Centrum Kapuścińskiego

[spider_facebook id=”2″]

 

Wśród zgromadzonych na spotkaniu z Wiesławem Łuką w warszawskim Domu Literatury dało się słyszeć słowa: „to książka wybitna”, „jedna z najlepszych o Polsce”. Autor chwalonego „Nie oświadczam się” mówił o pracy nad reportażem oraz przypomniał tragiczną historię ludzi, którą udokumentował blisko czterdzieści lat temu. Odpowiedział także na pytania dotyczące ostatniego rozdziału książki.

 

IMG_8408– Reportażystą jest się całe życie i cały czas trzeba być czujnym – mówi Wiesław Łuka
(fot. Bartosz Wróblewski)

 

Reportaż „Nie oświadczam się” opowiada o zbrodni, którą dokonano na trzech osobach w Boże Narodzenie 1976 roku. Relacje z procesu morderców początkowo ukazywały się w tygodniku „Prawo i życie”. W 1981 wydano je w formie książkowej. W ubiegłym roku wydawnictwo „Dowody na Istnienie” zdecydowało się na wznowienie reportażu. Nowe wydanie książki zostało wzbogacone o dodatkowy, końcowy rozdział, napisany ponad trzydzieści lat po tragicznych wydarzeniach. Wiesław Łuka wrócił do wsi, w której dokonano morderstw, aby porozmawiać ze świadkami tragedii i jednym ze sprawców zabójstwa. O tym powrocie opowiada w rozmowie z Szymonem Rzyśkiewiczem.

 

Z jakim nastawieniem pojechał pan do Połańca trzydzieści pięć lat po wydaniu książki „Nie oświadczam się”?

Nie wiedziałem, czego mogę się spodziewać. Byłem ciekaw, jak aktualnie wygląda historyczny Połaniec i Zrębin, który przed laty zapracował sobie na złą sławę. Okazało się, że obie miejscowości nie przypominają już świata, który pamiętam z lat 70. Połaniec wypiękniał, wzbogacił się o nowoczesną architekturą gminnych urzędów i prywatnych willi. Jest zaskakująco czysty; bez bazgrołów wykonywanych na ścianach przez młodocianą hołotę, co powszechnie szpeci centra naszych miast, w tym także stolicę. Również wieś Zrębin zmieniła się nie do poznania. Natomiast mentalność ludzi, z którymi rozmawiałem, nie zmieniła się tak radykalnie.

 

Nie oświadczam się„Porównanie „Nie oświadczam się” Wiesława Łuki do książki Trumana Capotego „Z zimną krwią” nie jest przypadkowe” – napisał w recenzji Paweł Dembowski

 

W jaki sposób spotkani mieszkańcy postrzegają tamtą zbrodnię z nocy wigilijnej 1976 roku?

Jacek Tarnowski, burmistrz miasteczka z imponującą elektrownią i nowym mostem przez Wisłę, jest dobrym gospodarzem, mądrze wykorzystuje m. in. unijne dotacje. On patrzy w przyszłość, unika ponurych wspomnień o zbrodni, o której przed laty mówiło się w szkole; miał wówczas zaledwie jedenaście lat. Słuchał tamtych opowieści jak bajki o żelaznym wilku. Dziś odczuwa to jako powód do wielkiego wstydu, więc woli mówić o kolorowych perspektywach gminy. Spotkałem także Władysława Kurpińskiego, współsprawcę zbrodni. Po trzydziestu pięciu latach od naszego ostatniego spotkania nazwał mnie w dniu Zielonych Świątek „szatanem i hieną”. Jego mentalność chyba niewiele się zmieniła, choć trzeba mu oddać sprawiedliwość – widać w nowych zabudowaniach jego i jego dorosłych dzieci dobrą, gospodarską rękę. Wówczas sąd pierwszej instancji wymierzył mu karę śmierci (w tamtych czasach ona jeszcze funkcjonowała), natomiast w procesie rewizyjnym została mu złagodzona do osiemnastu lat. Sąd Najwyższy wziął wówczas pod uwagę młody wiek Władysława.

 

On dziś w dalszym ciągu uważa się za niewinnego i niesprawiedliwie wtedy skazanego.

Nie mogę twierdzić, że żaden z mieszkańców wsi nie zmienił swojego postrzegania tamtego wydarzenia, bo przeprowadziłem kilka zaledwie krótkich rozmów. Nie rozmawiałem natomiast z innymi ludźmi, którzy byli świadkami zbrodni. Trudno powiedzieć, co myślą o niej dzieci czy wnuki nieżyjących już świadków. Zauważyłem jednak, że Zrębin zmienił się nie do poznania pod względem zabudowy, wyglądu gospodarskich obejść i marek samochodów przejeżdżających elegancko wyasfaltowaną ulicą główną; to całkiem inna Polska. Syn Bronisława Karasia, współsprawcy zbrodni (ten, co przed laty groził, że pomści ojca) pucował właśnie błyszczącego od niklu w słońcu japońskiego jednośladowca i nie zwracał uwagi na moją rozmowę ze szlochającą jego matką, która krzyczała jak przed laty: „niewinne nasze chłopy zginęły”; szybko zatrzasnęła mi przed nosem drzwi ganku.

 

Spotkanie z Wiesławem Łuką_04„Nie oświadczam się” to pierwsza książka wydana przez Dowody na Istnienie w serii Faktyczny Dom Kultury. Na zdjęciu Mariusz Szczygieł i Wiesław Łuka podczas spotkania promującego wznowienie reportażu (fot. Aleksandra Kopeć)

 

Czy po ponad trzech dekadach od premiery „Nie oświadczam się” zmienił się pana stosunek do tej książki?

Zmienił się. Dziś ją cenię bardziej, m. in. dlatego że docenili ją liczni recenzenci. Przez tygodnik „Newsweek” została uznana za wybitną. „Gazeta Wyborcza” uznała ją za najlepszą książkę o Polsce wydaną w 2014 roku. Cenię też sobie bardzo fakt, że dzięki Mariuszowi Szczygłowi i kilkuosobowej radzie programowej jej fragment znalazł się w wybitnej, historycznej antologii polskiego reportażu ubiegłego wieku pt. „100/XX”. Moja książka to reportaż o zbrodniarzach i ludziach, którzy współuczestniczyli w zbrodni, którzy jej świadkowali lub „tylko” byli sąsiadami zbójców i świadków – przeżyli wiele, ale nie do końca wiem, czy te przeżycia ich czegoś nauczyły. Oczywiście nie chciałbym uogólniać dramatycznej oceny, bo nie miałem możliwości porozmawiania z wieloma mieszkańcami Zrębina.

 

Czy ma pan w planach pisanie kolejnych książek reporterskich?

Reportażystą jest się całe życie i cały czas trzeba być czujnym. Krytycy mówią, że mam niezły słuch reporterski, więc nasłuchuję, pilnie podglądam i obwąchuję rzeczywistość. A nuż, widelec…

 

Czytaj także:
recenzję wznowionego przez Dowody na Istnienie reportażu „Nie oświadczam się”,
relację ze spotkania z Wiesławem Łuką promującego książkę,
wywiad z Wiesławem Łuką o powstawaniu „Nie oświadczam się” i reporterskim warsztacie.

Please Enter Your Facebook App ID. Required for FB Comments. Click here for FB Comments Settings page

Zobacz też:
Paweł Cywiński: Biedak ubrany w ideały

Paweł Cywiński: Biedak ubrany w ideały

„Duży Format zmonopolizował reportaż” – rozmowa z Pawłem Cywińskim
Chemik schodzi na złą drogę

Chemik schodzi na złą drogę

O Kacprze Choromańskim, który zawodowo analizuje krwawe ślady, pisze Anna...
Chłopiec z Placu Broni

Chłopiec z Placu Broni

Prezentujemy pierwszy fragment naszej książki "Bratanki. 11 niezwykłych portretów"

2 comments

  1. A says:

    Cze 7, 2017

    Odpowiedz

    B. ciekawa rozmowa

  2. B says:

    Lis 14, 2017

    Odpowiedz

    mam, czytałem, polecam 🙂

Name required

Website