Janusz Mrozowski: Więzienie to stan

[spider_facebook id=”2″]

Z Januszem Mrozowskim, współtwórcą akcji „Więzienie to sanatorium? Przekonaj się sam”, reżyserem filmów „Bad Boys. Cela 425”, „Bad Girls. Cela 77” oraz „Bad Boy – cela dla niebezpiecznych”, rozmawia Klaudia Kryńska:

 

Mrozowski2

Trzy filmy więzienne – dlaczego kręci cię ten temat?

Odpowiem na przykładzie jednego z moich pierwszych filmów, bo w nim zawarta jest istota mojego myślenia filmowego i moja historia w ogóle. Główny bohater ma uwiązaną do nogi trumnę. Próbuje rozciąć łańcuch, którym jest przywiązana, jednak nie udaje mu się to. Wznosi krzyk rozpaczy ku niebu, które odpowiada mu jedynie piorunem. W następnych scenach próbuje pozbyć się trumny za pomocą siekiery oraz umieszczając ją na torach przed jadącym pociągiem. Kiedy nic już nie pomaga, złorzeczy niebu, a to w odpowiedzi przecina łańcuch. Bohater, nareszcie wolny, biegnie jak najdalej, zostawia ciężar za sobą. W ostatniej scenie jednak wraca i zabiera tę trumnę. I to jest właśnie moja historia.

 

Historia więzienna?

Wolę Polskę więzienną niż tę na wolności. Stosunki między osadzonymi a służbą więzienną są normalne, czasem wręcz serdeczne, podczas gdy na zewnątrz ludzie się pienią i pełno jest nienawiści.

 

Stąd pomysł na akcję „Więzienie to sanatorium? Przekonaj się sam”?

Nie sądziłem, że wrócę do Polski. Jeszcze w latach 50., gdy pracowałem jako dziennikarz, trzeba było oddawać do cenzury nawet prognozę pogody, bo wizyta delegacji z ZSRR mogła się zbiec w czasie z nadchodzącymi ze wschodu chmurami… Projekt „Więzienie to sanatorium? Przekonaj się sam” miałem zrealizować we Francji, ale gdy nadeszły rządy prawicowe, nagle pojawiły się przeszkody. Na szczęście dostałem wcześniej od francuskiej administracji kamerę i właśnie nią postanowiłem nakręcić swoje filmy w Polsce. Z rozpoczęciem akcji czekałem jednak do momentu, gdy cała trylogia będzie gotowa. A że w realizacji tych filmów bardzo pomogła mi polska służba więzienna, dlatego oddaję cesarzowi, co cesarskie, i podkreślam na każdym kroku wagę misji, którą pełnią pracujący w niej ludzie.

 

Wyemigrowałeś z powodu cenzury?

Zawsze byłem przekonany, że istnieją ludzie, którzy urodzili się nie w swoich krajach. W Polsce czułem się uwięziony. W wieku 15 lat zdałem sobie sprawę, że żyję w państwie totalitarnym i zapragnąłem wyjechać. Mówię o tym publicznie dopiero od momentu, gdy zmarli moi rodzice, ponieważ sprawiłbym im przykrość tymi słowami. To byli prości ludzie – ojciec był robotnikiem, mama nie pracowała, a oprócz mnie było dwóch braci. Mój wyjazd bardzo ich rozczarował. Mama pisała mi w listach: synku wracaj, wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Tylko że ja wszędzie czuję się jak w domu, wszędzie szybko zapuszczam korzenie. Jestem Afrykańczykiem w Afryce, gdzie zadebiutowałem jako filmowiec, Żydem w Izraelu i więźniem w więzieniu. Moje pierwsze wspomnienie z dzieciństwa to dzieci, które mówią, kim chciałyby być w przyszłości. Ktoś chciał być szoferem, ktoś księdzem, ktoś inny reżyserem, a ja chciałem być cudzoziemcem. Bertold Brecht powiedział kiedyś: uważajcie na swoje dziecinne marzenia, bo one często się spełniają. I tak się stało. Całe moje życie to podążanie drogą tego małego chłopca, który chciał być cudzoziemcem.

 

Mrozowski3

 

Dlatego na bohatera filmu „Bad Boy – cela dla niebezpiecznych” wybrałeś Damiana, który mentalnie wciąż jest małym chłopcem?

Zwiedzałem to więzienie rok wcześniej i wyszedłem na nogach z waty. Pełna izolacja, korytarz z metalowymi drzwiami, kontrola 24 godziny na dobę – to wywarło na mnie wielkie wrażenie i zrezygnowałem wtedy z kręcenia filmu, ponieważ stwierdziłem, że nie wytrzymam tego psychicznie. Po roku pierwsze wrażenie odeszło w niepamięć i postanowiłem to wszystko pokazać. Administracja wyznaczyła ludzi, którzy mogli uczestniczyć w moim projekcie, i przeprowadziliśmy casting. Z każdym ze wskazanych spotkałem się indywidualnie. Przychodzili do mnie skuci, a ja byłem tak przytłoczony psychicznie, że w ogóle nie słyszałem, co mówią. Później miałem z każdym z nich spędzić po dwa dni. Zacząłem od celi numer dwa, w której był osadzony Damian. Już pierwszego dnia zdałem sobie sprawę, że to odpowiedni człowiek w odpowiednim momencie. Drugiego dnia utwierdziłem się w tym przekonaniu. Nikogo nie zabił, a znał to więzienie, ponieważ spędził w nim już dwa i pół roku. Co prawda, celował do kasjerki z broni. Była w niej ostra amunicja, którą nawet przestrzelił sobie stopę…

 

Dlaczego twoim zdaniem Damian zgodził się wystąpić w filmie?

Bo obudził się w nim instynkt przetrwania. Wiedział, że ten film mu pomoże. Zaczął się uczyć, chce zdać maturę. Inteligencja podpowiadała mu, że skorzysta z mojego przyjaznego ucha i oka kamery. W trakcie realizacji filmu Damian się zmienia. Na początku rzuca kurwami, a potem, gdy mówi o swoich marzeniach czy rodzinie, używa innego języka. Następuje autorefleksja, mój bohater zmienia się nie tylko psychicznie, lecz także postanawia zacząć ćwiczyć fizycznie. Możliwe, że gdyby nie ten film, zostałby w celi dla niebezpiecznych dłużej.

 

Mimo tej autorefleksji Damian nie próbuje się cenzurować – w scenie spaceru rozważa, czy po wyjściu z więzienia zacząć legalne życie rodzinne, czy wrócić na drogę przestępczą. Widzimy szczerego, pełnego rozterek, ale wciąż niezdecydowanego – a w związku z tym też niezresocjalizowanego – chłopaka.

Bardzo mnie to w nim wzruszyło. Właśnie dlatego mu zaufałem i wierzę, że z tego wyjdzie. Gdyby deklarował, że już nigdy nie popełni przestępstwa, to miałbym wątpliwości. Tak samo było z Bogusiem z „Bad Boys. Cela 425”: przyznał, że chciał zabić. Z chwilą, gdy to zwerbalizował – wyzwolił się. I nie wrócił do tego, co robił.

 

Wybierałeś bohaterów zgodnie z jakimś kluczem?

To bardziej bohaterowie wybierali mnie niż ja ich. W więzieniu w Wołowie wybrałem celę, ale to więźniowie mnie zaakceptowali. W Lublińcu więźniarki mnie wybrały. Nie było celi, w której wszystkie pięć kobiet zgodziłoby się na filmowanie. I kiedy już opuszczałem oddział, nagle usłyszałem za plecami – Janusz! Odwracam głowę i widzę Bożenkę, tę najstarszą z celi, ona mówi – Co, kurwa, nie poznajesz mnie? – Nie, kurwa, nie poznaję cię. Tak się akurat złożyło, że w jej celi kilka lat wcześniej kręciłem film. Zapamiętała mnie. – Co tu robisz? Chodź na herbatkę – zaprosiła mnie do swojej celi. Więzienna wychowawczyni się zgodziła. Wchodzę do celi, a tam wita mnie taka ładna blondynka, Justynka – Cześć Janusz, ty mnie nie znasz, ale ja ciebie tak, bo miałam grać w twoim filmie w Opolu, ale zachorowałam i znalazłam się w szpitalu. Dziewczyny zaproponowały, żebym przyszedł do nich i namówiły resztę z celi. Spędziłem z nimi miesiąc i to jest cud, że oddały się kamerze, tak jak kobieta oddaje się mężczyźnie. W filmie są bardziej kobietami niż więźniarkami.

 

Jak uzyskać naturalność w takich okolicznościach?

One po prostu nic nie grają. Tak jak są dobre w filmie, tak jako aktorki są do niczego. Zdarzało się, że coś zaczynały beze mnie, mówiłem: stop, jeszcze raz! I te powtórki były w większości przypadków do niczego. Wolałem złe naturalne ujęcia, niż poprawione odegrane.

 

„Bad Boy – cela dla niebezpiecznych” to film trudniejszy niż pozostałe części trylogii, bo tylko z jednym bohaterem. Zbudowanie napięcia w tym przypadku jest o wiele bardziej skomplikowane.

Dodatkowo miałem wiele problemów technicznych. Choćby to, że źródło światła (okno) znajdowało się naprzeciwko. Nie umiałem sobie z tym poradzić, a byłem sam. Nie angażowałem ani operatora, ani dźwiękowca, ponieważ nie byłoby tam dla nich miejsca, a poza tym wiedziałem, że przy większej liczbie ludzi nie mógłbym zbudować z Damianem tej szczególnej relacji. Jednak, paradoksalnie, te problemy pozwalały mi zapomnieć, gdzie jestem. Spędzałem z Damianem całe dnie, przychodziłem na apel poranny, a wychodziłem wraz z apelem wieczornym. Byłem z nim zamknięty na niecałym metrze kwadratowym między kratą a drzwiami. On dzielił się ze mną swoimi posiłkami, ja dostałem pozwolenie, żeby kupować mu coś w kantynie. Byłem świadomy jedynie tego, co chcę sfilmować, a nie jak to zrobić. Dzień wcześniej zawsze dyskutowaliśmy o tym, co nakręcimy nazajutrz, jakie tematy będziemy poruszać, a jakich lepiej nie dotykać. Inne aspekty filmu to kwestia przypadku. Najpierw chciałem postawić kamerę w jednym miejscu, żeby podkreślić to, że w więzieniu czas się zatrzymał. Potem jednak zdałem sobie sprawę, że w ten sposób znudzę widza i zacząłem się zastanawiać, co zrobić, żeby film był żywy i dynamiczny. Zacząłem kręcić z różnych punktów. Wszystko było bardzo intuicyjne. Do dziś, gdy oglądam ten film, zastanawiam się, jak to możliwe, że w tych właściwych momentach nie widać kraty. Bardzo dużo zawdzięczam również montażystom.

 

Mrozowski1

 

W swoich filmach oddajesz głos jedynie bohaterom, a rezygnujesz z komentarza i wypowiedzi ich bliskich. Dlaczego?

Ponieważ chcę być jednym albo jedną z nich. Tym skazanym, więźniem albo tą enką, jak w przypadku ostatniego filmu. Żyłem w kraju, który mnie więził, byłem też wiele czasu osadzony w więzieniu. Stąd wzięła się moja fascynacja zamkniętym światem. Gdy wychodziłem z więzienia, zdałem sobie sprawę, że jestem gotowy, by zrobić film na bazie moich doświadczeń. A były to przeżycia tak silne, że porównałbym je do śmierci rodziców czy narodzin dziecka. Zacząłem pracę nad filmem fabularnym z udziałem więźniów i profesjonalnych aktorów. W tym samym czasie moja żona zażądała rozwodu. Raptem film, który miał być komedią, zmienił się w historię faceta mordującego swoją żonę. Przestraszyłem się i postanowiłem, że kończę z więzieniami. Jednak nie lubię kończyć na porażkach, więc poprosiłem dyrektora więzienia w Wołowie, żeby pozwolił mi trochę posiedzieć w celi. Uzyskałem zgodę i po pewnym czasie zacząłem odwiedzać więźnia z celi obok. Poznałem też wszystkich, którzy siedzieli razem z nim. Byłem trochę zawstydzony tym, że wkraczam w ich świat, oni też nie za bardzo wiedzieli o co mi chodzi, ale szybko się przekonali, że nie jestem tam po to, żeby ich podglądać, tylko żeby być jednym z nich. Stałem się przezroczysty, a oni się otworzyli. To przychodzi naturalnie.

 

Podczas konferencji prasowej profesor Modzelewski stwierdził, że najtrudniejszy w więzieniu jest zatrzymany czas, który można porównać do wody w stawie, ty powiedziałeś, że najdotkliwsza jest izolacja.

Wszystko jest ze sobą powiązane i nie można tego oddzielić. Tak naprawdę najtrudniejszy w więzieniu jest brak wolności. Więzienie to nie są drzwi zamknięte na klucz, to nie są kraty. To stan. Chciałbym, żeby ludzie to zrozumieli i żebyśmy zmienili ten stereotyp, że więzienie to sanatorium, bo więźniowie mają posiłki oraz telewizor. Zawsze dodaję z uśmiechem, że ten telewizor to tylko dodatkowa kara – wystarczy spojrzeć na programy. Na nas też spoczywa odpowiedzialność. Ci ludzie kiedyś wyjdą na wolność, a my musimy nauczyć się ich przyjmować, bo inaczej będzie recydywa.

 

Twój adres email nie zostanie opublikowany.