Melancholijny władca

[spider_facebook id=”2″]

 

„Władca wszechświata” to film pozornie nie dla każdego. W końcu czy większość z nas interesuje się zasadami funkcjonowania banków? Rainer Voss w prostych słowach opowiada o świecie finansów, przeplatając swoją historię refleksjami na temat rzeczywistości i własnego życia.

 

Władca wszechświata

 

Opowiada o latach kariery, zauważając, ile poświęcił przez skupianie się na pracy. Ma żonę i dzieci, ale tak naprawdę nigdy nie spędzał z nimi czasu. Nie miał innych przyjaciół niż osoby, z którymi pracował. Wyjazdy, wakacje, wszystkie imprezy spędzał w gronie współpracowników – nawet ich dzieci chodziły do tego samego przedszkola. Przedstawia nam się jako zwykły bankier, który ciężką pracą dorobił się majątku i statusu społecznego.

 

Pojawia się jednak problem. Rainer Voss z minuty na minutę wygląda na coraz bardziej smutnego i przytłoczonego opisywanym przez siebie życiem. Opisuje sposoby działania banków, to z jaką bezwzględnością zdobywa się ogromne pieniądze i miażdży tych, którzy są słabsi. Uświadamia sobie oraz widzom, że w naszych czasach nie liczy się już czynnik ludzki. Jednostka przestała istnieć, a ważne jest tylko generowanie zysku oraz spełnianie planu produkcyjnego postawionego przez firmę.

 

Władca wszechświata_02W grudniu 2014 roku „Władca wszechświata” zdobył Europejską Nagrodę Filmową w kategorii najlepszy europejski film dokumentalny – Prix Arte (fot. materiały prasowe)

 

Reżyser, Marc Bauder w zgrabny sposób połączył elementy monologu bankiera. Z historii, która na pierwszy rzut oka dotyczy tylko sposobu działania finansowych machin, wyciągnął pierwiastek ludzki. Udało mu się pokazać, że w najbardziej zapatrzonym w pracę człowieku, pozostaje element refleksji i zrozumienia, że pewne rzeczy stracił. Voss jest zawiedziony światem. Podkreślają to wnętrza, w których nakręcono dokument. Niemiec przechadza się po pustych korytarz i spekuluje, co działo się w kolejnych pomieszczeniach. Mówi o hałasie, ludziach tam pracujących, o wszystkim, czego sam doświadczył. Gdy budynek nie był potrzebny, opustoszał. Voss czuje, że jego spotkało to samo.

 

„Władca…” jest w wielu recenzjach i zapowiedziach porównywany do „Wilka z Wall Street”. Moim zdaniem błędnie, bo film Baudera jest o wiele mocniejszy. Uświadamia, jak mali jesteśmy dla świata finansów. Widz może też się przekonać, jak przytłoczony jest człowiek, który osiągnął sukces, ale nie ma w życiu nic poza tym. Moim zdaniem film wart polecenia osobom twierdzącym, że nie warto skupiać się na niczym prócz kariery. Obraz ten pokazuje wyraźnie, że gdy ważne są tylko pieniądze, to na rodzinę, przyjaźnie i jakiekolwiek głębsze wartości może być już w naszym życiu zbyt późno.

 

 

Jakub Januszewski