/

Wrogowie nasi powszedni

Nowy Folder - #BananowaNiedziela


Niby przekaz z kryształowym mężem stanu jest jasny, niby nazwanie rewelacji „Wyborczej” niewypałem i kapiszonem jest skrupulatnie powtarzane przez cały obóz rządzący, ale wciąż pojawiają się jakieś uciążliwe drobiazgi, do których zawistnicy mogą się przyczepić. Skąd takie błędy w obronie prezesa podczas SrebrnaGate? Jak pisowski PR mógł nie zauważyć najprostszego rozwiązania całej sprawy!?


Rok temu obchodziliśmy rocznicę odzyskania niepodległości. Cudowne święto, dwa marsze w cenie jednego, piękne ławeczki, które będą przypominać Polakom o tej wielkiej dacie (oczywiście tam, gdzie jeszcze nie zardzewiały i nie zostały rozebrane). A teraz, niecałe trzy miesiące po tym święcie, przyboczni prezesa nie wpadli na to proste połączenie kropek?


Cała sytuacja została wywołana przez Geralda Birgfellnera, czy, jak woli większość dziennikarzy i polityków, „tego austriackiego biznesmana”. Co prawda Austria brała udział tylko w dwóch z trzech rozbiorów, ale nie zmienia to faktu, że polskie ziemie zostały przez nich zajęte. Teraz, po ponad dwustu latach, Austria powraca z hukiem, by najpierw zniszczyć człowieka, od którego zależy każda decyzja sejmowa w Polsce (tako rzecze minister Ziobro), a później, co pewnie wkrótce się okaże, wziąć się też za nasze ziemie. Warto sprawdzić czy nazwiska Birgfellner nie znajdzie się na jakiejś gałęzi drzewa genealogicznego Habsburgów.


Powiązanie z Niemcami nie jest już tak bezpośrednie, ale przecież i tak zauważalne. Przecież za tym wszystkim musi stać PO, a PiS pamięta, by na każdym kroku przypominać komu oni służą. Do tego prezes wyraźnie mówił na pierwszym nagraniu, że ratusz „bezprawnie” nie chce mu dać „wuzetki” na budowę K-Towers. A kto wtedy stał na czele ratusza? Hanna Gronkiewicz-Waltz. Zwróćcie więc uwagę na drugi człon jej nazwiska… Dlatego do budowy potrzebne było zwycięstwo w stołecznych wyborach, by HGW nie zmienił Rafał Trzaskowski – ten sam, który nie chciał Centralnego Portu Lotniczego, bo przecież BERLIN wystarczy. A koniec końców to i tak będzie wina Tuska i jego dziadka z Wehrmachtu.


Ze znalezieniem linku pomiędzy aferą Srebrnej i Rosjanami będzie najtrudniej, ale spróbujmy. Od 2015 r. jesteśmy nareszcie niepodległym państwem, jednak komuniści dalej są wśród nas. Więc może nie do końca jesteśmy niepodlegli? Już się w tym gubię… Jeżeli chcemy jednak znaleźć Rosjan, trzeba wypuścić na wolność Antoniego, on jest w tym dobry. Do wyborów jeszcze chwila, zdąży się schować. A dzięki temu zawsze będzie można powiedzieć, że cała ta afera to spisek komunistów, którzy chcą odzyskać swoją działkę przy Srebrnej. W ostateczności można też wrzucić pod pociąg towarzysza „Ryszarda”: wojna wymaga ofiar.


Oprócz „tradycyjnych” autorów rozbiorów, mamy jeszcze dwa dodatkowe państwa zamieszane w całą aferę. Jest „ten żydowski profesor” i jego syn, jak prezes miał uprzejmość nazwać pana profesora Pawła Śpiewaka i Jana Śpiewaka. W walce z nimi wypadałoby zatrudnić Grzegorza Brauna niestrudzenie zwalczającego „kondominium rosyjsko-niemieckim pod żydowskim zarządem powierniczym”. Oprócz tego mecenas Dubois, czyli po raz kolejny Francja nie chce nam pomóc. Co więcej, w tej sytuacji jest otwarcie przeciwko nam. Może za chwilę dołączy się do zabawy ktoś z Wielkiej Brytanii?


SrebrnaGate nie jest więc żadnym kapiszonem, przeciwnie: to kolejny w historii naszego wielkiego narodu atak ze strony wrogich mocarstw. Cała ta afera jest wymierzonym w prezesa dziejowym spiskiem, mającym na celu przeprowadzenie kolejnego rozbioru Rzeczypospolitej. Zero w tym wszystkim winy kogokolwiek z obozu Panów i Superiorów, quod erat demonstrandum. Sprawa zamknięta, fakturę wyślę na Nowogrodzką. Chociaż, może od razu założę sprawę w sądzie?