Wirus, który nie zna granic


Napisanie, że koronawirus jest od kilku tygodni głównym temat w każdym państwie na świecie, nie będzie niczym odkrywczym. Wszyscy żyjemy obecnie w świecie opanowanym przez epidemię wirusa i musimy liczyć się z wieloma obostrzeniami oraz zakazami. Czy w innych krajach sytuacja wygląda podobnie? Jak reagują na nią obywatele poszczególnych państw? I wreszcie, jaki świat czeka nas po epidemii? O tym opowiedzieli Wojciechowi Podgórskiemu mieszkańcy Szwecji, Hiszpanii oraz Szwajcarii.


Szwecja


Dlaczego szwedzki rząd tak liberalnie podchodzi do epidemii?


Szwedzki rząd kieruje się rekomendacjami państwowego inspektoratu zdrowia „Folkhalsomyndigeten” i głównego inspektora zdrowia Andersa Tegnella. To właśnie te liberalne rekomendację, kierowane przez inspektora, są głównym tematem każdego dnia i powodem takich rządowych decyzji. Opinie są jednak podzielone. Niektórzy ludzie, w tym lekarze i naukowcy, uważają, że liberalne podejście może skończyć sie wysoką śmiertelnością i tak też zaczyna to wyglądać, ponieważ liczba zgonów stale rośnie.


Czy Szwedzi nie zaakceptowaliby surowych zakazów?


Wydaje mi się, że nie powinno być z tym większego problemu. Społeczeństwo szwedzkie kulturowo jest bardzo ugodowe i w zasadzie niespecjalnie podważa rekomendacje inspektorów czy rządzących polityków.


Jak szwedzkie media komentują decyzje rządu?


Media do tej pory jedynie przekazywały bezkrytycznie decyzje rządu, dopiero od wczoraj (28 kwietnia –red.) zaczęły ostrożnie zadawać krytyczne pytania, ponieważ okazało się, że liczby zakażeń podawane przez ministerstwo zdrowia, nie są rzetelne i prawdziwe. Powodem jest błąd matematyczny w modelu, którego używa inspektorat. Przez to dane są zaniżone.


Co sami Szwedzi mówią o koronawirusie? Boją się czy starają się myśleć pozytywnie i patrzeć w przyszłość?


Szwedzi niechętnie mówią głośno o tym, co myślą, ponieważ to nie leży w ich naturze. Rząd rekomenduje jedynie, żeby unikać spotkań ze starszymi ludźmi, więc młodzi robią, co im się podoba. Niewielu wyraża krytyczne opinie, a jeżeli już coś mówią, to tylko we własnym kręgu rodzinnym lub bliskich znajomych, ale nigdy w pracy. Bać się nie boją, a nawet czasami w ogóle o wirusie nie myślą, gdyż przesiadują, ciasno stłoczeni, w kawiarniach i barach. To, co ich przeraża, to ewentualny kryzys ekonomiczny, ponieważ wielu Szwedów jest niesamowicie zadłużonych w bankach na mieszkania czy domy.


Jak wygląda sytuacja ze starszymi osobami?

 
Totalne systemowe fiasko. Śmiertelność w tej grupie wynosi nawet ok. 90%. Co więcej, wiele starszych osób zostało zarażonych wirusem w domach starości lub własnych mieszkaniach, ponieważ pomagające im osoby nie noszą odzieży ochronnej, tylko poruszają się w zwyczajnych ubraniach.


Czy rzeczywiście szwedzka służba zdrowia jest w tak idealnym stanie, jak słyszymy w mediach i lekarzom niczego nie brakuje?


Absolutnie nie jest w idealnym stanie. Stąd ta liberalna polityka szwedzkiego rządu, ponieważ brakuje sprzętu medycznego, testów na wirusa, respiratorów, ochronnej odzieży i pomocy medycznej dla chorych. Przyjmuje się tylko pacjentów, którzy są praktycznie w stanie krytycznym i to też nie wszystkich. Wielu umiera w domach starców lub własnych mieszkaniach. Szwecja została zupełnie zaskoczona tą pandemią, mimo że słyszeliśmy, co się dzieje w innych krajach. Ale rząd przyjął strategię przeczekania, przerzucania odpowiedzialności na jednostki i przymykania oczu na rzeczywistość, która, jak na razie, wygląda dość czarno.


Julita — Polka mieszkająca w Sztokholmie, w Szwecji od niemalże 30 lat. Ceniona ekspertka ds. BHP. Matka dwójki dzieci, a od dwóch lat także babcia.


Hiszpania


Czy Hiszpania była przygotowana na koronawirusa?


Była zupełnie nieprzygotowana, ponieważ hiszpański rząd nie zrobił NIC w tej sprawie. WHO wydała światowe ostrzeżenie o wirusie 30 stycznia, a do 12 marca nasz rząd nie wprowadził żadnych środków ostrożności czy zakazów. W tamtym momencie zakażone było już ponad 3 tysiące osób, a 84 zmarły z powodu koronawirusa. Ta katastrofa ma zresztą znacznie większe polityczne podłoże.


Jakie?


Obecny hiszpański rząd to koalicja lewicowych partii, które są wspierane przez radykalne feministki.  A te są w Hiszpanii bardzo wpływowe i stanowią silną grupę społeczną. 8 marca, w dzień kobiet, w całym kraju odbyły się liczne demonstracje feministek. Jako że rząd potrzebuje ich poparcia, to nie chciał odwoływać tych manifestacji. Dopiero po ich zakończeniu władza zdecydowała się wprowadzić obostrzenia i nakaz niewychodzenia, w miarę możliwości, z mieszkania. To było zbrodniarskie zachowanie i wiele związków chce z tego powodu pozwać hiszpański rząd do sądu.


Hiszpanie winią rząd za obecną sytuację?


Oczywiście, że ludzie winią rząd. Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że jest to epidemia o globalnej skali, ale liczba osób zakażonych i zmarłych w Hiszpanii jest przerażająca i nie jesteśmy w stanie się z nią pogodzić.  W początkowym okresie epidemii Hiszpania miała najwyższą średnią śmiertelność. Teraz zajmujemy drugie miejsce, tuż za Belgią. Na milion mieszkańców przypada u nas 510 zmarłych osób. Dla porównania, w Portugalii są to zaledwie 93 osoby. To ogromna różnica, szczególnie między państwami, które właściwie wspólnie żyją i są bardzo podobne! Rząd źle się z nami komunikuje, wręcz amatorsko, więc Hiszpanie są zawiedzeni i rozczarowani ludźmi, którzy przecież zarządzają ich życiem.


W jakiej kondycji jest hiszpańska ochrona zdrowia?


Zawsze żyliśmy w przekonaniu, że hiszpańska opieka zdrowotna jest jedną z najlepiej przygotowanych. Ale fakty są inne. 26% zainfekowanych osób w Hiszpanii to pracownicy służby zdrowia. Dla porównania, we Włoszech jest to 9, a w Niemczech 6 procent. Przyczyn jest wiele, ale oczywiście główną są braki w sprzęcie medycznym. Rząd zbyt późno zdecydował się na jego kupno, wtedy już cały świat nagle takiego sprzętu potrzebował. Nasz rząd zwrócił się nawet z prośbą do NATO, aby otrzymać wyposażenie medyczne od innych państw członkowskich. 


Kiedy wprowadzono pierwsze obostrzenia?


Pierwszą decyzją było zamknięcie szkół 12 marca. Dwa dni później wprowadzano już zakaz opuszczania mieszkań bez obowiązkowych potrzeb, najbardziej restrykcyjny w całej Europie. Od domu można się oddalić tylko do 200 metrów, aby zrobić zakupy lub wyprowadzić psa. Wszystkie punkty i lokale są oczywiście zamknięte.


Jak społeczeństwo zareagowało na te zakazy?


Hiszpanie wykazali się zaskakująca samodyscypliną i stosują się do zakazów. Policja zresztą bardzo surowo kara wszelkie próby ich nieprzestrzegania.  Mandaty sięgają od 600 do nawet 10,400 euro.


Czy Hiszpanie myślą już o długofalowych konsekwencjach koronawirusa?


Hiszpanie bardzo boją się o własną gospodarkę. Jesteśmy drugim najchętniej odwiedzanym przez turystów krajem na świecie, a sama turystyka stanowi 15% naszego PKB. W tym roku tę branżę czeka olbrzymi kryzys, co wiąże się z wysokim bezrobociem. Przewiduje się, że wzrośnie nawet do 21%, a wiele osób czeka życie w ubóstwie. Pojawiają się głosy, aby zmienić nasz model ekonomiczny, nie uzależniać się w takim stopniu od turystyki, ale jest to bardzo trudne zadanie.


Jak epidemia może wpłynąć na styl życia Hiszpanów?


Pojawią się różne przypuszczenia, jak epidemia wpłynie na nasz sposób życia i przyzwyczajenia.  Kultura hiszpańska jest typową kulturą śródziemnomorską — lubimy spotykać się w barach i restauracjach, przebywać blisko siebie. Zawsze byliśmy bardzo towarzyscy i społeczni… i nagle to wszystko musi się zmienić z powodu epidemii. Trudno przewidzieć, jaki będzie skutek tych zmian, jak będziemy się wobec siebie zachowywać, kiedy wirus już zniknie. Nasze nawyki i zwyczaje na pewno ulegną sporej zmianie.


Inige — Hiszpan, pracownik w urzędzie ds. uchodźców, a wcześniej przedstawiciel handlowy w międzynarodowej firmie.


Szwajcaria


Dlaczego w Szwajcarii jest tak wiele ofiar koronawirusa, nie mówiąc o liczbie zarażonych? Kraj ten kojarzy się z dobrą organizacją i wydajną służbą zdrowia.


Koronawirus niestety nie przejmuje się pieniędzmi czy dobrą opieką zdrowotną. Atakuje wszystkich ludzi, szczególnie tych, którzy już wcześniej byli osłabieni. Ponadto COVID-19 jest zupełnie nowym i bardzo agresywnym wirusem. Chyba żadna opieka zdrowotna nie była na niego przygotowana. Nauka dopiero odkrywa, skąd tak naprawdę pochodzi, czym jest i jak można z nim walczyć. U wielu osób w Szwajcarii wykryto koronawirusa, choć nie mają żadnych objawów. Jako że Szwajcaria graniczy z Włochami, to wirus bez problemu dostał się do nas przez południową granicę. Tak samo wirus przedostał się później na zachód do Francji czy na wschód do Niemiec. Kiedy Szwajcaria podjęła na początku marca decyzję o zamknięciu granic, było już za późno. Doszły do tego także nasze codzienne zwyczaje — w Szwajcarii normą jest witanie się ze znajomymi trzema całusami w policzek.


Jak na koronawirusa zareagował szwajcarski rząd?


W drugim tygodniu marca szwajcarski rząd specjalnym aktem poszerzył swoje uprawnienia i wprowadził ogólnokrajowe restrykcje. Decyzje o obostrzeniach przestały zależeć od władz konkretnego kantonu, państwo stało się niejako federalne. Wprowadzono ograniczenia w swobodnym poruszaniu się. Zamknięto szkoły, wiele sklepów czy restauracje. Także wszelkiego rodzaju wydarzenia, w tym wszystkie imprezy sportowe, zostały odwołane. Spotykanie się w ponad pięć osób jest zabronione. Odosobnienie od innych ludzi stało się naszą codziennością. Firmy, które wciąż funkcjonują, muszą przestrzegać ścisłych procedur związanych z bezpieczeństwem i higieną, a ludzie w miarę możliwości staraj się pracować zdalnie. Także transport publiczny został zupełnie zawieszony, a wnuczęta miały zakaz spotykania się ze swoimi dziadkami. Właściwie jedynie ludzie żyjący pod jednym dachem, mogą razem przebywać. Wszędzie słyszy się i widzi hasło „zostań w domu”.  A opuszczanie go ostatnio jest bardzo kuszące, z powodu pięknej pogody i wysokiej temperatury.


Jak kantony zareagowały na odebranie im wielu kompetencji?


Władze kantonów chcą, aby zwrócono im ich kompetencje i mogły same decydować o sposobie walki z koronawirusem. Nie każdy kanton znajduje się w takiej samej sytuacji, więc nie każdy wymaga zastosowania takich samych środków. Ale dopóki będziemy mieli w państwie stan wyjątkowy, a rząd nie da jasnego sygnału, że sytuacja jest opanowana, nie ma co liczyć na przywrócenie takich uprawnień. Szwajcarski parlament zaczął niedawno ponownie debatować i na pewno sposób zarządzania państwem będzie kluczowym tematem na najbliższych posiedzeniach. Solą naszego demokratycznego systemu jest powstrzymywanie wszelkich dyktatorskich skłonności i jak najszybszy powrót do liberalnego rządu, nawet jeśli okoliczności są wyjątkowe.


Jak obecnie wygląda życie w Szwajcarii?


Dzięki zmniejszającej się każdego dnia liczbie nowych zakażonych, rząd powoli zaczyna znosić obostrzenia, po 8 tygodniach przymusowego zamknięcia w domach. W tym tygodniu dziadkowie mogli nawet odwiedzić swoje wnuczęta, o ile te są małymi dziećmi. Restrykcje mają być zdejmowane krok po kroku. Na dniach mają zacząć ponownie funkcjonować fryzjerzy, zakłady kosmetyczne, psychoterapeuci i różne salony piękności, choć będą zobowiązane przestrzegać ścisłych reguł, związanych z higieną. 11 maja ma nastąpić otwarcie przedszkoli, choć także na restrykcyjnych warunkach, związanych z higieną. Oczywiście, jak na złość, teraz pogoda znacznie się pogorszyła. To bardzo dobrze dla roślin, które potrzebują deszczu, ale paradoksalnie, kiedy wychodzenie z domu stało się możliwe, to nikt nie ma na to chęci.


Co sami Szwajcarzy mówią o epidemii?


Pojawiło się wiele głosów, że po epidemii powinniśmy zacząć jeszcze bardziej skoncentrować się na ekologii.  Warto przestać ślepo gonić za rozwojem ekonomii, a wiele firm powinno powrócić ze swoją produkcją do kraju, zamiast uciekać za granicę. Epidemia pokazała także, że praca z domu jest jak najbardziej możliwa i najprawdopodobniej wiele osób pozostanie przy takim trybie, nawet po epidemii. Każdego dnia słyszy się o nowych pomysłach i ideach, związanych z ekonomią.


A negatywne konsekwencje?


Nie ma co ukrywać, że szwajcarska gospodarka mocno ucierpiała z powodu koronawirusa. Wiele osób straciło pracę i musi się utrzymywać z zasiłku socjalnego od państwa. Nasz rząd musiał się poważnie zadłużyć, aby podtrzymać sprawne działanie państwa. Wszystko trzeba będzie kiedyś spłacić, a lista potrzeb ciągle rośnie. Prywatnie chciałabym, aby ludzie po epidemii zaczęli przykładać większą wagę do ekologii, zamiast do pieniędzy. Ale sama, szczerze mówiąc, nie wierzę w aż takie zmiany. To by wymagało znacznych oszczędności i ograniczenia konsumpcjonizmu. Szwajcaria jest bardzo liberalnym państwem i na końcu dyktat rosnącej ekonomii zazwyczaj wygrywa. Pozostaje nam czekać i przekonać się, co przyniesie przyszłość.


Jeanette — Mieszkanka Zurychu. Od 20 lat pracuje w banku, wcześniej działała w firmie zajmującej się handlem zagranicznym. Zamężna, matka 20-letniego syna.

Autorem zdjęcia wyróżniającego jest Michał Mitoraj.

Wpisy

Student drugiego roku dziennikarstwa i medioznawstwa na Uniwersytecie Warszawskim. Od niedawna pełnoprawny warszawiak. Fan piłki nożnej i kibic pewnej stołecznej drużyny kojarzonej z literą L w kółeczku. Miłośnik Star Wars oraz prozy Stephena Kinga.