Nie taki Iran straszny, jak go malują

[spider_facebook id=”2″]

 

Iran to kraj, który na Zachodzie źle się kojarzy, jest marginalizowany i kreowany na dyżurnego światowego „straszaka”. Książka Artura Orzecha przedstawia inny punkt widzenia: Persja nie budzi tu grozy, ale zainteresowanie.

 

Wiza do Iranu

 

„Chcę pokazać, że Iran ma się nieźle. Nie jego ustrój, nie system, ale Iran jako miejsce żyjących tam ludzi” – pisze autor już na początku „Wizy do Iranu”. Trzeba przyznać, że cel osiągnął.

 

Orzech, z wykształcenia iranista, jak na rasowego przewodnika przystało, zaczyna od informacji ogólnych dotyczących geografii, historii i obyczajowości Iranu. Stąd możemy dowiedzieć się, że językowi perskiemu jest bliżej do polskiego niż do arabskiego, że irańscy kierowcy do perfekcji opanowali jazdę samochodem „na żmiję”, a najważniejsze perskie święto Nou Ruz na przełomie marca i kwietnia paraliżuje kraj na 14 dni (urzędy, instytucje państwowe, a nawet część prywatnych są wtedy zamknięte).

 

Wraz z kolejnymi stronami przewodnik zmienia się w opowieść o trudnej, ale kolorowej codzienności Irańczyków. Codzienności, w której kobieta może zostać złapana przez policję obyczajową Komiteh za to, że zsunęła się jej chusta na głowie, a mężczyzna patrzący na ręce kobiety – surowo ukarany. Tak rygorystyczne środki stosowane są coraz rzadziej, zmiana mentalności postępuje. Wpływ islamu pozostaje jednak widoczny, nawet w przypadku zabawek. Od 1996 roku zakazana jest sprzedaż lalki Barbie – zastąpiła ją spełniająca wszelkie religijne wymogi (przykryte włosy, luźne ubranie) Sara. Ludzie i tak wybierają jednak oryginał. „Nadal sprzedajemy Barbie, ale spod lady, a na wystawie eksponujemy właściwe lalki, żeby policja myślała, że tylko takie tu oferujemy” – mówi zagadnięty przez Orzecha sprzedawca jednego ze sklepów.

 

Państwo perskie izolowało się od reszty świata, ale nie Irańczycy – oni zawsze byli gościnni, uprzejmi i żądni wolności, z której teraz czerpią garściami, czego nie wie Zachód. „Obiegowa opinia ludzi, którzy kojarzą Iran jedynie z ekranów telewizorów i internetu, głosi, że Irańczycy nie piją alkoholu i nie uprawiają seksu przedmałżeńskiego. Oficjalnie to prawda. Nieoficjalnie – bzdura” – pisze autor. Owszem, prawo szariatu jest bardzo rygorystyczne, ale młodzi Irańczycy wykazują się wielką kreatywnością w organizowaniu „domówek”, podczas których dzieją się rzeczy teoretycznie zakazane. Najczęściej pozwalają sobie na to synowie i córki polityków, urzędników z wielkich miast, lecz moda dociera do coraz większej liczby osób.

 

Aby poznać prawdziwy Iran, nie ten z ulotek biur podróży, najpierw trzeba tam trafić, co tylko z pozoru wydaje się łatwe. Problemy nie ominęły samego Orzecha. Na początku kwietnia miał otrzymać decyzję wizową, lecz jej nie dostał. Odpowiedź władz? „Bardzo długie święta Nou Ruz. Enszallach – dotarło do mnie… Czyli jak Bóg da, a nie dał. (…) Enszallach jest ponad wszystko (…) Jak Bóg da, autobus odjedzie jutro o 8.00. Ale czy na pewno? Jak Bóg da – usłyszymy w odpowiedzi. I tak ze wszystkim. A ja, głupi, zapomniałem o tym (…)”. Po licznych perypetiach wizę jednak otrzymał i do Iranu poleciał.

 

Opowieść kończy się rozważaniem na temat przyszłości Persji. Czy kraj, który jest pełen wewnętrznych sprzeczności, ma szansę być liczącym się graczem na międzynarodowej arenie? „Iran jest ostrożny, bo taka jest natura Irańczyka. (…) Wizja Iranu jako światowej potęgi nie jest dla nas przekonywająca. Ale na świecie są miliony ludzi biednych i uciskanych, muzułmanów i niemuzułmanów. Dla nich wizja «trzeciej drogi» jest realna. (…) Europa i USA to nie jest cały świat” – kwituje Artur Orzech.

 

Książkę uzupełnia wybór wierszy Omara Chajjama, Forugh Farrochzad, Hafeza oraz Sashroba Sepehriego. Autor dodał też przepis na mirza-quasemi, swoją ulubioną irańską potrawę. Wszystkie dodatki, w szczególności dziesiątki zdjęć perskich miast i krajobrazów, zrobione przez żonę autora, które przeplatają stronice książki i bardzo ją wzbogacają, a także rozbudowana bibliografia, dowodzą, że Artur Orzech do pisania rzetelnie się przygotował. I choć miejscami „odkrywa odkryte”, książkę czyta się jednym tchem. Prawdziwa wycieczka bez wizy!

 

Mateusz Rutkowski

 

„Wiza do Iranu”
Autor: Artur Orzech
Wydawnictwo: Wielka Litera

 

Czytaj także relację ze spotkania z Arturem Orzechem