Więcej słów o sami-wiecie-czym

“Parę słów o sami-wiecie-czym” redakcja Nowego Folderu przyjrzała się abstrakcyjnym i humorystycznym następstwom COVID-19. Śmiech to zdrowie, ale teraz czas na trochę powagi, a nawet rozwagi. Porozmawiajmy o studentach, wyposażeniu szpitali w środki ochronne, i o tym, czy naprawdę powinniśmy panikować.

Studenckie wysiedlenie

Odwołanie zajęć dydaktycznych na wszystkich uczelniach wyższych, zamknięcie bibliotek, wdrażanie e-learningu… Życie studentów i pracowników uniwersyteckich wywróciło się ostatnio do góry nogami, ale niektórych z nas uniwersytety postawiły w wyjątkowo trudnej sytuacji. Mowa o mieszkańcach domów studenckich, którzy nie tylko nie mogą przyjmować żadnych gości do końca kwietnia (to akurat popieram całym sercem), ale wręcz są przymusowo wykwaterowani z akademików. Sytuacja nie dotyczy co prawda mieszkańców domów studenckich należących do Uniwersytetu Warszawskiego (przynajmniej na razie), ale już zarządzenie rektora Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie o „niezwłocznym opuszczeniu domów studenckich przez studentów oraz gości” spadło na studentów jak grom z jasnego nieba. Pół biedy, jeśli ktoś nie jest zatrudniony i może wrócić samochodem osobowym do bezpiecznego (?) domu. Ale przecież znaczna część studiujących na co dzień pracuje i nie zawsze ich praca może być wykonywana zdalnie. Muszą więc szybko znaleźć sobie nowe lokum, nawet przez strony typu airbnb – czyżby studenci mogli uratować tę branżę od zapaści spowodowanej brakiem turystów? Wątpię, chyba, że wprowadzą zniżkę studencką.  Wracając – nie wszyscy mogą pozwolić sobie na powrót do domu także ze względów rodzinnych czy logistycznych. Część studentów mieszka za granicą, a podróżowanie publicznymi środkami transportu do domu nie wydaje się wcale mniej ryzykowne niż pozostanie w akademiku. Niechętnie, ale znajduję wytłumaczenie dla tej, niewygodnej dla wielu, decyzji. W większych akademikach, gdzie kuchnie i łazienki dzielone są przez setki osób, które mają akurat teraz sporo czasu na imprezowanie w czterech ścianach, nie sposób odizolować od siebie studentów. Łatwiej jest więc uczelni rozproszyć studenckie oddziały i zrzucić z siebie odpowiedzialność za ewentualne masowe zarażenia wśród mieszkańców. Teraz możemy ich spotkać w drodze do domów rozsianych po całej Polsce, nawet tych, którzy nie chcieli narażać starszych członków rodziny… Ale mus to mus.

Aleksandra Kozyra


Rezerwy ochrony

Już dwa tygodnie temu płyny do dezynfekcji rąk i skóry były mało lub w ogóle niedostępne na stronach sklepów medycznych. Nie mam siły słuchać, że ludzie zabrali lekarzom podstawowe środki ochrony. Boimy się wszyscy i mamy do tego prawo. Naturalne jest, że szukamy ochrony. Instynkt przetrwania. Niestety trafiło się sporo bardziej spanikowanych klientów zamawiających dziesiątki maseczek i płynów, które na ich indywidualne potrzeby są ponad stan. Nie powinno jednak dojść do sytuacji, w której to lekarze zamiast z hurtowni, zamawiają w desperacji „to, co zostało” na Allegro. Teraz nie mogą nawet bezpośrednio zwracać się do oficjalnej instytucji gromadzącej rezerwy strategiczne tj. Agencji Rezerw Materiałowych. Na podstawie decyzji z 12.03 o wprowadzeniu stanu zagrożenia epidemicznego, wydanie towarów z rezerw następuje na podstawie decyzji Ministra Aktywów Państwowych lub dyspozycji Ministra Zdrowia. Szpitale są więc uzależnione od sprawności przyjmowania wniosków przez MZ. W Warszawie rękawiczek, fartuchów i masek może zabraknąć za dwa tygodnie. W Krakowie za niecały tydzień. Prezydent Poznania mówił przedwczoraj o zaledwie paru dniach. Wielu lekarzy zapowiedziało, że gdy środków ochrony własnej zabraknie, przestaną pracować. W Szpitalu Uniwersyteckim UJ 100 pielęgniarek po zamknięciu szkół wzięło opiekę nad dziećmi, władze proszą o pomoc rezydentów i studentów medycyny. Machina koronowirusa jest więc jak wielki organizm, w którym każda decyzja wpływa na działanie reszty. Choć boję się najbardziej właśnie o działanie służby zdrowia, wierzę, że odgórne, konkretne i skoordynowane działania są w stanie leczyć wspomniany organizm równie szybko. Rano 13.03 odbyło się posiedzenie Komisji Europejskiej, podczas którego ogłoszono m.in., że trwają działania nad ujednoliceniem produkcji i dystrybucji niezbędnych dóbr medycznych. Na razie są one przekazywane krajom najbardziej ich potrzebującym (jakże pocieszający jest tu przykład pierwszych chorych Chin, które teraz wysłały wsparcie Włochom). Przekształceniu ulegają przepisy eksportowe, upraszcza się standardy produkcji. Chodzi o to, żeby nie działać jednostronnie, a solidarnie. I choć te słowa mogą wybrzmiewać jak puste obietnice polityków, myślę, że są właściwe także w naszym codziennym życiu. Solidarnie, jeśli to możliwe, zostańmy w domach, a płyn do dezynfekcji zróbmy sobie ze spirytusu i wody.

Julia Niemiec


Pamiętajcie, aby dokładnie myć ręce i nie dotykać twarzy. Źródło: pixabay.com

Mamy spore szanse

Czy powinniśmy więc panikować? Szacowane dane statystyczne na temat śmiertelności wirusa SARS-CoV-2 (potocznie zwanego od nazwy całej grupy wirusów koronawirusem), powodującego chorobę COVID-19, na dzień 13.03 informują nas o chorobie z około 3,7% odsetkiem śmiertelności. Mówię tu o danych szacowanych, nie dlatego, że „media kłamią” i na pewno śmierci jest więcej, tylko pod uwagę brane są jedynie potwierdzone przypadki zakażeń, których może być znacznie więcej. Według strony World Health Organization, część ludzi może zostać zarażona i nie ujawniać żadnych objawów. Trzeba uświadomić sobie w tym momencie jedną ważną rzecz, którą ponownie poprę informacjami ze strony WHO: ZARAŻENIE koronawirusem nie oznacza śmierci, ponieważ około 80% osób zarażonych (brane są tu pod uwagę dane z różnych grup wiekowych) wychodzi z choroby bez specjalistycznej pomocy. Poza tym, współczynnik wyzdrowień na dzień 13 marca wynosi ponad 50%, więc właściwie powinniśmy być dobrej myśli. Tylko dlaczego nie jesteśmy? Dla ludzi młodych, mówię tu też o sobie, sytuacja może wydawać się apokalipsą, ponieważ w większości nigdy wcześniej nie doświadczyliśmy podobnej sytuacji, jak zamknięcie wszystkich uniwersytetów i szkół, odwołanie imprez masowych i zalecenia o pozostaniu w domu. Ponadto po facebookowych konwersacjach (na których spędzamy teraz wyjątkowo dużo czasu) krążą nie tylko tragiczne nagrania wiadomości głosowych z Włoch, ale również niepotwierdzone informacje przekazane przez „kolegę kolegi taty, kierownika sklepu”, które chcą nas ostrzec żebyśmy zrobili zapasy w sklepie na pół roku, bo zaraz sklepy zamkną, lub natychmiast wyjeżdżali z Warszawy, bo od poniedziałku już nie będzie można. Nie chcę podważać rzetelności tych informacji, bo nie wiem, jak będzie, ale aktualnie rząd zdementował wszystkie plotki informując, że nie ma w planach podobnych akcji. Jeśli będą, zostaną w bardziej lub mniej komfortowy dla nas sposób zorganizowane i uważam, że biorąc pod uwagę to, jak polskie władze zaskakująco szybko i profilaktycznie reagują (w porównaniu na przykład z Anglią, gdzie przy 10 potwierdzonych przypadkach śmiertelnych i około 700 zarażonych, galerie handlowe, szkoły i uniwersytety są nadal otwarte), podjęte zostaną  właściwe i słuszne działania. Nie trzeba biec na gigantyczne zakupy i tworzyć niepożądanych w tej chwili zgromadzeń w supermarketach. Co chce przez to wszystko powiedzieć? Na pewno nie to, że koronawirusa można bagatelizować. Trzeba dbać o higienę, słuchać zaleceń, stosować się do tego co mówią nam komunikaty na oficjalnych stronach i przede wszystkim, na jakiś czas, ograniczyć wychodzenie z domu do minimum, nawet profilaktycznie. Nie możemy jednak wpadać w panikę, ponieważ smutno stwierdzając, mamy to szczęście w nieszczęściu, że możemy uczyć się na błędach innych krajów i zapobiec rozprzestrzenieniu się choroby. 

Marcelina Cywińska


Obrazek wyróżniający: pixabay.com

Wpisy

Człowiek z Cieszyna w Warszawie, studentka dziennikarstwa i bohemistyki. Cierpi na chroniczny czasobrak, ale na przeczytanie kolejnego reportażu i sport zawsze czas znajdzie. Zakochana w Czechach i uzależniona od poznawania nowych ludzi.

Wpisy

Jej życiową ambicją jest zostanie panią na ludzkiej poczcie. Chce przyjmować w zawsze otwartym okienku historie i przesyłać je dalej – w formie dziennikarskiej, filmowej i teatralnej. W przerwie od pracy pije kawę i słucha płyt rodziców.
Wicenaczelna magazynu "Nowy Folder" dogląda działu "Folder z Dokumentami", które, ma nadzieję, zechcecie oglądać.

Wpisy

Studentka polonistyki na UW, miłośniczka literatury pięknej i ogromna entuzjastka kultury. Jej feministycznym marzeniem jest wychowywanie młodych dziewczyn na pewne siebie kobiety poprzez pisanie.
Sekretarz magazynu „Nowy Folder”. Zajmuje się nowym działem „Newsletter kulturalny”.