Uczynić świat lepszym

„Niesiemy pomoc cierpiącym w wyniku konfliktów zbrojnych i katastrof naturalnych. Naszą misją jest uczynić świat lepszym przez zmniejszanie cierpienia i niesienie wartości humanitarnych”. Motto to towarzyszy działaniom Polskiej Akcji Humanitarnej już od blisko 28 lat.

Mała i niepozorna uliczka w centrum Warszawy. Lokal na parterze, należący do Polskiej Akcji Humanitarnej łatwo przeoczyć. Jedynie charakterystyczne biało-niebieskie logo na drzwiach podpowiada, co się za nimi kryje. To właśnie w tej uliczce spotykam się z Witoldem Stupnickim, koordynatorem działań Polskiej Akcji Humanitarnej w Jemenie.

Niezmienny cel

Polska Akcja Humanitarna to organizacja pozarządowa, której celem jest udzielanie pomocy humanitarnej i rozwojowej osobom dotkniętym skutkami klęsk żywiołowych i konfliktów zbrojnych. Funkcjonuje już od blisko 28 lat, w ciągu których udzieliła pomocy w 39 krajach na całym świecie. „Działamy w tym momencie w 6 państwach. W Sudanie Południowym, Iraku, Jemenie, Somalii, Ukrainie oraz Kenii. W każdym z tych państw skala problemów oraz potrzeb jest bardzo różna, a więc i nasze działania są różne” – opowiada Witold Stupnicki. Oczywiście PAH, jak i inne organizacje humanitarne, pozostaje bezstronna i apolityczna w swoich działaniach. Celem jest po prostu pomoc. A ta może być realizowana na wiele sposobów i w różnym zakresie. „To konkretne problemy w danym państwie decydują o tym, na co zostaną wydane pieniądze. Czasem będzie to dostarczanie jedzenia, a gdzie indziej budowanie latryn czy wsparcie psychologiczne dla osób, które zetknęły się z wojną i doświadczyły traumy. Największa cześć naszych działań koncentruje się jednak na zapewnianiu dostępu do czystej i zdatnej do picia wody”. W krajach bardziej stabilnych programy PAH-u mają charakter pomocy rozwojowej. Są one nastawione na rozwiązania długofalowe, wspierające rozwój lokalnych społeczności i oparte na współpracy z nimi oraz wzajemnym zaufaniu. W krajach dotkniętych trwającym konfliktem zbrojnym lub nagłą katastrofą naturalną, trzeba najczęściej skupić się na dostarczaniu pomocy humanitarnej, która pozwala ludziom po prostu przeżyć.

9,6 mln osób uzyskało pomoc. 943 utworzone ujęcia wodne. 58 zbudowanych szkół. Sposób i skala udzielania pomocy humanitarnej przez PAH przez lata znacznie się rozwinęły.


Pracownicy Polskiej Akcji Humanitarnej w Jemenie.  Fot. PAH

„System pomocy humanitarnej jest koordynowany pod względem geograficznym. Żeby uniknąć sytuacji, że w jednej wsi zostaną wybudowane dwie studnie, a w drugiej żadna, to cała pomoc jest koordynowana centralnie przez ONZ. W każdym kraju organizacja ta ma swoją strukturę, która zajmuje się tylko i wyłącznie koordynowaniem wszystkich akcji humanitarnych.  Żeby organizacje, takie jak PAH, działały tam, gdzie jest największa potrzeba”.

 Czasami pomoc potrzebna jest nagle i to na ogromną skalę. Powodzie, trzęsienia ziemi, huragany. W takich przypadkach wsparcie ze strony organizacji humanitarnych jest potrzebne właściwie natychmiastowo. „Przykładem może być trzęsienie ziemi w Nepalu w 2015 roku, kiedy dostarczaliśmy jedzenie, wodę oraz pomagaliśmy w odbudowie zniszczonej infrastruktury.” – opowiada Witold Stupnicki.

„Inaczej działają nasze stałe programy, które polegają na wieloletnim wspieraniu. Najlepszym przykładem jest 5-letni program w Kenii, który polega na budowaniu kooperatyw rolniczych. Wychodzimy z założenia, że lokalni mieszkańcy najlepiej znają swoje potrzeby i wiedzą, czego potrzebują oraz najlepiej znają się na swojej pracy. My tylko zapewniamy wsparcie. Szkolimy i proponujemy różne możliwości oraz sposoby ich realizacji. Pokazujemy ludziom, że jeśli wcześniej pomyślą o potrzebach, a dopiero później będą działać, to przyniesie to większy efekt. Dajemy tylko ogólny zamysł, a oni sami ustalają w swojej społeczności, co chcą zrobić i czego chcą się nauczyć. Są to projekty długoterminowe, które przynoszą naprawdę dobre efekty i sprawiają, że ludzie nie wymagają później zewnętrznego wsparcia. Oczywiście nie zawsze jest to możliwe, ponieważ tam, gdzie trwa konflikt zbrojny zawsze brakuje wody i żywności, więc ludzie często nie mają po prostu możliwości przeżyć bez stałej pomocy. Organizacje humanitarne muszą wtedy pomagać tak długo, jak będzie to konieczne”.


Pomoc żywnościowa – mąka, cukier, olej. Zapas na miesiąc dla 20 osób. Fot. PAH

Zapomniane państwo

Jemen. Państwo położone w południowo-zachodniej Azji na Półwyspie Arabskim. Z jednej strony okrążone przez Morze Arabskie, z drugiej przez bogatą i wpływową Arabię Saudyjską. Jemen jest państwem, które w powszechnej europejskiej świadomości niemalże nie istnieje. Sama nazwa pewnie mimochodem obiła się wielu osobom o uszy. Ale ze wskazaniem na mapie większość mogłaby mieć już poważny problem, o omówieniu ostatnich wydarzeń politycznych nie wspominając. „Jemen już nawet przed wojną był państwem zapomnianym. Słyszy się o Iraku czy Afganistanie, bo byli tam polscy żołnierze. Mówi się o Syrii, gdzie wydarzenia w Aleppo łamały wszelkie humanitarne prawa czy o Ukrainie, która jest znacznie bliżej. A trudno zliczyć nieszczęścia, które w ostatnich latach spadły na Jemen”. – zauważa koordynator działań Polskiej Akcji Humanitarnej w Jemenie.

Do zjednoczenia Jemenu doszło w 1990 roku. Połączono Jemen Północny, będący wcześniej zależny od Turcji, z Jemenem Południowym, czyli byłą kolonią brytyjską. Od początku jednak lokalnych konfliktów i przepychanek o władzę nie brakowało. Dochodziło do licznych starć, a nawet próby ponownej secesji. W 2011 roku do problemów dołączyły masowe protesty związane z Arabską Wiosną, a 4 lata później szyickie bojówki odsunęły siłą od władzy dotychczasowego prezydenta oraz premiera i przejęły władzę. Zdaniem międzynarodowej opinii – nielegalnie. Dlatego też zawiązano koalicję, pod przywództwem Arabii Saudyjskiej przeciwko nowej władzy w Jemenie. Jeszcze w tym samym roku, 2015, doszło do wybuchu wojny domowej. A ta, nieformalnie, trwa do dziś. Wszelkie próby zawieszenia broni okazały się bezwartościowe, a starcia, zarówno zewnętrzne z zagraniczną koalicją, jak i wewnętrzne między wrogimi ugrupowaniami są na porządku dziennym. Jak to najczęściej bywa najbardziej cierpią niewinni, którzy pragną po prostu pokoju w swojej ojczyźnie. Ale ich nikt o zdanie nie pyta.

W Jemenie mieszka około 30 milionów ludzi. Jak podaje UNICEF 12 milionów obywateli Jemenu jest uzależnione od dostaw pomocy żywnościowej. 16 milionów nie ma stałego dostępu do czystej wody. 400 tysięcy dzieci jest zagrożone śmiercią głodową. Miliony zostały zmuszone do opuszczenia swojego domu. Ponad trzy-czwarte populacji Jemenu wymaga jakieś formy pomocy z zewnątrz. Liczbę dotychczasowych ofiar trudno rzetelnie zliczyć.


Zniszczenia wojenne w Jemenie. Fot. PAH

„Wojna domowa faktograficznie trwa już ponad 5 lat, ale praktycznie znacznie dłużej. Ma ona wiele obliczy: polityczne, religijne, ale i regionalne. Lokalne grupy też toczą swoją walkę o wpływy w regionie. Do tego dochodzą bardzo niesprzyjające warunki pogodowe. W tym roku w Jemenie miała miejsce powódź stulecia. Miasto, w którym jest nasze biuro po prostu znalazło się pod wodą, samochody pływały po ulicach. Do tego w tym roku w Jemenie panuje plaga szarańczy, która niszczy uprawy. Nałożyło się więc wiele problemów. Katastrofy naturalne, wojna, ogromna korupcja i bieda. Jemen jeszcze przed wojną był najbiedniejszym krajem arabskim, uzależnionym od importu żywności z zewnątrz. Obecnie zajmuje przedostatnie miejsce w rankingu Global Hunger Index, który mierzy poziom bezpieczeństwa żywnościowego. Niżej jest tylko Republika Środkowej Afryki.” – opowiada Witold Stupnicki.

Testów nie ma, są zarażeni

Światowa pandemia koronawirusa nie ominęła także Jemenu. Jej skutków, przy tamtejszych warunkach higieny i tragicznej kondycji służby zdrowia, łatwo się domyśleć. Jeszcze przed wybuchem pandemii w kraju funkcjonowała w pełni jedynie ok. połowa ośrodków zdrowia. Natomiast obecnie również część tych szpitali i przychodni jest zamykana w związku z brakiem środków ochronnych dla lekarzy i pielęgniarek. „W Jemenie dość szybko wprowadzono zamknięcie granic, na długo przed pierwszym zarejestrowanym przypadkiem wirusa. Pomimo to doszło do tego, czego wszyscy się obawiali. Szybko wyszło na jaw, że wirus wręcz szaleje w Jemenie. Dla przykładu Polska robi około 15 tysięcy testów dziennie na koronawirusa, a Zjednoczone Emiraty Arabskie 35 tysięcy dziennie.  W Jemenie wykonano ich 3 tysiące. Łącznie. Przez 3 miesiące. A i tak nawet w tak skromnej liczbie wykryto 700 zarażonych przypadków, a prawie 200 z tych osób już nie żyje. To pokazuje, że oficjalnym liczbom ciężko ufać. Według Lekarzy Bez Granic (międzynarodowa i niedochodowa organizacja lekarzy –red.) w Aden (miasto w Jemenie nad Zatoką Adeńską –red.) co tydzień umiera kilkaset osób, bez zdiagnozowanej przyczyny. Ale wiadomo, że kasłali, mieli gorączkę… Sytuacja jest dramatyczna. Modele Światowej Organizacji Zdrowia pokazują, że w Jemenie 55-86% procent osób zakazi się koronawirusem, w najbardziej prawdopodobnym scenariuszu. Zresztą nawet większe egzekwowanie restrykcji niewiele by dało. Jak w kraju, gdzie 18 milionów ludzi nie ma dostępu do wody regularnie myć ręce?” – słyszę retoryczne pytanie od Witolda Stupnickiego.


Obozowisko z liści bananowca. Fot. PAH

Liczby a rzeczywistość

Rozpoczęcie działań PAH-u w Jemenie wiązało się ze skomplikowanym procesem administracyjnym. „Działania w Jemenie zaczęliśmy w czerwcu 2019 roku, po wielu miesiącach przygotowań i ustaleń. Bowiem rozpoczęcie badań organizacji humanitarnej w praktycznie każdym państwie wymaga akceptacji ze strony tamtejszych władz. Musimy podpisać umowę z lokalnym ministerstwem, które jest specjalnie przeznaczone do współpracy z organizacjami humanitarnymi. Musimy pokazać, że mamy biuro, fundusze, ludzi, a ministerstwo przygląda się zakresowi naszych działań. Po około 3 latach jest to ponownie weryfikowane. W sierpniu zeszłego roku dodatkowo wybuchły walki w mieście, w którym mamy biuro, więc wszystkie procesy wizowe zostały wstrzymane.” – opowiada Witold Stupnicki o niełatwych początkach działań PAH-u w Jemenie.

Pytam o szok związany z pierwszą wizytą w kraju o tak innej kulturze. O zobaczeniu na własne oczy biedy i głodu, o jakich na co dzień często słyszymy, lecz ciężko nam sobie wyobrazić ich skalę. „Znałem różne liczby i statystyki pochodzące z raportów. Kiedy słyszy się, że w Jemenie na 30 milionów obywateli 24 mln potrzebują pomocy humanitarnej, z czego połowa nie wie, kiedy zje następny posiłek i kiedy, to brzmi to dość strasznie. Ale kiedy się te problemy zobaczy, to stają się naprawdę szokujące. A chciałbym zaznaczyć, że nie byłem w najbardziej poszkodowanych rejonach. W dzielnicy, w której mamy biuro często toczą się walki, ale wciąż nie jest to najgorzej usytuowany region. A już tam niektóre widoki były naprawdę wstrząsające.” – słyszę w odpowiedzi.


Pacjentka ranna w wyniku wybuchu rakiety. Fot. PAH

Pytam także o pozytywne przeżycia, o poczucie dumy z zobaczenia na żywo efektów swojej pracy i niesionej pomocy. „Miłym doświadczeniem była szczerość i otwartość ludzi, których tam spotkałem. Dużo się mówi o wręcz przysłowiowej gościnności mieszkańców Bliskiego Wschodu, ale wciąż byłem tym zaskoczony. Otwartość, pomocność i właśnie gościnność. Być może wynikało to też trochę ze zdziwienia tych ludzi, bo w końcu w Jemenie nie widuje się na co dzień ludzi z naszego kręgu kulturowego.”

Szlachetne czyny trwałe

Rozmawiamy również o konkretnych projektach PAH-u w Jemenie. „W zeszłym roku, wraz z Caritas Polska i przy wsparciu polskiego MSZ, wybudowaliśmy i odremontowaliśmy system kanalizacyjny w jednej z dzielnic miasta portowego Aden. Wcześniej nieczystości wylewały się na ulice, co poza fetorem prowadziło do zanieczyszczeń wody i wzrostu zachorowań na choroby, takie jak cholera. Dodatkowo, zbudowaliśmy toalety w szkole podstawowej w prowincji Lahij, położonej tuż przy linii frontu, i podłączyliśmy budynek do źródła wody, dzięki czemu wzrosła frekwencja w szkole. Szczególnie wśród dziewczynek, których rodzice nie chcieli wysyłać ich do szkoły, w której nie było toalet. Obecnie razem z Caritasem wspieramy przychodnię medyczną w prowincji Aden, położoną około godzinę drogi od samego miasta Aden. Zbudowaliśmy obok niej zbiorniki wodne, dzięki czemu woda jest dostarczana cysternami do kliniki. Stworzyliśmy także łazienki, których nie było, pacjenci musieli wychodzić w tych celach na zewnątrz. Opłacamy lekarzy, lekarki oraz położne. Niestety w Jemenie od wielu lat większość służby medycznej nie dostaje wynagrodzenia od państwa. Tak samo jak nauczyciele. Nawet jeśli pensje się pojawiają, to są mocno obniżone. Dostarczamy także same lekarstwa, środki medyczne oraz środki ochronne dla personelu. Przeprowadziliśmy gruntowną naprawę wielu infrastrukturalnych części tej kliniki. Będziemy niedługo budować osobny klimatyzowany magazyn na lekarstwa. W Jemenie temperatury dochodzą do 40 stopni, a lekarstwa muszą być przecież składowane w odpowiednich warunkach, żeby były zdatne do użycia.


Zbiorniki wodne w Aden. Fot. PAH

Pracownik zza kulis

Praca koordynatora Polskiej Akcji Humanitarnej polega na koordynowaniu działań między lokalnymi pracownikami organizacji w Jemenie, a centralą PAH-u w Warszawie. „W praktyce jest to praca przypominająca biurową. Pisanie raportów, przygotowywanie licznych umów czy dokumentów, udział w spotkaniach. Natomiast moje główne zadanie to pozyskiwania finansowania zewnętrznego od dużych instytucji, jak Ministerstwo Spraw Zagranicznych, Komisja Europejska czy agendy ONZ. Od instytucji, które są skłonne przekazać pieniądze na konkretny cel np. budowę zbiorników wodnych czy powstanie 30 latryn w Jemenie.  Drugi najważniejszy obszar moich działań to koordynacja sama w sobie. Czasem centrala PAH-u prosi o różne dane np. ilu osobom pomogliśmy w zeszłym miesiącu lub potrzebują zdjęć z naszych działań albo określenia kosztów poniesionych na danej misji.” – opowiada o swoim stanowisku Witold Stupnicki.

Do Jemenu po raz pierwszy poleciał w tym roku. Na 6 tygodni, od połowy lutego do końca marca. Jak sam mówi w celu: „wsparcia procesów rekrutacyjnych na nowe stanowiska oraz pomocy przy działaniach dotyczących dofinansowania działań PAH-u w Jemenie”.

Witold planował odwiedzić to państwo już wcześniej, ale administracja w Jemenie zdecydowanie nie należy do tych najbardziej przystępnych. „Wyrobienie mojej wizy trwało od września do stycznia. O ile na polskie urzędy często narzekamy, to wszystkie procesy biurokratyczne w Jemenie, także ze względu na toczącą się tam wojnę, trwają tam nieporównywalnie dłużej. Urzędy mają bardzo krótkie godziny pracy, a procedowanie odbywa się głównie na papierze”.


Pracownicy Polskiej Akcji Humanitarnej przy budowie kanalizacji w Aden. Fot. PAH

Wszystko jest sumą przypadków

Witold Stupnicki ukończył na studiach prawo oraz finanse i rachunkowość, a później zajmował się kwestiami prawa finansowego. W pewnym momencie zdał sobie jednak sprawę, że nie jest to dla niego i postanowił rozejrzeć się za czymś innym. Za czymś, co mogłoby w większym stopniu przekładać się na szansę pomocy tym, o których zwykle świat zapomina. Zaczął więc czytać o sektorze pomocy humanitarnej, a ten okazał się być zupełnie inny niż sobie pierwotnie wyobrażał. Znacznie bardziej zorganizowany i profesjonalny. Jak sam opowiada: ”Początkowo myślałem, jak wiele osób, że wolontariusze z takich organizacji po prostu jadą gdzieś do Afryki i kopią studnie. Okazało się, że sektor ten funkcjonuje w zupełnie inny sposób”.

Witold trafił na studia podyplomowe, dotyczące pomocy humanitarnej na Uniwersytecie Warszawskim w Instytucie Stosunków Międzynarodowych. Studia te były organizowane wspólnie z przedstawicielami Polskiej Akcji Humanitarnej. I to właśnie z nimi Witold odbywał praktyczną część zajęć, dowiadując się, jak działa ta organizacja oraz sam sektor pomocy humanitarnej. Zgłosił się do PAH-u jako wolontariusz. ”Chciałbym zaznaczyć, że wolontariusze nie są fizycznie wysyłani do żadnego miejsca, gdzie pomagamy. Działamy w niebezpiecznych rejonach i wysyłamy na misje tylko profesjonalnie przygotowanych pełnoetatowych pracowników humanitarnych. Wysłanie osoby pełnej dobrej chęci, ale bez odpowiedniego szkolenia niosłoby niebezpieczeństwa zarówno dla niej samej, jak i dla możliwości działania misji”– słyszę podczas rozmowy.

Witold pracował więc, jak i reszta wolontariuszy, w inny sposób.  Zbierał przeróżne dane, analizował materiały, pisał tłumaczenia tekstów na angielski… „Wiedziałem już, że chcę się realizować w pracy w sektorze humanitarnym, więc gdy w PAH trwała rekrutacja na koordynatora pomocy w Jemenie, zgłosiłem się na to stanowisko i udało się. Wybór Jemenu był więc trochę przypadkowy, choć szeroko rozumiana kultura arabska i Bliski Wschód zawsze mnie prywatnie interesowały.” – opowiada o swojej pracy.


Szkoła w Ad-dahi. Fot. PAH

Pomagać każdy może

Nie sposób na koniec rozmowy nie zapytać o popularnego w Polsce Pajacyka. Jest to program, funkcjonujący od 1998 roku, w ramach którego Polska Akcja Humanitarna pomaga niedożywionym dzieciom w Polsce. „Problem głodu dzieci wbrew pozorom nie dotyczy tylko krajów typu Somalia czy Jemen. Oczywiście Polskę dotyka to na znacznie mniejszą skalę, ale ten problem jednak wciąż istnieje i należy o tym pamiętać. Pomimo, że zrobiliśmy gigantyczny skok gospodarczy przez ostatnie 30 lat, to w dalszym ciągu istnieje potrzeba dożywiania dzieci w szkołach, szczególnie widoczna teraz, podczas pandemii. Szkoły zostały zamknięte, więc PAH zorganizowała akcję dowożenia paczek z produktami żywnościowymi i artykułami higienicznymi bezpośrednio do domów potrzebujących uczniów. To było duże wyzwanie logistyczne, ale udało się, także ze względu na wsparcie, które otrzymaliśmy od wielu firm. Przykładowo Auchan pomagał nam kompletować paczki, a BP przekazało karty paliwowe na ich dowóz paczki. Ostatnio zaangażowaliśmy także popularnych graczy komputerowych, z „Kwadratowej Masakry”, którzy organizowali zbiórki na działania Pajacyka podczas epidemii. Transmitowali swoją rozgrywkę, a pieniądze wpłacane dobrowolnie przez widzów wpływały na konto programu Pajacyk. Zebrali kilkadziesiąt tysięcy złotych w jeden weekend!” – opowiada o akcji Witold Stupnicki.

Staramy się zakończyć rozmowę jakąś pozytywną myślą. Podbudowaniem się na duchu, że będzie lepiej. W końcu trudno się oszukiwać, że pomoc nie jest zazwyczaj przysłowiową studnią bez dna, a perspektywy na zmianę bywają mocno złudne. A jednak chętnie pomagamy, nawet w ciężkich finansowo czasach pandemii, co pokazują liczne statystyki. Na koniec słyszę: „Najpierw musi być pokój. Dopóki gdzieś będzie trwał konflikt, to ludzie będą tam potrzebowali pomocy. Naszą misją jest nieść pomoc cierpiącym i uczynić świat lepszym miejscem”.

Działania Polskiej Akcji Humanitarnej w Jemenie można wspierać poprzez Klub PAH SOS: https://www.pah.org.pl/klub-pah-sos-2/

Wpisy

Student drugiego roku dziennikarstwa i medioznawstwa na Uniwersytecie Warszawskim. Od niedawna pełnoprawny warszawiak. Fan piłki nożnej i kibic pewnej stołecznej drużyny kojarzonej z literą L w kółeczku. Miłośnik Star Wars oraz prozy Stephena Kinga.