Wszystko w tej książce jest prawdziwe, ale w nic nie trzeba wierzyć


Maciej Zaremba Bielawski czuł się stuprocentowym Polakiem, dopóki w 1968 roku jego matka nie wyznała mu, że jest Żydówką i że w związku z tym muszą opuścić kraj. Nastoletni wówczas autor z dnia na dzień został oderwany od ojca i ojczyzny (czy to przypadek, że te słowa brzmią tak podobnie?). Po 50 latach, chcąc rozliczyć się ze swoją historią, napisał „Dom z dwiema wieżami”. Nie używa jednak języka rodziców. Opowiada o Polsce używając szwedzkiego – języka kraju, który przymusowo stał się jego nowym domem.



Do dzisiaj nie wiem, czy to dobrze dorastać w domu dla psychicznie chorych. Nie mam z czym porównać.


Na początku trudno oprzeć się wrażeniu, że jest to bardziej autobiografia niż reportaż. Autor próbuje zmierzyć się ze swym dzieciństwem. Wraca do niełatwego, pełnego nostalgii i samotności okresu dorastania w tytułowym domu z dwiema wieżami, czyli szpitalu psychiatrycznym w Kościanie, którym kierował jego ojciec. Wspomina rodziców – chłodnych lekarzy psychiatrów. Opisuje ze swojej perspektywy wydarzenia, o których słyszał niemal każdy z nas. Historia dzieje się obok niego. Tu konferencja Rolling Stonesów, tam strajk studentów po zdjęciu z afisza „Dziadów” Dejmka, jazda na ostatnim stopniu tramwaju i banan, który jedzony publicznie urasta do rangi manifestu politycznego. Literacki język pozwala wczuć się w osobiste wyznania autora, poczuć klimat czasów, w których przyszło mu dorastać. Ciekawym zabiegiem jest to, że pisze o sobie raz w pierwszej, raz w trzeciej osobie. Z jednej strony jest cały czas tym samym człowiekiem, z drugiej – dystansuje się do dziecka, którym był i które już ledwo pamięta.

Czuję niezdrową potrzebę zrozumienia, dlaczego istnieję.


Na okładce książki widnieje fotografia przedstawiająca piękną, młodą kobietę i sporo starszego od niej mężczyznę. Siedzą odświętnie ubrani przy zastawionym stole. To rodzice autora, którzy, de facto, są głównymi bohaterami książki. Bielawski dziedziczy po nich zarówno szlacheckie korzenie, jak i piętno antysemityzmu. „Dom z dwiema wieżami” jest próbą zrozumienia ludzi, którzy go stworzyli, dosłownie i w przenośni: ojca, który jako jeden z pierwszych psychiatrów w Polsce oparł leczenie na szacunku i zrozumieniu do pacjenta, piłsudczyku, jeńcu wojennym, i matki – także lekarki, której udało się przeżyć wojnę tylko dzięki niezwykłemu szczęściu. Autor sięga do ich przeszłości i wojennych przeżyć, które okazują się być niezwykle interesujące. Żywa narracja sprawia, że czyta się je jak powieść przygodową. Razem z Bielawskim czytelnik próbuje wyjaśnić to kim państwo Bielawscy się stali za pomocą tego, kim byli. Rodzice autora prowadzą czytelnika przez historię XX – wiecznej Polski przez co nie gubi się w morzu wątków. A tych poruszanych jest w książce co niemiara, przy czym żaden nie jest rozpracowany do końca. Można by powiedzieć, że bardziej niż reportaż jest to biografia rodzinna z reporterskim tłem. Ja jednak uważam to raczej za zaletę. Książka może przypaść do gustu także tym, którzy nie pasjonują się historią, jednak chcieliby mieć o niej jakieś pojęcie.

Jest coś z onanizmu w studiowaniu filozofii nienawiści. Człowiek odnotowuje absurdy, obśmiewa fanatyzmy i delektuje się pogardą dla klienteli autora.


Jest to ze strony autora bardzo trafna autoanaliza. Trudno oprzeć się wrażeniu, że podczas pisania książki Bielawskim kieruje przede wszystkim gniew, niedowierzanie i niezgoda na zaistniałą sytuację. Wielogodzinne wysiadywanie w archiwach, odgrzebywanie rodzinnych pamiątek zdają się być pełną pasji, osobistą próbą odnalezienia utraconej tożsamości. Czytelnik zaczyna patrzeć na historię oczami autora, razem z nim czuje niedowierzanie i niezgodę na to, co się wydarzyło. Silne uczucia udzielają się, co czyni narrację interesującą i wciągającą. Wiele jest własnych refleksji i przemyśleń autora. Nie tylko opisuje, ale także stara się interpretować rzeczywistość. Przy okazji walczy z mitami o jedności polskiego społeczeństwa podczas niemieckiej okupacji, burzy pomniki funkcjonujących w publicznej świadomości bohaterów i próbuje przywrócić pamięci tych dawno już zapomnianych. Często w książce pojawiają się zdania typu: ta strona książki niech będzie nagrobkiem Zofii i Karola, innego nie mają. lub Chcę tu mieć to nazwisko, człowiek nie ma grobu.


Czasem zastanawiam się, jak bardzo czytanie książki różni od zwykłej rozmowy z drugim człowiekiem. Ta refleksja dopadła mnie także podczas czytania „Domu z dwiema wieżami”. Książka bardzo kojarzy się ze zwierzeniami przy stole bliskiej osoby, gdzie ważne są przede wszystkim emocje ukryte w wielowątkowej, lekko nieuporządkowanej wypowiedzi. I tak samo jak zazwyczaj rozmowa przynosi ulgę, mam wrażenie, że pisanie dało Bielawskiemu ukojenie. W miarę czytania i poznawania autora można też coraz jaśniej rozumieć, dlaczego nie napisał swojej książki po polsku.


„Dom z dwiema wieżami”
Autor: Maciej Zaremba Bielawski
Tłumaczenie: Mariusz Kalinowski
Wydawnictwo Karakter
Rok wydania: 2018