Wielki Paradoks

 

Mając w pamięci finalistów Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego w ostatnich latach, nazwanie nominacji dla „Obcego we własnym kraju” Arlie Russell Hochschild niespodzianką, byłoby niedopowiedzeniem. I nie mam tu na myśli wartości poznawczych i stopnia otwierania nowych okien na świat dla polskich czytelników, które są bez wątpienia niepodważalne. Mamy jednak do czynienia z reportażem środowiskowym wręcz po wojskowemu zakamuflowanym w gąszczu naukowego języka socjologów.

 

 

 

Do wcześniejszej twórczości skupiającej się między innymi na problemach kobiet w nowoczesnej gospodarce („Global Woman: Nannies, Maids, and Sex Workers in the New Economy”, „The Outsourced Self: Intimate Life in Market Times”) oraz prac na temat podziału obowiązków w nowoczesnych pracujących rodzinach („The Second Shift: Working Families and The Revolution at Home”, „The Time Bind: When Work Becames Home and Home Becomes Work”), Arlie Russell Hochschild, liberalna socjolożka, postanowiła zająć się zrozumieniem „drugiej strony” politycznej barykady. Do zbadania prawicowych członków Partii Herbacianej wybrała wykorzystaną również w powyższych książkach metodę wywiadów indywidualnych i bliskiej obserwacji badanych. Reportaż środowiskowy jest więc niejako skutkiem ubocznym przeprowadzonego badania. Chciałoby się jednak, żeby skutki uboczne zawsze były tak ciekawe i wartościowe.

Niewątpliwym plusem „Obcego we własnym kraju” jest otwartość autorki i indywidualne, ciepłe podejście do każdego kolejnego bohatera książki. Hochschild nie stara się zrozumieć jedynie wyborów politycznych swoich rozmówców. Skupia się raczej na ich emocjach, szuka dróg, którymi doszli do miejsca, w którym zastała ich w trakcie rozmów. Poprzez ograniczenie tematu badania przede wszystkim do tematyki ekologicznej, autorka próbuje zrozumieć fenomen socjologiczny, nazwany Wielkim Paradoksem. Dlaczego ludzie, którzy mogliby najwięcej skorzystać z federalnych dotacji są im najbardziej przeciwni? Dlaczego mieszkańcy terenów dotkniętych katastrofami ekologicznymi nie chcą interwencji rządu i odrzucają wszelkie idee ekologów, żyjąc na terenach przez dekady zanieczyszczanych przez wielkie korporacje?

Co ważne, Hochshild nie stara się stawiać swoich przekonań ponad zachowania prawicowych rozmówców. Jak przekonujemy się wraz z kolejnymi stronami książki, pozwoliło jej to na zdobycie zaufania mieszkańców Luizjany, pomimo początkowych obaw – jak członkowie Partii Herbacianej przyjmą akademika z liberalnego uniwersytetu w Berkeley? Zamiast wrogości autorka znajduje jednak humor i otwartość.

Żeby być całkowicie szczerym w ocenie „Obcego we własnym kraju” muszę jednak nadmienić, że czytanie tej książki momentami po prostu męczy. Czytając pierwszy rozdział czułem się jak student socjologii i zastanawiałem się, czy przypadkiem nie powinienem zacząć robić notatek na zajęcia. Po przebrnięciu przez pierwsze sto kilka stron dostajemy jednak naprawdę ciekawe, żywe opowieści o ludziach i ich wędrówkach – czasem geograficznych, czasem mentalnych i emocjonalnych. Książka Hohschild nie jest więc reportażem czystej wody i książką dla każdego. Jednak dla czytelników zainteresowanych tematyką różnic w postrzeganiu świata przez dwie strony politycznej barykady, socjologiczne podejście autorki będzie bez wątpienia wartością dodaną.

 

 

„Obcy we własnym kraju. Gniew i żal amerykańskiej prawicy”
Autorka: Arlie Russell Hochschild
Wydawnictwo Krytyki Politycznej
Rok: 2017