Za co kochamy Eurowizję

Teledysk do piosenki Volcano Man może być dobrym przygotowaniem do filmu. Jeśli wytrwamy dłużej niż kilkanaście sekund, możemy śmiało oglądać. Najnowsza produkcja Netflixa – „Eurovision Song Contest: Historia zespołu Fire Saga” to nieco kiczowata, ale i zabawna parodia konkursu oraz całej branży muzycznej.

Nastał kolejny rok, a Islandia zastanawia się kogo wystawić w konkursie Eurowizji. W Rejkiawiku grupa organizująca krajową selekcję (czyżby sztab ds. Eurowizji?) ma idealną kandydatkę – przebojową Katianę (Demi Lovato). Trzeba jedynie przeprowadzić oficjalną selekcję, ale przecież wiadomo już kto wygra… Tymczasem, w leżącym po drugiej stronie kraju miasteczku Húsavík działa dwójka aspirujących muzyków – Lars (Will Ferrell) i Sigrit (Rachel McAdams). Duet wykonuje ekscentryczne piosenki, wkładając w nie dużo serca. Miasteczko jednak nie ma dla nich wiele wyrozumiałości, prosząc aby grali w kółko jedną znaną piosenkę. Jedyne o czym  marzy Lars – już od dzieciństwa przy dźwiękach „Waterloo” ABBY z telewizora, to wygrana w konkursie Eurowizji. Natomiast jego muzyczna partnerka Sigrit ma świetny głos, wierzy w islandzkie elfy i sekretnie się w nim podkochuje, co jest nieco problematyczne, gdyż większość osób bierze ich za rodzeństwo. Co będzie, gdy ekscentryczny duet niespodziewanie dostanie od losu szansę?

Film o zmyślonym zespole ,,Fire Saga” miał ukazać się już w maju, przy dźwiękach tegorocznej Eurowizji. Konkurs jednak nie odbył się w związku z pandemią – pierwszy raz od 64 lat. W ramach pocieszenie fani dostali samą komedię. Czy jest to udany zamiennik? Konkurs Eurowizji kojarzy się różnie, można powiedzieć, że wywołuje skrajne emocje. Jedni go kochają, inni nienawidzą. Podobnie jest z komedią „Fire Saga”. Fani Eurowizji będą się dobrze bawić. Gagi są lepsze i gorsze, ale historia ładnie oddaje ducha konkursu – emocje jakie wzbudza, specyfikę gwiazd i jego absurdalną nieprzewidywalność. Prezentuje też pełen przekrój eurowizyjnej stylistyki – od hard metalowych bandów, po przedziwne obcisłe kostiumy i przerastające formą treść wizualizacje. 

Humoru mają dodawać też akcenty islandzkie – przywoływane są legendy, m.in. o odnalezieniu swego wewnętrznego głosu, kulturze wikingów oraz podania o mitycznych stworzeniach. „Jak to możliwe, że połowa tego kraju wciąż wierzy w elfy?” – pyta sceptycznie jeden z członków sztabu. Przede wszystkim jednak humoru dodają obecne na ekranie gwiazdy – Pierce Brosnan  w roli ojca-rybaka, Demi Lovato jako islandzka gwiazda pop oraz prawdziwi zwycięzcy Eurowizji. Zobaczymy m.in. Alexandra RybakaLoreenęConchitę WurstJamalęSalvadora Sobrala i Nettę. Na potrzeby filmu powstała imponująca lista piosenek, których w całości można posłuchać online. Na własną odpowiedzialność.

Czy film o zespole „Fire Saga” jest kiczowaty? Tak! Czy oddaje klimat Eurowizji? Doskonale! Mamy w nim cały ekstrawagancko-popowy koloryt, ale i wielkie emocje, czyli wszystko, co tworzy konkurs. Warto też wspomnieć o prostym przesłaniu filmu, które przypomina nam, że nie należy się poddawać i rezygnować z marzeń. W końcu gdzie mogą się one spełnić, jeśli nie na Eurowizji?

Film od 26 czerwca dostępny jest na serwisie Netflix.

„Eurovision Song Contest: Historia zespołu Fire Saga”, reż. David Dobkin, prod. USA 2020, 123 min., Netflix

(obrazek: mat. dystrybucja)

Wpisy

Studentka dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim. Lubię dobrze opowiedziane historie. W kinie czasem się to udaje, a wtedy warto o tym napisać. Jeśli nie, tym bardziej?
(https://www.filmweb.pl/user/Agata_Ikanowicz)