/

W imię matki i syna

Nowy Folder - #BananowaNiedziela


Kilka dni temu gruchnęła wiadomość, że Tymoteusz Szydło odchodzi ze stanu kapłańskiego. Wcześniej synowie byłej pani premier wydali oświadczenie, że nie życzą sobie, by media interesowały się ich życiem. Przecież fakt, że ich matka zajmowała przez pół kadencji, de facto, najważniejsze stanowisko w polskiej polityce, nie oznacza, że sami muszą stać się quasi-celebrytami. Ale czy na pewno?


Kiedy dwa lata temu Tymoteusz Szydło odprawiał na Jasnej Górze mszę prymicyjną, obok Beaty Szydło, wśród wiernych w pierwszym rzędzie, pojawili się Jarosław Kaczyński i ministrowie Błaszczak, Rafalska i Ziobro. a wśród księży był, między innymi, Tadeusz Rydzyk. Całe wydarzenie było transmitowane na żywo przez TVP Info, relacje pojawiły się też w Radiu Maryja, a nawet w brukowcach. Po wszystkim ksiądz Szydło udzielał wywiadów. I, żeby nie było, nie mam tego za złe ani partyjnym przyjaciołom ówczesnej premier, ani, tym bardziej, jej samej, bo przecież każdy rodzic powinien dbać o swoje dzieci. Dziwi mnie jedynie, dlaczego wtedy księdzu Szydło nie przeszkadzały blaski fleszy?


Niedawno w mediach pojawiła się informacja, że Tymoteusz Szydło zapłodnił jedną z młodych parafianek. Co najważniejsze, informacja zdementowana przez jego prawnika, o czym nie można zapominać. Był to jednak moment, w którym o „kryzysie wiary” syna byłej premier zrobiło się głośno. Kryzysie wiary, który doprowadził do wspomnianego porzucenia kapłaństwa. W jakim świetle to stawia dementi w sprawie ciąży?


Sama prośba wystosowana do mediów przez młodych Szydłów była z góry skazana na porażkę. Dzieci najważniejszych polityków od lat były na pudelkowej tapecie. Chcąc nie chcąc, śledziliśmy kolejne rozwody Marty Kaczyńskiej, Aleksandra Kwaśniewska i Katarzyna Tusk wyraźnie nie uciekały od hien z aparatami, a Michał Tusk sam pracował w mediach. Przy okazji komisji ds. Amber Gold stał się celem pisowców, co ponownie do tych mediów go wprowadziło, jednak już po drugiej stronie dziennikarskiego fachu – jako temat, a nie autora. Udało się obronić chyba jedynie dzieciom prezydenta Komorowskiego, ale może wynikało to z tego, że media uznały, że charyzmą dorównują ojcu. Nie udało się przeżyć kariery ojca w spokoju młodszej od wszystkich wyżej wspomnianych Kindze Dudzie. Jej jednak należy współczuć, szczególnie obrzydliwych wybryków Tomasza Lisa. Nie wypada nie wspomnieć też o synach Wałęsy, Cimoszewicza i Czarneckiego, a także Monice Jaruzelskiej i Adamie Gierku, którzy poszli w politykę. Oni jednak sami sobie zgotowali ten los.


Tak więc, Panowie Tymoteuszu i Błażeju Szydło, małe są Panów szanse na to, że pudelki się odczepią. Z drugie strony, może by skorzystać na sukcesie matki, która wyraźnie chce się Panami pochwalić? Koniec końców, panie Tymek, narobił Pan matce niezły dymek. Jak już Pan porzuca kapłaństwo, to proszę spojrzeć na przykład Przemysława Czarneckiego – partia lubi partyjne dzieci. Bo na to, że jak jest wielka jasnogórska feta, to media są cacy, a jak miejska plotka mówi o nieślubnym dziecku i łamaniu celibatu, to stają się fe i można je przegonić, nie ma co liczyć.

Wpisy

Liberalny pozytywista stale walczący z tkwiącymi w nim pokładami romantyzmu. Miłośnik polityki, muzyki i NBA (od lat wierny fan Boston Celtics). Entuzjasta badań medioznawczych i socjologicznych. Redaktor naczelny magazynu Nowy Folder i autor rubryki felietonowej #BananowaNiedziela. Laureat Nagrody "Nadzieja mediów" 2019.