Trzeba pamiętać

[spider_facebook id=”2″]

 

O pamięci historycznej, relacjach polsko-austriackich i problemach współczesnej Europy opowiadał na spotkaniu podczas Warszawskich Targów Książki austriacki pisarz i slawista – Martin Pollack, który został uhonorowany Piórem Wolności z okazji 35-lecia Polskiego Sierpnia.  

 

– Dwadzieścia lat temu Polacy, którzy osiągnęli sukces w Austrii, od razu zmieniali nazwisko, żeby nie było wiadomo, skąd pochodzą. Dziś już się tak nie dzieje i bardzo mi się to podoba – mówił Martin Pollack (fot. Aleksandra Zbróg)

 

Spotkanie rozpoczęło się od dyskusji na temat sympatii politycznych Austriaków. Prowadzący Bartosz T. Wieliński, dziennikarz „Gazety Wyborczej” – zacytował wyniki sondażu z 2013 roku, zamówionego przez dziennik „Der Standard”: okazało się, że Austriacy sympatyzują z władzą autorytarną i pozytywnie oceniają działalność partii NSDAP. Martin Pollack zauważył, iż na sondaże trzeba uważać, bo mogą one fałszować obraz rzeczywistości. Dodał jednak, że faktycznie w Austrii można zauważyć zwrot na prawo w poglądach politycznych. – To jest nasz problem historyczny. Nigdy nie przeżyliśmy tak naszej historii, jak Niemcy. Oczywiście, była denazyfikacja, ale nie na taką skalę, jak w Niemczech i teraz odczuwamy tego skutki – mówił.

 

Uczestnikom spotkania Pollack opowiedział historię o tym, jak zaczął studiować slawistykę. Otóż, kiedy w rodzinie, a przypomniał, że pochodzi z rodziny nazistów, przyznał się, że ma zamiar studiować język i kulturę słowiańską, wzbudziło to ogromny niesmak wśród wszystkich jej członków. Szczególnie oburzona była babcia pisarza. Zagroziła, że cofnie wnukowi pieniądze, które miały być przeznaczone na studia. W końcu Pollack postanowił, że na złość babci rozpocznie studia slawistyczne. Na spotkaniu przyznał, że ta motywacja nie była zbyt mądra, ale ostatecznie cieszy się, że wybrał ten, a nie inny kierunek.

 

Pollack opowiadał też o tym, jak Austriacy widzą Polaków. Pisarz stwierdził, że obraz Polski w ciągu ostatnich 20 lat bardzo się zmienił. – Podczas stanu wojennego do Austrii emigrowali głównie robotnicy i sprzątaczki – szukali pracy na czarno. Dziś przyjeżdżają inżynierowie, lekarze, dziennikarze… – wymieniał. – Dwadzieścia lat temu Polacy, którzy osiągnęli sukces w Austrii, od razu zmieniali nazwisko, żeby nie było wiadomo, skąd pochodzą. Dziś już się tak nie dzieje i bardzo mi się to podoba – skwitował.

 

W pewnej chwili Wieliński odniósł się do procesów zbrodniarzy wojennych, które są obecnie wszczynane. Zastanawiał się mianowicie, czy nie ma w tym jakiejś obsesji i przesady, bo na ławach oskarżonych zasiadają ludzie, którzy mają ponad 90 lat. Pollack stwierdził, że każdy zbrodniarz powinien zostać osądzony. – Wiadomo przecież, że ci staruszkowie nigdy nie pójdą do więzienia. Ale proces musi się odbyć – mówił. Na potwierdzenie swojej tezy opowiedział historię o austriackim zbrodniarzu wojennym, który przez opieszałość władz nigdy nie stanął przed sądem. – Niedaleko mojej miejscowości odnaleziono masowy grób Żydów, rozstrzelanych w 1945 roku. Rozmawiałem z młodym historykiem, który dokumentował wydarzenia tamtego czasu. Okazało się, że od początku było wiadomo, kto dokonał zbrodni, znano nazwisko sprawcy, ale austriackie władze nie zrobiły nic. Ten młody historyk znalazł adres i telefon zbrodniarza w książce telefonicznej, umówił się z nim i przeprowadził wywiad. Człowiek ten przyznał się do zbrodni. Władze nie zareagowały. W końcu mężczyzna umarł bez wyroku. Pomyślałem sobie wtedy: jak to jest możliwe?! Dlatego uważam, że zawsze należy wszcząć proces – tłumaczył.

 

Podczas spotkania pisarz chętnie rozdawał autografy. Pollack jest autorem m.in.: „Cesarza Ameryki”, „Ojcobójcy”, „Śmierci w bunkrze” (fot. Aleksandra Zbróg)

 

Wieliński zasugerował, czy nie należy też sądzić urzędników państwowych, którzy przez lata potrafią tuszować sprawy zbrodniarzy wojennych. Pollack odpowiedział, znów przytaczając anegdotę ze swojego życia. – Niedaleko miejscowości, w której mieszkam, żyło przed wojną około dwustu pięćdziesięciu Romów. Większość została deportowana i rozstrzelana. Poszedłem do burmistrza, żeby poprosić go o postawienie pomnika, który by upamiętnił śmierć tamtych osób. Burmistrz odpowiedział mi, że to przecież ci Romowie powinni sami domagać się pomnika. Na to ja, że przecież ci ludzie nie żyją. Burmistrz bardzo skonfundowany stwierdził, że tak się na tę sprawę nie patrzył… Do dzisiaj pomnika nie ma – gorzko skwitował pisarz.

 

Odpowiadając na pytanie, czy Austriacy pamiętają o II wojnie światowej, Pollack przyznał, że jego rodacy niechętnie powracają pamięcią do tamtych wydarzeń. – To jest typowe dla człowieka. Większość będzie zawsze mówić: dajcie już spokój z tą historią. Często słyszę, że mam obsesję. Ale czy na pewno mam obsesję? Po prostu chcę pamiętać – mówił i nawiązał też do pamięci historycznej Rosji oraz do zbrodni stalinowskich, które są pomniejszane. – Problem Rosji jest bardzo specyficzny. W książce Swietłany Aleksijewicz („Czasy secondhand. Koniec czerwonego człowieka” – przyp. red.) można znaleźć wszystko na ten temat. Myśmy takim czy owakim sposobem przeprowadzili denazyfikację. U nich destalinizacji nie było i teraz jest z tym problem. Jeśli naród nie zajmuje się swoją historią, nie mówi o niej głośno, to może to doprowadzić do tragedii – stwierdził Pollack.

 

Pisarz odniósł się także do powszechnego obecnie stwierdzenia, jakoby ofiarami II wojny światowej byli też sami Niemcy. – W takim razie możemy też powiedzieć, że ja również jestem ofiarą wojny, bo spędziłem 48 godzin pod gruzami – powiedział z dużą dawką ironii. – Mówi się: „raz jesteś katem, a później ofiarą”, ale to bardzo niebezpieczny tok myślenia. Bo jak to teraz jest? Wszyscy jesteśmy ofiarami? Naziści uważali, że są ofiarami aliantów. Według nich to Polacy zaczęli wojnę, a Niemcy się tylko bronili. Dalej to przekonanie siedzi w człowieku niemieckim i austriackim.

 

Pollack wyraził też swój niepokój o przyszłość Europy. – Żyjemy w bardzo ciekawych czasach, bo nie wiemy, co nas czeka w przyszłości. Najbardziej boję się o wschód. Agresja ze strony Rosji nie jest wymierzona tylko i wyłącznie przeciwko Ukrainie, ale przeciwko całej Europie – ze smutkiem powiedział na zakończenie spotkania.

 

Aleksandra Zbróg