Wszystko można, niczego nie trzeba

Reportaż „Moje życie jest moje” to nie tylko historia o seksie w niekonwencjonalnym wydaniu. Przede wszystkim jest to opowieść o wolności. Bohaterowie reportażu nie odnajdywali się w narzuconych im z góry ciasnych schematach kulturowych i zdecydowali się postawić na własne szczęście. Ową emancypację realizują właśnie poprzez doznania seksualne.

Remigiusz Ryziński to pisarz, reportażysta i filozof. Jest między innymi autorem nominowanego do Literackiej nagrody Nike reportażu „Focault w Warszawie” oraz „Dziwniejszej historii”. Publikuje też w czasopismach naukowych, „Gazecie Wyborczej” i „Newsweeku”. Jest laureatem nagrody Natwest LGBT+ Diamonds za 2018 rok w kategorii „Ambasador osób LGBT+ w życiu publicznym”, a jego naukowe powiązanie z feminizmem oraz teoriami gender i queer widać w każdym rozdziale książki.

W reportażu autor przemierza (często dosłownie) seksualne podziemia Polski, aby oddać głos ludziom, którzy traktują doznania seksualne nie jako małżeński obowiązek czy środek do reprodukcji, ale przede wszystkim źródło przyjemności, zabawy, a niekiedy najszlachetniejszego doświadczenia psychiczno-cielesnego. Poznajemy doświadczenia swingersów, osób pracujących w klubach go-go, tych żyjących w relacjach BDSM, oraz ludzi, którzy umawiają się na niezobowiązujący seks. Reportaż ukazuje nam zupełnie inny obraz Polski – tej nieznanej, za dnia milczącej, a w nocy schowanej w ciemnych i ciasnych piwnicach miast. Powiedzieć, że książka jest niezwykle odważna i innowacyjna jak na swoje czasy i swój kraj, to jak nic nie powiedzieć. Żyjemy bowiem w świecie, który z jednej strony tryska erotofobią i traktuje seks jako coś, czego trzeba się wstydzić, a z drugiej – narzuca go nam na każdym kroku (seks-marketing w najbardziej krzywdzącym wydaniu ma się dobrze i możemy go obserwować nawet na billboardach reklamujących usługi budowlane).

Nie jest to jednak jedynie beznamiętny obraz. Reportaż ukazuje przede wszystkim historie wyzwolenia seksualnego osób z różnych środowisk i regionów. Nie istnieje chyba bardziej wymowne doświadczenie wolności niż to związane z seksualnością. Podobnie jak autor, uwielbiam historie, w których bohaterowie mogą powiedzieć, że ich życie należy tylko do nich. Najbardziej poruszają mnie te najtrudniejsze, w których osoba musiała przejść długą drogę, aby poznać swoją tożsamość, zdefiniować siebie i niekiedy nawet dojść do wniosku, że nie mieści się w jednym schemacie, tylko jest całym spektrum. Bohaterowie reportażu Ryzińskiego często doznawali wstydu lub pozostawali niezrozumiani – przez rodzinę czy znajomych. Nie czuli się swobodnie w stygmatyzujących ich schematach i rolach, jakie muszą odgrywać, nie realizowali też swoich potrzeb seksualnych w aprobowany społecznie sposób. Swoją wolność i spokój zyskiwali, dopiero gdy sprzeciwiali się takiemu stanowi rzeczy. Bo seks w narracji autora jest niedefiniowalny. Ma wiele znaczeń, nazw, jest realizowany na różne sposoby i nie da się go wyodrębnić z kontekstu. Seks też może być dla nas wszystkim, co zdefiniujemy jako seksualne, nawet jeśli będzie wzbudzało niepokój wśród społeczeństwa.

Język i styl, jakimi posługuje się autor, ukazuje jego związanie ze szkołami feministycznymi, gender i queer. Przede wszystkim autor szanuje każdego rozmówcę i każdą rozmówczynię stosując mowę inkluzywną i dbając o feminatywy, zaimki i końcówki fleksyjne – widać to zwłaszcza w podrozdziale o osobie niebinarnej. Przykłada również dużą wagę do równouprawnienia, zadając osobom, z którymi rozmawia pytania dotyczące szacunku i granic drugiej osoby. Zresztą właściciele i właścicielki klubów, z którymi rozmawia autor, również stawiają duży nacisk na nienaruszanie granic. Warto przytoczyć chociażby historię Tadeusza, założyciela grupy o niekonwencjonalnych praktykach seksualnych, który nie przyjął do swojego grona pewnego mężczyzny, ponieważ ten zapytany o to, co zrobi, gdy kobieta odmówi wykonania jego prośby, odpowiedział, że zmusi ją do tego siłą.

Historia kobiet w reportażu Remigiusza Ryzińskiego jest szczególnie istotna, ponieważ stanowi nie tylko świadectwo seksualnego wyzwolenia, ale też przedefiniowanie dyskursu i całkowite zerwanie z krzywdzącymi, a zarazem mocno wżartymi w naszą kulturę rolami płciowymi. Kobiety nie odnajdują się w roli posłusznej, dobrej żony i matki. Zaczynają realizować własne pragnienia seksualne, dominują nad mężczyznami w relacjach i zrywają kajdany kultury, która do tej pory stygmatyzowała ich płeć. Obalone zostają też stereotypy związane z toksyczną męskością.

Jeden z bohaterów reportażu, o bardzo wymownym pseudonimie – Liberte – definiuje podstawową zasadę swojego klubu swingersów: „Wszystko można, niczego nie trzeba”. W tym świecie granice seksualności człowieka nie istnieją. Każdy może realizować własne pragnienia i fantazje seksualne, jak tylko chce, mając pełną świadomość, że nie może naruszać granic drugiej osoby. Jednak, jeśli nie odczuwa podobnych potrzeb lub nie czuje się komfortowo – nie musi robić nic. W reportażu jedyną granicą wolności, zamiast tych narzuconych z góry, staje się indywidualny komfort człowieka.

Zachwyca mnie fakt, że autor wplata w reportaż również swoje doświadczenia. Jak sam wspomina w posłowie, literatura faktu wymaga prawdy i on chce tę prawdę ukazać. Z obserwatora staje się więc jednocześnie naocznym świadkiem i bohaterem historii, dzięki czemu odczarowuje „uwiedźmiony” temat seksu i okazuje szacunek dla swoich rozmówców.

„Moje życie jest moje”

Autor: Remigiusz Ryziński

Wydawnictwo Czarne

Rok wydania: 2020

Wpisy

Studentka polonistyki na UW, miłośniczka literatury pięknej i ogromna entuzjastka kultury. Jej feministycznym marzeniem jest wychowywanie młodych dziewczyn na pewne siebie kobiety poprzez pisanie.
Sekretarz magazynu „Nowy Folder”. Zajmuje się nowym działem „Newsletter kulturalny”.

Twój adres email nie zostanie opublikowany.