Kobieta legenda

 

„Zawsze przeciągała minuty pobytu na szczycie…” – mówi na początku filmu matka Wandy Rutkiewicz, pierwszej Polki, która stanęła na Mount Evereście. 23 czerwca 1986 jako pierwsza kobieta zdobyła K2, było to też pierwsze udane polskie wejście na ten szczyt. Góry były dla niej całym życiem. I to w nich je straciła.

 

wanda_rutkiewicz_gory_sokole_fot-_seweryn_bidzinski

Wanda Rutkiewicz na Krzywej Turni w Sokolikach w połowie lat 70., fot. Seweryn Bidziński, Wikipedia, zdjęcie znajduje się w domenie publicznej (pochodzi z książki Barbary Rusowicz, „Wszystko o Wandzie Rutkiewicz”, Warszawa 1992)

 

Krótki, bo trwający trochę ponad trzydzieści minut, film dokumentalny „W cieniu Everestu” przybliża widzom postać Wandy Rutkiewicz, jednej z najwybitniejszych himalaistek w historii. Kobiety silnej, z pasją, bijącej rekordy świata, nieustraszonej. Kobiety rywalizującej z mężczyznami, którzy nie zawsze postępowali wobec niej uczciwie. Opowiada również o jej ostatniej wyprawie w Himalaje – wspinaczce na trzeci najwyższy ośmiotysięcznik świata, Kanczendzongę. Rutkiewicz zaginęła 13 maja 1992 roku, próbując zdobyć szczyt od północnej strony. Ostatni raz widział ją Carlos Carsolio (który zaproponował jej tę wyprawę) na wysokości ponad 8200 metrów. Ciała nigdy nie odnaleziono.

 

Film tworzą materiały nagrane podczas ostatniej wyprawy himalaistki, jej zdjęcia, fragmenty rozmów z matką Wandy czy Arkiem Gąsienicą-Józkowym – jednym z uczestników tamtej tragicznej misji. Wypowiada się również profesor psychiatrii. Wszystko przeplecione jest urywkami wywiadu z Rutkiewicz. Opowiada w nim o odczuciach i przeżyciach, których doświadcza w górach – tam gdzie „nigdy nie czuła się samotnie”.

 

Film opowiada o nie do końca wyjaśnionej tragedii, ale pokazuje też niesamowitą siłę Wandy Rutkiewicz, przypomina jej sukcesy, ambicję. To podnosi mnie na duchu jako kobietę, bo ukazuje jak wiele, w tym świecie zdominowanym przez mężczyzn, Rutkiewicz osiągnęła. W filmie padają nawet słowa, że była „mocniejsza od mężczyzn”. Oglądanie czy czytanie takich materiałów – pokazujących siłę i determinację kobiet – sprawia mi wielką satysfakcję.

 

Na „W cieniu Everesru” trafiłam przypadkiem i bardzo się z tego przypadku cieszę. Uważam, że każdy dokument czy reportaż pokazujący, że kobiety wcale nie są „słabszą płcią” jest niezwykle istotny, nawet taki sprzed prawie 20 lat. Szczególnie jeśli pokazuje silną kobietę w środowisku tradycyjnie uważanym za męskie. O takich nieugiętych przedstawicielkach płci pięknej możemy przeczytać między innymi w książkach „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety” Swietłany Aleksijewicz, „Nocne wiedźmy na wojnie z lotnikami Hitlera” Luby Winogradowej czy „Odwaga jest kobietą” (to dwanaście historii kobiet opisanych przez dwanaście reporterek, między innymi Martę Szarejko i Izę Michalewicz). Losy współczesnych kobiet w różnych zakątkach globu przybliża też Martyna Wojciechowska w serii „Kobieta na krańcu świata”, którą bardzo cenię.

 

Wciąż powstają nowe filmy i książki pokazujące siłę i ambicje kobiet. Bardzo dobrze, bo dzięki takim materiałom wiele kobiet odnajduje wewnętrzną siłę, by zmienić coś w swoim życiu. Z drugiej jednak strony to trochę niepokojące, że w XXI wieku kobiety wciąż muszą udowadniać, że wcale nie są gorsze od mężczyzn. Pozostaje nadzieja, że wraz z rosnącą liczbą materiałów o tej tematyce wreszcie to się zmieni.

 

 

„W cieniu Everestu”
Reżyseria: Anna Teresa Pietraszek
Produkcja: Polska 1998