Watch Docs: kobiety nie gęsi, swoje prawa mają

Nowy Folder - Watch Docs czerwony

 

Kobiety zrzucają burki i walczą o swoje prawa. Reżimy polityczne są karane. Światowe mocarstwa poszerzają wpływy za pomocą niemoralnych, potajemnie prowadzonych działań. Niemożliwe? Wbrew pozorom bliższe rzeczywistości, niż mogłoby się wydawać. Dowodem są filmy zaprezentowane podczas 13. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego WATCH DOCS. Prawa Człowieka w Filmie. 

 

1592256-za-kratami-nie-nosimy-burek

 

Watch Docs to jedna z największych imprez na świecie poświęconych prawom człowieka, które są nie tylko motywem przewodnim festiwalu, lecz także głównym tematem prezentowanych filmów dokumentalnych. Przedstawiają miejsca, gdzie kultura lub religia wciąż stoją ponad prawem i humanitaryzmem, a przypadki łamania praw, które powinny być zagwarantowane każdemu człowiekowi, to codzienność.

 

Najnowsze pełnometrażowe filmy nakręcone przez dokumentalistów z całego świata można było obejrzeć w konkursie głównym. W tym roku międzynarodowe jury miało do oceny 14 pozycji. Nagrodę główną otrzymał irański reżyser Nima Sarvestani za zrealizowany w afgańskim więzieniu film „Za kratami nie nosimy burek”. To zaskakujący obraz kobiet, które mają niewiele wspólnego ze zbrodnią, a mimo to odsiadują wieloletnie wyroki. Większość z nich została skazana za ucieczkę od męża lub zdradę. Jednak więzienie, do którego trafiają, paradoksalnie okazuje się wybawieniem, a nie karą. Kobiety za kratami żyją jak w komunie – wspólnie spędzają czas, wychowują dzieci, mogą mieć odsłonięte twarze. Z niepokojem myślą o dniu, w którym będą musiały opuścić mury aresztu i wrócić do domu, z którego uciekły. Domu, który ma niewiele wspólnego z miłością i poczuciem bezpieczeństwa. Nima Sarvestani nakręcił klasyczny dokument obserwacyjny, a głos oddał portretowanym kobietom, które prawa do własnych marzeń, myśli i wypowiadania opinii nie mają.

 

Swoistym dopełnieniem zwycięskiego filmu jest „Salma” w reżyserii Kim Longinotto. To historia najsłynniejszej tamilskiej poetki Indii, tytułowej Salmy, która znajduje sposób na ucieczkę z „więzienia” własnej religii. Salma, podobnie jak inne tamilskie dziewczynki w okresie dojrzewania, została zamknięta przez rodziców i zmuszona do małżeństwa. Sprzeciw wobec narzucanych przez restrykcyjne społeczeństwo zasad wyrażała w potajemnie pisanych wierszach. Dzięki determinacji i pomocy matki, już jako dorosła kobieta, wydała tomik poezji, który wzbudził sensację i umożliwił jej społeczną aktywność. Po latach bohaterka wraca do wioski, w której się wychowała, aby przed kamerą opowiedzieć o swoich losach. Jej słowa zestawione są z opiniami rodziny, która próbuje wyrazić swoje uznanie dla Salmy i usprawiedliwić sposób, w jaki ją traktowano. Bohaterka kwituje to uśmiechem niedowierzania. Podziw rodziny dla twórczości Salmy i jej starań w walce o prawa człowieka, ściera się tu bowiem z poglądem, że burka nie zniewala kobiet, a jest częścią ich tożsamości i zapewnia im szacunek. Salma nie nosi burki. Reżyserce udało się opowiedzieć o poetce i pokazać ogólną sytuację tamilskich kobiet, które nie mają prawa do edukacji, są izolowane od świata i zmuszane do małżeństw.

 CzerwoneWesele

 

Przymusowe małżeństwa i ich konsekwencje stały się osobnym tematem całego filmu. Twórcy „Czerwonego wesela” przypominają o terrorze Pol Pota w Kambodży. To kolejny dokument, w którym narratorką jest sama bohaterka. Sochan Pen, po wielu latach milczenia, chce złożyć skargę do trybunału sądzącego zbrodnie reżimu Czerwonych Khmerów, których padła ofiarą. W latach 1975-1979 w wyniku kampanii na rzecz zwiększenia przyrostu naturalnego młode dziewczyny były zmuszane do poślubienia żołnierzy Czerwonych Khmerów. Wśród nich była również 16-letnia Sochan Pen. Gwałconej i bitej przez starszego męża kobiecie udało się uciec, ale do dziś nie może uporać się z traumatycznymi przeżyciami. Próba napisania skargi i opowiedzenia o tamtych wydarzeniach przed kamerą staje się dla bohaterki oczyszczającą terapią. Droga, którą przebywa, jest poruszająca. Duża w tym zasługa wrażliwości, z jaką pokazali ją twórcy – bez przekraczania granic intymności.

 

Wśród filmów wyróżnionych przez międzynarodowe jury oraz publiczność znalazł się dokument, nagrodzonego Oscarem za poprzedni krótkometrażowy film „Muzyka Prudence”, Rogera Rossa Williamsa – „Bóg kocha Ugandę”. Reżyser porusza bardzo ważny, wywołujący  liczne dyskusje dotyczące praw człowieka temat. W ugandyjskim parlamencie zgłoszono projekt ustawy wprowadzającej kary za homoseksualizm, z karą śmierci włącznie. Stało się to za sprawą ewangelickich fundamentalistów z USA, którzy wysyłają do Ugandy swoich misjonarzy. Amerykanie, stosując techniki perswazji i agresywnej retoryki, przekonują głęboko wierzących mieszkańców Ugandy, że homoseksualizm to zło, które trzeba wyeliminować. Ich kampania doczekała się już tragicznych konsekwencji. Mimo że reżyser pozwala wypowiedzieć się obydwu stronom, nie udaje mu się uniknąć tendencyjności. Pokazuje tragiczne skutki działań misjonarzy, ale niewiele czasu poświęca zasadom ich wiary, zgodnie z którymi homoseksualizm to grzech. Mimo wszystko film jest ważnym głosem w obecnie wciąż toczących się dyskusjach i sporach na temat orientacji seksualnej i wolności.

 God_Loves_Uganda_insert

 

„Bóg kocha Ugandę” znalazł się na liście 15 pełnometrażowych filmów dokumentalnych, które mają szansę na Oscara. Podobny los spotkał również pokazywane podczas Watch Docs, a wcześniej nagrodzone na Warszawskim Festiwalu Filmowym „Brudne wojny” – zapis dziennikarskiego śledztwa prowadzonego przez Jeremy’ego Scahilla. Dziennikarz próbuje odkryć metody działań amerykańskiego rządu w walce z terroryzmem. W końcu wpada na ślad potajemnie działającej jednostki Joint Special Operations Command (JSOC), która prowadzi operacje zbrojne, celowane naloty rakietowe i ostrzał z dronów. Scahill ogłosił najpierw swoje tezy w mediach, ale potraktowano je jak teorie spiskowe. To wpłynęło na decyzję o realizacji filmu dokumentalnego oraz jego wydźwięk. Momentami dokument przypomina opatrzony obrazami odczyt artykułu, co świadczy o wtórności wykorzystanego materiału i sprawia, że film jest przegadany. „Brudne wojny” wywołały burzę w USA, a jeśli odkrycie Scahilla zostanie potwierdzone, przejdzie on do historii jako demaskator jednej z największych międzynarodowych afer. Mimo zapewnień prezydenta Baracka Obamy o jawności działań wojennych na Bliskim Wschodzie, twórcy obnażają brudne praktyki wojenne i nielegalne zabiegi, o których często zapomina się w bezpiecznych, niedotkniętych konfliktami państwach.

 

Tegoroczną edycję zdominowały filmy o kobietach, które odnalazły swój sposób na bunt przeciwko zasadom ograniczającym je społecznie. Choć wciąż jest to raczej partyzantka, a nie zorganizowany sprzeciw, to widać brak zgody na uprzedmiotowienie i życie poza prawem. Każda ucieczka czy napisany wiersz to akt odwagi, który kobiety mogą przepłacić życiem. To również oznaka desperacji oraz poczucia beznadziei i samotności w walce z regułami, na które nie mają wpływu. Za każdą z tych historii kryje się bohaterka, która mimo trudności ma siłę do walki o lepszy los. Nie wykluczone, że coraz bardziej świadome, młode pokolenia kobiet będą w stanie poprawić swoją sytuację. Kino dokumentalne nie rozwiąże problemów poruszanych w filmach pokazywanych podczas 13. Festiwalu Watch Docs. Jednak każdy film, dzięki swojej atrakcyjnej formie, może dotrzeć do odpowiednich instytucji oraz uświadomić wszystkie grupy społeczeństwa o podstawowych prawach i problemach, dotykających ludzi na całym świecie. Festiwal ma więc nie tylko charakter informujący, ale może również aktywizować ludzi do skutecznego działania na rzecz tolerancji i wolności.

 

 

Milena Ryćkowska