „tradycyjną rodzinę”, małżeństwo i religię, jak przekonuje Zbigniew Ziobro (źródło: Rzeczpospolita).

Strony podejmują się uwzględnienia perspektywy płci społeczno-kulturowej we wdrażaniu i ocenie wpływu zapisów niniejszej konwencji oraz promowania i skutecznego wdrażania polityki równouprawnienia pomiędzy kobietami a mężczyznami oraz wzmocnienia pozycji kobiet. (fragment Konwencji Stambulskiej)

W treści konwencji możemy znaleźć także definicję owianego złą sławą „gender”. Czytamy, że „płeć społeczno-kulturowa oznacza społecznie skonstruowane role, zachowania, działania i atrybuty, które dane społeczeństwo uznaje za odpowiednie dla kobiet lub mężczyzn.” Podobnie brzmią wszystkie definicje, które możemy znaleźć po wpisaniu hasła „gender” w przeglądarkę. Autorzy dokumentu zapewniają, że chodzi im o walkę ze szkodliwymi stereotypami wokół płci, które mogą wywoływać zachowania przemocowe skierowane przeciwko kobietom. Do tego odnosi się też ten fragment:

Strony podejmą działania niezbędne do promowania zmian wzorców społecznych i kulturowych dotyczących zachowania kobiet i mężczyzn w celu wykorzenienia uprzedzeń, zwyczajów, tradycji oraz innych praktyk opartych na idei niższości kobiet lub na stereotypowym modelu roli kobiet i mężczyzn.

Prawa strona upatruje w tym lewicowe zagrożenie i niszczenie tradycji, choć mowa tu tylko o wykorzenianiu praktyk szkodliwych dla pozycji kobiety w społeczeństwie. Jednocześnie rządzący zapewniają, że kobiety w Polsce są dostatecznie dobrze chronione przepisami krajowymi. Z tym jednak nie wszyscy się zgadzają.


Atlas nienawiści – mapa jednostek terytorialnych, w których przyjęto uhwały dyskryminujące osoby LGBT; źródło: https://atlasnienawisci.pl/

A może i ideologia?

Politycy prawicy bardzo chętnie posługują się pojęciem „ideologii” czy to gender, czy LGBT.  Ideologia w potocznym znaczeniu niesie ze sobą skojarzenia wyłącznie pejoratywne,  ale w zbiorze definicji przedłożonych na stronie PWN (https://encyklopedia.pwn.pl/haslo/ideologia;3913853.html)  znaleźć można i wytłumaczenia ciekawsze:

Ideologię rozumie się więc jako zespół symboli, mitów, schematów myślowych i struktur językowych, które kształtują komunikację między ludźmi, odzwierciedlając istniejące polityczne i kulturowe hegemonie; z drugiej strony widzi się w niej strategię zmian oraz zespół ideałów nadających kierunek politycznemu i społecznemu działaniu.

Można by pomyśleć, że każde współczesne społeczeństwo żyje według jakiejś ideologii, często nawet sobie tego nie uświadamiając – złożonej z tradycji, tożsamości, historii, symboli, zbioru powszechnie przyjmowanych reguł i przekonań. Można też powiedzieć, że w wielu społeczeństwach np. w Polsce trwa pewna wojna – wojna między ideologią postępową, w której dąży się do zmian i zdjęcia rozmaitych ograniczeń z życia jednostki, a ideologią konserwatywną, która właśnie w ustalonych już zasadach i tradycji widzi drogę do utrzymania stabilności społeczeństwa. Osoby takie, jak wspomniany wcześniej poseł Czarnek, ewidentnie odnalazły się w tej „wojennej” rzeczywistości i wytaczają najcięższe działa do obrony swoich racji. Druga strona, w tym właśnie organizacje walczące o prawa osób LGBT, również nie próżnuje i promuje swoje równościowe rozwiązania często atakując prawą stronę i zarzucając jej zacofanie. Pluralizm polityczny jest rzeczą jak najbardziej korzystną, ale problem pojawia się wtedy, gdy któraś ze stron gra nieczysto i zamiast merytorycznych argumentów sięga po strategię dehumanizowania oponentów np. poprzez nazywanie ich „ideologią” albo po prostu „nienormalnymi”. W Polsce, szczególnie ze strony rządzących, brakuje chęci do prowadzenia dialogu. Jak widać choćby na przykładzie Konwencji Stambulskiej, już wzmianki o płci kulturowo-społecznej wywołują natychmiastowy sprzeciw, co tu mówić o postulatach środowisk LGBT.

Od słowa do pięści

Ale krzywdzące słowa to zawsze tylko wstęp, który kontynuację często znajduje w aktach agresji, jak np. podczas ubiegłorocznego Marszu Równości w Białymstoku. Jego uczestnicy musieli zmierzyć się z ogromną falą hejtu i agresji, nie tylko ze strony środowisk narodowych i pseudokibicowskich, ale i zwyczajnych mieszkańców Białegostoku. A przecież osoby LGBT padają ofiarą przemocy nie tylko podczas takich masowych imprez, które co bardziej wrogo nastawieni osobnicy mogą uznać za „prowokujące”. Do dręczenia, słownego i fizycznego, dochodzi przecież i w szkołach, i na ulicach. Nierzadko czytamy wstrząsające reportaże o tym, jak nieradzący sobie z hejtem ze strony rówieśników nastolatkowie targają się na swoje życie.  Chodzi też o pary lesbijek i gejów, które każdego dnia muszą puścić swoje ręce zaraz za progiem mieszkania, żeby przypadkiem nie narazić się na krzywe spojrzenia, a w skrajnych przypadkach napaść. Osoby transpłciowe również najczęściej ukrywają prawdę o sobie, bojąc się stygmatyzacji.


Pomnik Jezusa na Krakowskim Przedmieściu z tęczową flagą;
 źródło: tvn.warszawa.pl

W tym kraju, za bycie po prostu sobą można porządnie oberwać, a prowadzona w sprzyjających PiS-owi mediach kampania nienawiści do osób LGBT przynosi owoce. W takiej atmosferze trudno mówić o świetlanej przyszłości dla osób nieheteronormatywnych żyjących w naszym kraju. Przypomina to raczej wieki ciemne, a wprowadzenie jednopłciowych związków partnerskich czy równości małżeńskiej przez najbliższe kilka lat pozostanie w sferze wyobraźni. Jeśli jednak chcemy, żeby w naszym kraju wszyscy obywatele rzeczywiście mogli liczyć na równe traktowanie i szacunek, to nie należy rezygnować z promowania edukacji seksualnej i antydyskryminacyjnej. A już na pewno nie można poddać się fali nieuczciwego hejtu.

Zdjęcie wyróżniające: Flaga LGBT; źródło: www.quotecwww.quotecatalog.com/quotes/inspirational

Wpisy

Człowiek z Cieszyna w Warszawie, studentka dziennikarstwa i bohemistyki. Cierpi na chroniczny czasobrak, ale na przeczytanie kolejnego reportażu i sport zawsze czas znajdzie. Zakochana w Czechach i uzależniona od poznawania nowych ludzi.