/

Toss a coin to your Owsiak, czyli jak wejść w dekadę na pełnym gazie

Nowy Folder - #BananowaNiedziela


Przełom 2019 i 2020 nauczył mnie, że nie można sobie robić dwutygodniowych przerw od pisania. Nie doszliśmy na dobre do połowy stycznia, a świat zdążył oszaleć. Nie pozostaje mi więc nic innego, niż rozmienić się na drobne i napisać o wszystkim po trochu, bo nic nie zasługuje na pominięcie.


Już na początku stycznia amerykańską memosferę ogarnęła III wojna światowa. Co tam, jak pisał ambasador Mroziewicz w „Delirium władzy”, III wojna światowa toczy się od lat, tyle że w kawałkach. Jednak nie ma co się dziwić. Jeżeli przywódca Twojego kraju postanawia zrzucić bombę na Irak w celu zabicia irańskiego generała, można spodziewać się najgorszego. Sytuacja problematyczna była również dla światowych przeciwników Trumpa. Z jednej strony USA jako światowa policja, której nikt nie może nic zrobić, to stan, do którego już się przyzwyczailiśmy. Trzeba też otwarcie powiedzieć, że Solejmani nie należał do ludzi, po których będziemy długo płakać. Nie mogę jednak pogodzić się z faktem, że takie operacje uchodzą na sucho. Zresztą, nie tylko jednej stronie.


Iran w odwecie za zabicie, de facto, drugiej osoby w państwie, postanowił zbombardować amerykańskie bazy. Co do strat, sytuacja wygląda trochę jak liczenie uczestników warszawskich manifestacji przez policję i stołeczny ratusz. Jeden rabin powie tak, drugi rabin powie tak. Odwet wojskowy to jedno, ale zestrzelenie ukraińskiego samolotu pasażerskiego to drugie. I tu sytuacja ma się podobnie do amerykańskiej bomby. Irańczycy się przyznali, przeprosili i… no właśnie, i co dalej? Doszliśmy do momentu, w którym zabicie 176 osób jest zwykłym wypadkiem przy pracy? Żadnej odpowiedzialności na arenie międzynarodowej? A może Rosjanie strzelając do Boeinga 777 Malaysia Airlines w 2014 r. wyznaczyli jakieś nowe standardy?


W tej amerykańsko-irańskiej potyczce, nie pierwszej i nie ostatniej swoją drogą, ucieka nam jednak jeszcze większa tragedia (o ile tragedie ludzkie można stopniować). Australia płonie i niewiele możemy na to poradzić. Jeżeli ktoś jeszcze wątpi w zmiany klimatu, nie umiem nazwać jego myślenia inaczej, niż idiotycznym. Fakt, że światowi przywódcy potrafią zachowywać się irracjonalnie, za co, jako obywatele, musimy płacić, jest odwieczny i nieunikniony. Mamy jednak wpływ na klimat. Nie ma szans, żeby cofnąć to, co już zepsuliśmy. Możemy jednak troszkę ten proces wyhamować. Podobnie jak ze szczepieniami, w przypadku katastrofy klimatycznej, nie ma co zwracać uwagi na ludzi, którzy próbują negować fakty. Wystarczy posłuchać mądrzejszych od nas i stosować się do ich zaleceń. Już kiedyś zdarzyło mi się napisać, że w Polsce walka o klimat jest o tyle utrudniona, że katastrofa dotknie nas bezpośrednio jako jednych z ostatnich. Nie wiem, może jeżeli kogoś nie obchodzi los ludzi w Australii, ruszą ich płonące koale i kangury. Obudźmy się, do jasnej cholery! Jeszcze chwilę pożyję na tym świecie i nie mam zamiaru przygotowywać się na postapokaliptyczne wizje.


W całym morzu mułu, jak co roku, połowa stycznia daje nam światełko do nieba. W przypadku WOŚP-u nie mam jednak zamiaru walczyć ze wszystkimi jego przeciwnikami. Robicie świetną robotę! Ostatnie lata pokazują, że im większa nagonka na Owsiaka, tym więcej pieniędzy na Orkiestrę. Parafrazując viralową piosenkę ze świetnego netflixowego Wiedźmina (wiem, że mogę się tą opinią narazić na riposty), zaśpiewajmy dziś razem: toss a coin to your Owsiak, the friend of humanity!

Wpisy

Liberalny pozytywista stale walczący z tkwiącymi w nim pokładami romantyzmu. Miłośnik polityki, muzyki i NBA (od lat wierny fan Boston Celtics). Entuzjasta badań medioznawczych i socjologicznych. Redaktor naczelny magazynu Nowy Folder i autor rubryki felietonowej #BananowaNiedziela. Laureat Nagrody "Nadzieja mediów" 2019.