/

Wolność

Nowy Folder - #BananowaNiedziela


Facebookowe konto Janusza Korwin-Mikkego zostało permanentnie zbanowane. Nie powiem, mam satysfakcję. Może nawet bardziej z jęków jego wyznawców (bo w tym przypadku takiego słowa trzeba użyć), niż z samego faktu braku pierwszego brydżysty Polski na Facebooku. Ale nawet wolnościowych niedociągnięć logicznych, czy raczej wolnościowego relatywizmu, nie chcę dziś poruszać. Korwina wyrzucono za poglądy i to mnie pokrzepia.


Wszyscy znamy legendarną maksymę Alexisa de Tocqueville’a: „wolność człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka”. Niby proste, ale nie w Polsce. Tak błaha sprawa, jak usunięcie konta polityka z medium społecznościowego, może być pretekstem do debaty na temat polskich różnic poglądów. Chociaż, może nie tylko polskich?


Do czego jednak dążę. Przestańmy w końcu udawać, że rasizm, ksenofobia, homofobia, mizoginizm i siłowe narzucanie innym swoich przekonań religijnych (nie tylko katolickich, ale w naszym kraju to oczywiście przeważa), są poglądami, które mają być pełnoprawną częścią debaty publicznej. Wróćmy do de Tocqueville’a i zastanówmy się nad jednym: czy otwarta nienawiść lub dyskryminacja jakiejś grupy społecznej nie jest naruszeniem jej wolności? Czy budowanie własnej pozycji czy elektoratu na podlewaniu tejże nienawiści odpowiada maksymie Francuza, która jest chyba najchętniej cytowaną – bo jedną z najłatwiejszych – definicją wolności?


Dlaczego te pytania pojawiły się w mojej głowie akurat przy okazji bana dla Korwin-Mikkego? Tworzył on przez lata kolejne ugrupowania, które ogłaszały się właśnie jako wolnościowe. W kwestiach światopoglądowych były jednak konserwatywne i bardzo ściśle połączone z polskim kościołem katolickim. Przykład głośnego wniosku do TK pokazał to dobitnie. Ten narodowy przymiotnik jest tu kluczowy, bo polski kościół katolicki ma się nijak do dzisiejszego Watykanu. Ale czy partia, która dąży do ujednolicenia wszelkich spraw światopoglądowych z nauczaniem kościoła, może być wolnościowa? Sam fakt, że nie każdy jest katolikiem oznacza, że nie – nie może. I nie ma w tym z mojej strony przytyku co do światopoglądu Konfederacji, KNP, czy jakiegokolwiek okołokorwinowego tworu. Po prostu chciałbym zwrócić uwagę na fakt, że poza gospodarką, określanie przez nich swojego ruchu jako „wolnościowego”, jest kłamstwem. Ponadto osobiście nie wierzę, by mógł się tak nazwać jakikolwiek ruch tak mocno konserwatywny, nawet z wyłączeniem z równania kościoła katolickiego. Jeżeli ktoś chce za wszelką cenę trzymać się ustalonego ładu i porządku kulturowego i społecznego (przede wszystkim w postrzeganiu ról społecznych), z miejsca skazuje się na spotkanie na swojej drodze ludzi, którym zakaże żyć tak, jakby tego chcieli. I wszelkie prześmiewcze pseudo-argumenty w stylu „a co jak ktoś chce codziennie zabijać kotki” są idiotyzmem. Mówimy o codziennych wyborach i życiu w zgodzie z własną naturą, a nie łamaniu prawa.


Głośno zrobiło się o amerykańskich telewizjach, które ucięły przemówienie Trumpa by przekazać widzom, że prezydent właśnie kłamał i nie mogą pozwolić, by na ich antenach te kłamstwa dalej się sączyły. Zapominamy jednak, że kilka miesięcy wcześniej to samo w „Faktach po Faktach” zrobiła Katarzyna Kolenda-Zaleska, kiedy Jacek Żalek przekonywał, że „LGBT to nie ludzie”. I może to jest droga? Może wyłączenie mikrofonu, zerwanie połączenia, zbanowanie, są jedynymi możliwymi przekazami dla ludzi, którym brakuje podstawowego szacunku dla innych. Dyskusje na temat wolności słowa są tu, oczywiście, na miejscu. Możecie napisać mi, że chcę uciszać tych, którzy myślą inaczej ode mnie. Więcej, w jakimś stopniu będę musiał się z tym zgodzić. Z tym że WOLNOŚĆ słowa powinna kierować się tymi samymi zasadami, co wolność w ogóle. Wystarczy spojrzeć na hasła Marszów Niepodległości (liczba mnoga jest kluczowa, bo mam wrażenie, że już wszyscy zapomnieli, że ten rok był kolejnym odcinkiem corocznego serialu chuliganki na ulicach, a nie jakimś odosobnionym przypadkiem). Zbyt wiele debat przejęli już w Polsce katoliccy konserwatyści. Dlaczego? Zbyt łatwo dajemy się wciągać w ich gierki, odpowiadać na zaczepki, mijanie się z prawdą, odwracanie znaczeń słów o 180 stopni (z tego PiS-owcy mogą się wręcz doktoryzować) i ciągłe „a nasi poprzednicy to…”. Jesteśmy stale zamknięci w urnie, do której przez dziurkę karteczki z tematami wrzuca prezes Kaczyński. Kobiety na ulicach uderzyły w to pudło z siłą, która zdołała rozbić jego ścianki. Teraz palmy kolejne karteczki wrzucane przez Kaczyńskiego i zapisujmy własne. Najlepszym startem będzie powiedzenie wprost, że wszelkie fobie i -izmy, o których pisałem wcześniej, to nie poglądy pasujące do wolnej i demokratycznej myśli, a fabryki nienawiści potrzebne do zebrania politycznego i niestety religijnego tłumu. Niech się biją sami ze sobą, jak to robili tegorocznego 11 listopada. Mówmy o tym, ale w ramach żartu, nie polemiki. My tymczasem pamiętajmy, że przejęcie debaty publicznej jest przejęciem władzy. A tak dogodnego momentu w ostatnich latach nie było.

Wpisy

Pozytywista stale walczący z tkwiącymi w nim pokładami romantyzmu. Feminista. Miłośnik polityki, muzyki i NBA (od lat wierny fan Boston Celtics). Entuzjasta badań medioznawczych i socjologicznych. Redaktor naczelny magazynu Nowy Folder i autor rubryki felietonowej #BananowaNiedziela. Laureat Nagrody "Nadzieja mediów" 2019.

Twój adres email nie zostanie opublikowany.