/

Vinci!

Nowy Folder - #BananowaNiedziela


Wiele lat zajęło mi nauczenie się godnego przegrywania. Jako dzieciak każdą porażkę – czy to w zawodach szkolnych, czy w zwykłym meczu na podwórku – kwitowałem szlochaniem i wkurzeniem na cały świat. Gdybym tylko wpadł na to, że przegrana tak naprawdę oznacza wielki sukces i zwycięstwo, miałbym zdecydowanie spokojniejsze dzieciństwo. Aż żal, że PiS nie rządził kiedy miałem 8 lat.


Szczęśliwym numerkiem, a raczej liczbą, partii rządzącej już po raz kolejny okazało się 27. Było 27:1, teraz jedynie 27:21. W koszykówce taki wynik po pierwszej kwarcie jest spokojnie do odwrócenia. Chociaż jeżeli przegrana jest zwycięstwem, pierwsza opcja wydaje się być korzystniejsza.


Na 11 listopada Sławomir Sierakowski przeprowadził dla polityki świetny wywiad z Timothym Snyderem. Amerykański historyk powiedział wtedy – Myślenie tylko w kategoriach romantycznych, a mamy teraz do czynienia ze wzrostem takich tendencji, prowadzi do klęski, której się podświadomie pragnie, ponieważ tylko klęska dowodzi, że masz rację. Potrzebujesz porażki, żeby pokazać światu, że jesteś wyjątkowy. Widać to w obecnej polityce historycznej Polski. Nie chodzi o to, żeby obraz Polski był lepszy, tylko o to, żeby był gorszy, bo wtedy zawsze możemy powiedzieć, że świat nas nie rozumie. – Nie da się lepiej opisać obecnej strategii polityki zagranicznej naszego rządu.


Trzeba przyznać, że niesamowicie wygodnie jest wkładać porażki w romantyczne ramy dążenia do zwycięstwa przez cierpienie. Bo przecież jeżeli każda przegrana wynika ze spisków wrogich sił i ogólnego uwzięcia się na nas całego świata, de facto nigdy nie przegrywamy. A o ile przyjemniej jest wskoczyć do bandwagonu grupy, która nigdy nie poniosła porażki. Każdy powrót do domu wiąże się z dumnym kroczeniem z tarczą.


Przy 27:1 powodem odwetu przebrzydłych brukselskich elit było, z tego co pamiętam, niezrozumienie szczerych chęci uzdrowienia polskich sądów przez Prawych i Sprawiedliwych. Teraz, cytując Beatę Mazurek – W PE dalszy ciąg odwetu za utrącenie przez Polskę i V4 Timmermansa i Webera tzw. szpicen kandidaten i odrzucenie kandydatury Beaty Szydło; stoi za tym lewicowo-liberalny establishment, który ich popierał i nie może pogodzić się z porażką. To kolejny akt politycznej zemsty. Dodatkowo – Przeciwko premier Szydło głosowali europosłowie, którzy nazywali polskich patriotów faszystami.


Sytuacja wygląda więc następująco: Beata Szydło nie miała z kim przegrać, a przegrała (nie było żadnego innego kandydata na to stanowisko). Powodem nie było zdjęcie przez nią unijnych flag, gdy została premier, nie było tolerowanie nazywanie unijnej flagi szmatą przez posłankę Pawłowicz, nie była nim nawet otwarta walka z instytucjami unijnymi przez praktycznie całą dwuletnią kadencję na czele rządu. To ten cholerny Biedroń, który zwraca europosłów przeciw prawdziwym polskim patriotom. Trzeba przyznać, że jak na nowego europosła, ma chłop wpływy i siłę oddziaływania.


Uczmy się od rządu, drodzy obywatele! Pamiętajcie: prawdziwi Polacy nigdy nie przegrywają! Co najwyżej mogą paść ofiarą parszywej rozgrywki zachodnich elit. Jakie to romantyczne. Jak to pasuje do naszej męczeńskiej historii…