/

Zaleca się

Nowy Folder - #BananowaNiedziela


Noszenie masek w miejscach publicznych i trzymanie minimum dwumetrowego odstępu w miejscach publicznych jest zaleceniem, a nie obowiązkiem – odpowiedział premier Morawiecki na zarzuty o łamanie wprowadzonych przez siebie przepisów mających zapobiec rozprzestrzenianiu się koronawirusa. W międzyczasie, policja gazuje demonstrantów w Warszawie. Wyborcy na forach się budzą. Trochę czasu im to zajęło…


Ciekawie patrzy się na obecną przemianę wśród znajomych na co dzień zupełnie niezainteresowanych polityką. Okazuje się bowiem, że powtarzane jak mantra od pięciu lat „to mnie nie dotyczy”, jednak miało jakiś sens. Bo Konstytucja nikogo nie obchodzi, z sądami żadne z nich nie ma nic wspólnego, szkoły już pokończyliśmy, a polityka zagraniczna nie sprawi, że last minute w biurze podróży nam przepadnie. I tak dalej, i tak dalej.


Nie wiem już, czy mam współczuć władzy, czy cieszyć się z ich oderwania od rzeczywistości. W sumie tyle rzeczy poszło w niepamięć od początku ich rządów, że nie ma co się dziwić, że stracili czujność. Andrzej Duda pozujący na ławeczce wtulony ramieniem do ramienia w leśników, Jarosław Gowin z politykami Porozumienia, ciasno stłoczeni do zdjęcia z banerem urzędującego prezydenta, na koniec obiadek Morawieckiego, który ma w nosie przepisy. A to nie wszystko, bo ostatni czas był istną autostradą do wizerunkowego piekła dla obozu rządzącego. Do „niestosowania się do zaleceń” trzeba przecież dodać powracającego do zarządu TVP Jacka Kurskiego, który emisje filmów braci Sekielskich na TVN-ie i Latkowskiego na TVP nazywa „pojedynkiem”, a zamiast przeprosić, pisze o „niefortunnym” sformułowaniu. No i nie da się zapomnieć o ostatecznej zagładzie Trójki i, może przede wszystkim, niejasnych milionowych interesach rodziny Szumowskich i samym ministrze zdrowia, który posłowi Nitrasowi chce „dać w pysk” za mówienie o całej sprawie. To wszystko, żeby było zabawniej, po wyborczej farsie, zakończonej wojną domową w Zjednoczonej Prawicy. Pierwszym rachunkiem są kilkunastoprocentowe sondażowe spadki obecnego prezydenta. Co jest w tym wszystkim najciekawsze? W tym akapicie piszę jedynie o kończącym się za tydzień miesiącu. Aż strach pomyśleć, co czeka nas w ciągu następnych siedmiu dni. Zróbcie zapasy popcornu.


Boli mnie tylko fakt, że tak wiele osób potrzebowało aż tak agresywnego naplucia w twarz, żeby otworzyć oczy. Nic nikogo nie dotyczyło przez 5 lat, ale jak nam karzą nosić maseczki, a sami urządzają sobie bezmaseczkowe obiadki, stajemy na barykadach i zaczynamy krzyczeć. Nawet nie do końca wiem, jak zinterpretować słowa premiera. Czy oznaczają one, że mogę spokojnie chodzić po ulicach, sklepach i lokalach bez maseczki, a jeżeli jacyś policjanci zrobią sobie przerwę od rozbijania demonstrantów i złapią mnie patrolując drugi koniec miasta, mogę im powiedzieć, że to przecież „tylko zalecenie”? Jeżeli posłowie Porozumienia mogą robić sobie partyjne spędy, oznacza to, że mogę zebrać grupę kilkunastki znajomych i zrobić sesję zdjęciową na Krakowskim Przedmieściu, z tęsknoty za uniwersytetem? Czy może jest odwrotnie, równi i równiejsi już w żaden sposób nie będą ukrywani i codziennością stanie się spisywanie protestujących przy Myśliwieckiej, stojących w maseczkach, w dwumetrowych odstępach? Stanu wyjątkowego nie było i nie będzie. Jest stan wyjątkowego odwracania rzeczywistości. Wielu z nas jest do tego przyzwyczajonych. Wszystkich nowych gości witam i polecam zapiąć pasy.

Wpisy

Liberalny pozytywista stale walczący z tkwiącymi w nim pokładami romantyzmu. Miłośnik polityki, muzyki i NBA (od lat wierny fan Boston Celtics). Entuzjasta badań medioznawczych i socjologicznych. Redaktor naczelny magazynu Nowy Folder i autor rubryki felietonowej #BananowaNiedziela. Laureat Nagrody "Nadzieja mediów" 2019.