Wątła ręka sprawiedliwości

„A przecież Sprawiedliwość wciąż umiera, każdego dnia” pisał portugalski noblista José Saramago. Przekonanie, że za zło powinna spotykać kara, jest głęboko zakodowane w naszej naturze. Miniserial dokumentalny Netflixa, pokazujący kulisy sprawy Jeffrey’a Epsteina, nie daje nam tej satysfakcji. Bo choć sprawiedliwość w końcu wyciąga swą rękę, to jak się okazuje – nie po każdego tak samo, a w dodatku ospale i zbyt późno. 

Jeffrey Epstein jawił się jako tajemnicza postać. Występująca w dokumencie dziennikarka śledcza Vicky Ward, mówi o nim: „Był znany jako taki tajemniczy Gatsby z Nowego Jorku. Był singlem, bardzo bogatym i przystojnym”. Chociaż wiadomo było powszechnie, że Epstein jest milionerem, nikt dokładnie nie wiedział, jak dorobił się pieniędzy. Był właścicielem licznych posiadłości – w Nowym Jorku, w Palm Beach na Florydzie, rancza w Nowym Meksyku oraz prywatnej wyspy Little St. James na Wyspach Dziewiczych. Wiadomo było także, że miał bardzo wpływowych znajomych – na fotografiach widoczny jest m.in. w towarzystwie księcia Andrzeja, Donalda Trumpa, Billa Clintona, czy prawnika Alana Dershowitza. 

Otaczająca go bańka tajemnicy prysła w lipcu 2019 roku, kiedy „sprawa Epsteina” trafiła na światowe czołówki gazet. Amerykański finansista i multimilioner został oskarżony o handel ludźmi w celach wykorzystywania seksualnego. „Chociaż prowadzone postępowanie sięga wielu lat wstecz, to nadal jest niezmiernie ważne dla wielu przypuszczalnych ofiar, teraz młodych kobiet. Zasługują na swój dzień w sądzie” – ogłosił wtedy na konferencji prokurator Południowego Dystryktu NYC Geoffrey Berman.

Śledztwo – jak pokazuje dokument – faktycznie zaczęło się wiele lat przed dniem, gdy Epstein stanął przed nowojorskim sądem. Cokolwiek, co zadziało się w tej sprawie, stało się dzięki zwykłym ludziom, bohaterom lokalnym, a nie z wysokiego państwowego szczebla. Bohaterami nie jest więc stanowy prokurator, czy najlepsi harwardzcy prawnicy, ale Michael Reiter – komendant policji w Palm Beach, detektyw policji Joe Recarey, Brad Edwards – prawnik z lokalnej kancelarii, czy prywatny detektyw Mike Fisten. To oni odkryli piramidę molestowania jaką zbudował na Florydzie Epstein. Wielomiesięczne śledztwo, dokumentacje, kilkadziesiąt ofiar – młodych, nieletnich dziewczyn, nie sprawiły jednak, że sprawa łatwo znalazła się w sądzie. A jeśli już znalazła się, to nieskutecznie. W 2008 roku po rocznym procesie, prokurator Alex Acosta doprowadził do ugody. Epsteinowi groziło 15 lat więzienia, zamiast tego przyznał się do winy i spędził 18 miesięcy w zakładzie karnym w Palm Beach. Wtedy prawnicy poszkodowanych dowiedzieli się, że ,,ugoda nie zostanie zawarta, bo już została zawarta”. Bohaterowie dokumentu przypominają tu postać młodego prawnika z „Zaklinacza Deszczu” Coppoli, który w pojedynkę musiał walczyć z wymiarem sprawiedliwości. Sprawa Epsteina, to również nieustanna historia – „myśleliśmy, że tym razem go mamy, ale…”

Przede wszystkim jednak dokument to świadectwo kobiet, będących ofiarami Jeffreya. Poznajemy je co najmniej dziesięć lat po wydarzeniach, które zmieniły ich życie. Możemy odczuć wyrządzoną im krzywdę – większość miała trudną przeszłość, a ich przyszłość wiąże się z koniecznością życia z traumą. Kiedy opowiadają swoje historie, roztrzęsionym głosem lub ze łzami w oczach, możemy odczuć, że wspomnienia sprzed dekady są dla nich dzisiaj tak samo żywe. „Pamiętasz cokolwiek o mnie? Oczywiście, że nie pamiętasz, bo było setki takich jak ja. Nie pamiętasz mnie, ale ja zapamiętam cię do końca życia” – mówi jedna z pokrzywdzonych kobiet, Michelle Licata. 

Dokument Netflixa nie jest opowieścią o sprawiedliwości. Daje jednak głos osobom, które powinny być usłyszane. „Wreszcie mogą mówić” – zatytułowany jest ostatni odcinek. Jednocześnie serial pokazuje ile zdziałał dla kobiet ruch #Me too, wyśmiewany przez niektórych polityków (m.in. Donalda Trumpa). To właśnie na fali ruchu, oskarżenia w sprawie Epsteina zyskały odpowiednią uwagę. „W grupie jest siła. Kobiety chętniej się ujawniają, gdy czują, że nie są same” – zaznacza jedna z pokrzywdzonych kobiet, Chauntae Davies. „Byłam poruszona siłą kobiet, które poszły tam (do sądu – przyp. red.) i podzieliły się swoim doświadczeniem, wiele z nich po raz pierwszy. Bycie tam było jak katharsis”– mówi pokrzywdzona Annie Farmer, po czym dodaje – „Wzajemne wspieranie się to droga ku uzdrowieniu”.

„Jeffrey Epstein: Obrzydliwie bogaty”, reż. Lisa Bryant, prod. USA 2020, Netflix, 4 odc.

(Obrazek: mat. dystrybucja)

Wpisy

Studentka dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim. Lubię dobrze opowiedziane historie. W kinie czasem się to udaje, a wtedy warto o tym napisać. Jeśli nie, tym bardziej?
(https://www.filmweb.pl/user/Agata_Ikanowicz)