/

W głębokim bezdechu

„Siedzę na platformie. Zamykam oczy. Mój oddech coraz bardziej spowalnia, zaczynam odzyskiwać mój wewnętrzny spokój. Jestem gotów”. Niedługo Jacques Mayol zejdzie pod powierzchnię wody bez żadnego sprzętu. Zbliżając się do dna oceanu, nie wiedział, że oprócz ciała ciągnie za sobą także całe swoje życie. Pobijanie rekordów kojarzy się z Księgą Guinessa, jednorazowym świętem, zdarzeniem, które przeminęło tak szybko, jak nastąpiło. W taki sposób sukces Jacquesa Mayola ukazuje słynny „Wielki błękit”. „Człowiek delfin” opowiada o tym, co zostało tam pominięte.

Mayol miał w sobie pierwiastek mistrza, geniusza. Już od najmłodszych lat fascynowały go delfiny i to te ssaki zainspirowały go do nurkowania bez sprzętu. Pierwszego z nich ujrzał jeszcze w dzieciństwie, później, gdy pracował na Florydzie, przywiązał się do jednej z samic imieniem Clown. Obserwując ją i pływając razem z nią, uczył się wstrzymywać oddech na coraz dłużej. Nie wystarczało mu jednak ćwiczenie swoich płuc – snuł teorie o homo delphinus, na którego temat napisał książkę, intensywnie uprawiał jogę oraz zgłębiał buddyjską teorię bezdechu.

Nadszedł punkt kulminacyjny w życiu Mayola. 29 listopada 1976 roku. Okolice wyspy Elba. Po trzech minutach i czterdziestu sekundach pełnych napięcia, czujnego wzroku lekarzy i asystujących nurków Jacques Mayol wynurzył się spod wody, ustanawiając nowy światowy rekord we freedivingu – 100 metrów. Od tego momentu sława zaczęła przejmować kontrolę nad jego życiem. Był tak oddany wodzie, że inne symultaniczne sfery życia pozostawały niczym szczury na lądzie. Reżyserowanie podwodnych porno dla pieniędzy, rodzina pozostawiona sama sobie, pogłębiająca się pod koniec życia depresja.

Wypowiedzi sportowców, ludzi, którzy z nim współpracowali, świadczące o jego geniuszu, kontrastują z wypowiedziami jego córki, która nie przeczy jego oddaniu, jednak przypomina o samotności, na jaką skazał założoną przez niego rodzinę. Sam film zawiera także wątek „Wielkiego błękitu”. Po jego premierze Jacques Mayol zaczął zmierzać ku bezkresnej ponurej głębi postępującej depresji.

„Człowiek delfin” nie jest jednak sam w sobie filmem ponurym. Lefteris Charitos, który jest reżyserem filmów zarówno dokumentalnych, jak i fabularnych, wykazał się umiejętnościami z obu tych gatunków, tworząc z faktów ciekawą i inspirującą, ale bynajmniej nie cukierkową opowieść. Jego reżyseria utrzymała balans pomiędzy prawdą o niechlubnej części życia Mayola a spuścizną, jaką po sobie pozostawił.

Historia ta opowiada w końcu o połączeniu człowieka z oceanem, z naturą, chęcią oderwania się od przyziemnego życia, a przede wszystkim o poszerzaniu granic ludzkiego ciała i ducha. Kolaż zapisków nurka, archiwalnych nagrań oraz wspomnień ludzi, z którymi obcował zabiera nas w podróż przez życie człowieka, który, wahając się między lądem a ziemią, wybrał morską toń.


„Człowiek delfin” / „Dolphin man”
Reżyseria: Lefteris Charitos
Produkcja: Francja, Grecja, Japonia, Kanada, 2017
Czas trwania: 79 minut
Film można obejrzeć za pośrednictwem CDA Premium.


Tematem miesiąca działu Folder z Dokumentami jest sport.

Obrazek wyróżniający: plakat „Człowieka delfina”, źródło: Filmweb

Wpisy

Studentka pierwszego roku Dziennikarstwa i Medioznawstwa na Uniwersytecie Warszawskim. Kocha teatr nie tylko z perspektywy widza. Lubi tworzyć w materii tekstowej, muzycznej i plastycznej. Gdyby miała powiedzieć co ceni w życiu najbardziej, powiedziałaby, że ludzi.