Miłość po polsku

 

„Ania ma być. (…) Jak ona, mój mężu, osiem lat cię finansowała, to ja ją mogę raz sfinansować. Niech no ja ją wreszcie poznam. Ale będzie heca! To będzie superczterdziestopięciolecie!” – w tych słowach wypowiadanych przez panią Basię, główną bohaterkę, zawiera się cały czar filmu Zofii Kowalewskiej „Więzi”.

 

plakat

 

Ten krótkometrażowy film dokumentalny z 2016 roku jest opowieścią o małżeństwie z czterdziestopięcioletnim stażem. To próba „sportretowania” ich relacji, która wcale nie wygląda jak jedna z historii oglądanych przez nas w kinie. Trudno o państwu Torhanach powiedzieć – „żyli długo i szczęśliwie”. Nie oznacza to jednak, że nie jest to historia z happy endem.

 

Prawdziwy. Taki przede wszystkim jest ten film. Pokazuje nam rzeczywistość polskich staruszków: niewielkie mieszkanie, prozaiczne czynności wykonywane codziennie o tej samej porze, typowe sprzeczki, jakie wywiązują się pomiędzy ludźmi, którzy tyle lat żyją już ze sobą, czasem również swego rodzaju dziwactwa, które przychodzą do nas w jesieni życia. Wspólny niedzielny obiad, domowej roboty ciasto na stole, ale też wzajemne przycinki i rozliczanie kosztów utrzymania – kto z nas nie zna tego z własnego rodzinnego doświadczenia? „Więzi” zaczarowują swoim urokiem, szczerością i polskością.

 

Ciepły i zabawny. Te słowa jako kolejne przychodzą na myśl, kiedy myśli się o „Więziach”. Towarzyszymy państwu Torhanom przez 18 minut z ich czterdziestopięcioletniego wspólnego życia i to wystarczy, żeby się w nich zakochać. Bynajmniej nie dlatego, że w ich domu jest tak słodko i przymilnie. Raczej dlatego, że niczego przed sobą (a tym samym przed nami) nie ukrywają. Ironiczne, zabarwione goryczą przycinki Basi w stronę swojego męża w stylu „Jakby nie te nogi, to nadal byś wierzgał po tym Krakowie” wywołują wybuchy śmiechu, a sceny, w których Basia poprawia Zdzisławowi muchę przed uroczystym, rocznicowym obiadem – delikatny uśmiech pełen rozczulenia.

 

Mądry. Bez wątpienia. Bo historia państwa Torhanów jest tak naprawdę pretekstem, żeby opowiedzieć o tym, jak trudne, bolesne i zaskakujące – niekoniecznie w pozytywnym znaczeniu – jest wspólne życie. I o tym, że czasem wystarczy jedno małe słowo, żeby wszystko zmienić.

 

Zofia Kowalewska, reżyserka filmu, studentka PWSFTviT w Łodzi, ma dopiero 21 lat, a bohaterowie „Więzi” to jej dziadkowie. Czy to niezwykły talent, czy osobisty stosunek do bohaterów sprawił, że obraz ten jest jednym z bardziej wartościowych filmów, jakie można było ostatnio zobaczyć? „Więzi” znajdują się na shortliście filmów, z których zostaną wskazane nominacje do Oscarów 2017 i ciągle zdobywają kolejne nagrody. Mamy więc na polskim rynku filmowym młodą, świetnie zapowiadającą się reżyserkę i film, który każdy z nas powinien jak najszybciej obejrzeć.

 

 

„Więzi”
Reżyseria: Zofia Kowalewska
Produkcja: Polska 2016

 

 

Czytaj relację ze spotkania z reżyserką

Wpisy

Gdyby nie zajmowała się dziennikarstwem, prawdopodobnie tłumaczyłaby polskie reportaże na język francuski. Ponieważ jednak jeszcze bardziej niż tajemnice języka Alberta Camusa i kultury jego kraju fascynują ją ludzie i ich problemy, stara się opowiadać o nich w swoich tekstach. Ma nadzieję, że kiedyś uda jej się komuś w ten sposób pomóc. Na co dzień pracuje w redakcji jednego z internetowych portali informacyjnych. Oszczędza na podróże - na początek do Ameryki Południowej. Laureatka nagrody Nadzieja Mediów 2017.