/

W pracowni Ryszarda Kapuścińskiego

[spider_facebook id=”2″]

 

– Wchodzę tu trochę jak do świątyni – mówi Alicja Kapuścińska. Poddasze domu przy ulicy Prokuratorskiej 11 w Warszawie – miejsce, w którym tworzył autor „Cesarza” i „Szachinszacha”, to skarbnica książek i pamiątek z różnych części świata. Kapuściński je gromadził, ale opowiadał o nich rzadko. – Kiedy chciałam się czegoś dowiedzieć, on odpowiadał: „Czekaj, czekaj, teraz mnie o to nie pytaj, bo muszę myśleć, muszę pisać”, więc dawałam mu święty spokój – wspomina żona reportera. 

 

Postanowiliśmy przyjrzeć się zgromadzonym w pracowni przedmiotom jako świadectwom wielkiego przywiązania i szacunku reportera do miejsc, które odwiedził, i ludzi, których spotykał. Przedstawiamy historie, które wiążą się z wybranymi pamiątkami.

 

Klaps 

 

Klaps

 

W 2006 roku, na kilka miesięcy przed śmiercią Ryszarda Kapuścińskiego, do domu pisarza przyjechali dziennikarz Jan Krauze i reżyserka Olga Prud’homme-Farges. Przeprowadzili z reporterem rozmowę i ją zarejestrowali. 4 marca 2015 roku – w dniu jego urodzin w telewizji Arte pokazano 53-minutowy dokument „L’Afrique vue par Ryszard Kapuscinski” („Afryka widziana przez Ryszarda Kapuścińskiego”). Wykorzystano w nim nagrany ponad osiem lat wcześniej wywiad. Komentarze autora „Hebanu” przeplatają się tam z filmowymi i zdjęciowymi materiałami z Afryki – zarówno historycznymi, jak i aktualnymi.

Klaps – pamiątkę z rozmowy z 2006 roku – Alicja Kapuścińska ma do dzisiaj.

 

Kartka od Wisławy Szymborskiej

 

Kartka od Wisławy Szymborskiej

 

PANIE RYSZARDZIE

PIJĘ ZA PANA ZDROWIE

WISŁAWA SZYMBORSKA

 

Kiedy poetka wysłała do Ryszarda Kapuścińskiego tę wiadomość? Nie wie tego ani Alicja Kapuścińska, ani Michał Rusinek. – Wiadomo, że Szymborska była wielką admiratorką Ryszarda Kapuścińskiego i jego – obok Jacka Kuronia – wskazała jako swojego gościa specjalnego na spotkanie w Ambasadzie Szwecji, które poprzedziło jej wylot do Sztokholmu. Śledziła więc uważnie jego twórczość i wypowiedzi prasowe. W spotkaniu u ambasadora brał też udział ówczesny premier Cimoszewicz z małżonką i – o ile dobrze pamiętam – Mika Larsson, która opiekowała się nami podczas całego pobytu w Szwecji. Spotkanie to było pierwszym etapem noblowskiego „obrzędu”. Pan Ryszard przyjechał na nie prosto z lotniska (chyba był wtedy w Kanadzie) – przypomina prof. dr hab. Teresa Walas z Katedry Antropologii Literatury i Badań Kulturowych Uniwersytetu Jagiellońskiego, przyjaciółka poetki i członek zarządu Fundacji Wisławy Szymborskiej.

Ryszard Kapuściński przyjaźnił się też z Julią Hartwig oraz miał dobry kontakt z Tadeuszem Różewiczem. Alicja Kapuścińska pamięta rozmowę, którą mąż odbył kiedyś z poetą. – Różewicz pyta: „A pan ile teraz ma lat?” – „A, właśnie skończyłem 70”. – „Uuu, to teraz wszystko przed panem”. Rysiek mówi: „Słucham?”. Myślał, że Różewicz powie: nagrody, sława… A on na to: „Choroby, operacje…” – opowiada żona reportera.

 

Zegarki

 

Zegarki

 

Ryszard Kapuściński był miłośnikiem zegarków. Kilka z nich leży na parapecie pracowni, niedaleko biurka. Ulubiony to ten firmy Omega.

 

Kamienie, samochód, znaczek PAP-u

 

Kamienie, samochód, znaczek PAP-u

 

Na parapecie w pracowni najwięcej miejsca zajmują… kamienie, znajdowane przez reportera na plażach całego świata. Jedne są starannie wyszlifowane, inne wyglądają zupełnie zwyczajnie. Żona reportera dba o to, żeby wszystkie były odkładane dokładnie tam, gdzie położył je mąż.

Między kamieniami stoi samochodzik z napisem „Colombia”. Alicja Kapuścińska mówi, że mąż bardzo go lubił. Nic dziwnego, Kolumbia zajmuje w jego twórczości ważne miejsce. Tytuł zbioru reportaży „Chrystus z karabinem na ramieniu” nawiązuje przecież do postaci kolumbijskiego księdza i profesora socjologii Camilo Torresa, który głosił hasła sprawiedliwości społecznej. W końcu zapisał się do partyzantki, wziął karabin i w sutannie poszedł walczyć. Zginął w 1966 roku, w swojej pierwszej bitwie.

Związki z Kolumbią Ryszard Kapuściński kontynuował dzięki przyjaźni z noblistą Gabrielem Garcią Marquezem. Kilka razy prowadził warsztaty w założonej przez pisarza Fundacji Nowego Dziennikarstwa Iberoamerykańskiego. Te zajęcia przyciągały zawsze najwięcej chętnych. Kolumbijscy fani nazywali Kapuścińskiego „Kapu”, sam Marquez mówił o nim „Mistrz”. W pierwszą rocznicę śmierci reportera Fundacja zorganizowała poświęcony mu Festiwal Hay.

Wśród leżących na parapecie bibelotów jest także znaczek Polskiej Agencji Prasowej. W PAP-ie Kapuściński pracował od 1958 roku, w 1962 został stałym korespondentem agencji w Afryce. Jego teksty wywierały duży wpływ na pracę innych dziennikarzy. – Wielu starało się naśladować Kapuścińskiego. Jego styl, jego frazę. Jakiś czas i ja próbowałem – wspomina Mirosław Ikonowicz, zagraniczny korespondent PAP-u i przyjaciel reportera.

W 2005 roku Ryszard Kapuściński został wyróżniony odznaką „Zasłużony dla Polskiej Agencji Prasowej”. Otrzymał wtedy honorową legitymację dla wybitnych dziennikarzy. Oznaczono ją numerem 1.

 

Długopisy 

 

Długopisy

 

– Długopisy były jego chłopięcą pasją. Może to ma związek z wczesnymi szkolnymi latami, kiedy długopis był rzeczą niezwykle cenną? – zastanawia się Alicja Kapuścińska. I opowiada historię ostatniego długopisu z kolekcji (nie potrafi wskazać, który to, ale jest przekonana, że znajduje się w zbiorze).

Ryszard Kapuściński miał być gościem specjalnym XIII Konferencji Naukowej Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Na otwarcie jej części merytorycznej wygłosić miał esej o etyce wielokulturowości i odebrać nagrodę naukową wydziału im. prof. Franciszka Ryszki. Miał. Planu nie udało się jednak zrealizować. Uroczystość odbywała się 12 stycznia 2007 roku – Kapuściński był wtedy w szpitalu. Na wydarzenie przyszła więc jego żona. – Rozdawano materiały konferencyjne, wśród nich był oczywiście długopis. Zaniosłam go mężowi do szpitala. „Ojej, jaki ładny” – zachwycał się. O konferencję nawet nie zapytał. Kiedy do sali weszła pielęgniarka, pochwalił się: „Siostro, jaki mam ładny długopis”. Pewnie się zdziwiła, że poważny człowiek, a tak cię cieszy. Wyjaśniłam jej, że Rysiek kolekcjonuje długopisy. „Tak? O, to mam jeszcze jeden” – z kieszeni fartucha wyjęła swój i dała mężowi. Znów ucieszył się jak dziecko. Kiedy chodziłam na konferencje medyczne, zawsze mi mówił: „Słuchaj, jak będą dawać długopisy, to przynieś”. Interesowały go nadrukowane na nich napisy.

– Mąż tylko zbierał długopisy czy też ich używał?

– Oczywiście, że używał. Ja ich używam do tej pory. Córka postawiła przy grobie męża dwie doniczki z ziemią. Ludzie wtykają tam nie kwiaty, tylko właśnie długopisy.

 

Postoły

 

Postoły

 

To typowe buty m.in. mieszkańców Polesia (nowsza nazwa to łapcie). Użycie słowa „buty” można jednak uznać za pewną przesadę, bo postoły wyglądają raczej jak same podeszwy. Żeby trzymały się stopy, przywiązywano je sznurkiem lub rzemieniem. Wykonywano je ręcznie, z łyka. Do chodzenia po poleskich błotach nadawały się idealnie. – Mąż przywiózł je z Pińska, w 1979 roku albo później, w latach 80. To była pamiątka z rodzinnego miasta. Nie chodził w nich. Postawił je w przedpokoju – tam, gdzie zwykle zostawia się obuwie, którego się używa – opowiada Alicja Kapuścińska.

 

Grzebień i nóż

 

Grzebień i nóż

 

To pamiątki przywiezione z Afryki. Grzebień wisi w pracowni na ścianie. Nóż mógłby służyć jako podręczny sprzęt biurowy. – Do przycinania to mąż miał inne noże – zapewnia jednak Alicja Kapuścińska.

 

Tekst: Agnieszka Kapela

Zdjęcia: Bartosz Wróblewski