/

Wirus władzy

Nowy Folder - #BananowaNiedziela


Po dłuższej nieobecności Prezes wyszedł z ukrycia i przemówił do narodu z pomocą niezawodnego Krzysztofa Ziemca. Przesłanie? Jest pandemia, nie możemy się gromadzić, ale przecież każda zasada ma wyjątki. W tym przypadku będzie to dziesiąta rocznica katastrofy smoleńskiej i wybory prezydenckie. Czytaj – równo miesiąc przed wyborami Andrzej Duda dostanie ostatni wielki wiec.


Przed wywiadem z Liną Marią Mannhaimer szwedzka reżyserka zapytała Julię Niemiec i mnie o sytuację polityczną w naszym kraju. Jedno z pytań dotyczyło frekwencji wyborczej. Odpowiedź „około 50%” miała zrobić na niej wrażenie – przecież w Polsce to wielki wynik! Zamiast tego zobaczyliśmy na jej twarzy niedowierzanie. Naprawdę tak mało ludzi jest zainteresowanych wzięciem w swoje ręce odpowiedzialności za kraj?!


Na pewno są jakieś paragrafy na spowodowanie zagrożenia życia milionów ludzi. Jeżeli Polacy pójdą na wybory, będziemy mieć do czynienia z tłumami kłębiącymi się w lokalach wyborczych. Jaka jest szansa, że część z nich nie złapała SARS-CoV-2 i nie zostawi go w przy urnach? Przecież do zarażenia nie jest potrzebne kichnięcie komuś prosto do gardła. Rządzący postanowili więc, dla zapewnienia sobie utrzymania swojego człowieka pod żyrandolem, zupełnie olać zdrowie Polaków, o które do tej pory walczyli, i powiedzieć im – nasz elektorat pójdzie, a co z Wami? Zdrowie czy wybory? Co wybierzecie, spacerowicze?


Do tego dochodzi jeszcze to dziwne napomknięcie o obchodach dziesiątej rocznicy katastrofy smoleńskiej (czy zamachu, jak by wolał to ująć ponownie grający w chowanego Antoni). Nie boję się wprost powiedzieć, że nie ma obecnie człowieka, który na koronawirusie korzysta bardziej od prezydenta Dudy. Inni kandydaci mogą sobie live-streamować przemówienia i prowadzić wideospotkania z wyborcami. Mogą pogadać w TVN-ie i udzielać wywiadów portalom internetowym, że są pokrzywdzeni kwarantanną, bo nie mogą zorganizować wiecu ani jeździć na spotkania z wyborcami. Andrzej Duda, tymczasem, wygłasza orędzia, które lecą w każdej telewizji w kraju, a później pozuje z dzielnymi pracownikami służby zdrowia albo fabryki produkującej materiały do walki z zarazą. Dobry gospodarz. Starszym wyborcom muszą wracać wspomnienia z poprzedniej epoki. Na deser jakieś przemówionko pod pałacem 10 kwietnia, uścisk dłoni Prezesa (może tym razem spojrzy mu w oczy) i witamy drugą kadencję.


Pojawia się jednak kilka pytań. Nie mam złudzeń, że lokale wyborcze będą wylęgarnią koronawirusa, ale jak w obecnej sytuacji mają zostać przeprowadzone wybory dla zagranicznych polonii? Jak władza poradzi sobie z ewentualnym pozwem zbiorowym, jeżeli Polacy wniosą go, idąc w ślady Francuzów? Jaki mandat będzie miał prezydent, który wygra wybory, przed którymi jego oponenci nie mieli możliwości prowadzenia kampanii?


Jeżeli nie zostanie wprowadzony stan wyjątkowy i naprawdę wybory prezydenckie odbędą się 10 maja, pójdę na nie. Tylko najpierw kupię duże opakowanie prezerwatyw, potnę na kawałki i obkleję całe ciało. Tak dla pewności i bezpieczeństwa. Jeżeli już ktoś ma się za mnie brać w tak agresywny sposób i gwałcić moje poczucie bezpieczeństwa i troskę o zdrowie, która przyświeca mi od pojawienia się SARS-CoV-2 w Polsce, chcę się przynajmniej zabezpieczyć.

Wpisy

Liberalny pozytywista stale walczący z tkwiącymi w nim pokładami romantyzmu. Miłośnik polityki, muzyki i NBA (od lat wierny fan Boston Celtics). Entuzjasta badań medioznawczych i socjologicznych. Redaktor naczelny magazynu Nowy Folder i autor rubryki felietonowej #BananowaNiedziela. Laureat Nagrody "Nadzieja mediów" 2019.