Zapiski z zapomnianego kraju


Wyjście do pracy może skończyć się śmiercią, tak samo zresztą jak każdy spacer po ulicy, szczególnie wieczorową porą. Nie można też być spokojnym o dom, który w każdej chwili może zostać przejęty przez gang i zmieniony w prywatną bazę. Na skorumpowane i dysfunkcjonalne organy ścigania także raczej nie ma co liczyć. Niestety, nie jest to fabuła apokaliptycznego filmu, lecz codzienne życie mieszkańców Hondurasu.


„Telefon obwieszcza śmierć. Zapiski korespondenta w Hondurasie” to reportaż Alberto Arce o współczesnym Hondurasie. Autor pracował jako korespondent m.in. w Meksyku, Libanie, Syrii i Afganistanie, gdzie relacjonował wydarzenia dla „New York Timesa”. W 2012 roku, za relację z bitwy o Misratę, stoczonej w czasie libijskiej wojny domowej, otrzymał nagrodę Rory Peck, przyznawaną dziennikarzom freelancerom. Za swoją reporterską pracę w Ameryce Środkowej został w 2013 roku nagrodzony Overseas Press Club Award.


Hiszpański reporter w latach 2012-2014 był jedynym zagranicznym korespondentem w tym kraju. Fakt ten nie dziwi, jeżeli weźmie się pod uwagę, że Honduras od lat uważany jest za jedno z najniebezpieczniejszych państw na świecie. Sytuacja Hondurasu nie jest więc obecna w światowych mediach, chociaż jak pisze Arce w 2012 i 2013 roku zamordowano tam więcej osób niż w Iraku, w którym liczba ludności jest trzy razy większa.
           

Bezprawie. Tak jednym słowem można by określić to, co od wielu lat dzieje się w państwie Ameryki Środkowej. Honduras to dla przemytników narkotyków jeden z przystanków na trasie Kolumbia, Wenezuela-Stany Zjednoczone. „Gdyby oni nie ćpali, my nie musielibyśmy przechodzić przez to, przez co przechodzimy” niejednokrotnie słyszał hiszpański dziennikarz z ust Honduran, którzy często, zmuszani przez biedę lub przemoc biorą udział w narkotykowym procederze. Codzienna walka o przetrwanie nie jest jednak domeną wyłącznie najbiedniejszych. Przedstawiciele klas średnich i wyższych często padają ofiarą szantażu i nierzadko decydują się z tego powodu na przeprowadzkę. Jeden z rozmówców Alberto Arce bał się odmalować dom, by nikt nie zauważył, że mu się powodzi. Napadów, kradzieży czy szantaży często nikt nie zgłasza-policja jest skorumpowana, i w wielu przypadkach również odpowiedzialna za przestępczą działalność. Pojawia się więc pytanie, czy w takim kraju da się w ogóle normalnie funkcjonować? Alberto Arce przez prawie trzy lata pracy w Tegucigalpie, stolicy Hondurasu rozmawiał z rodzinami zamordowanych, politykami, policjantami i przemytnikami narkotyków, by spróbować odpowiedzieć na to pytanie i dowiedzieć się co było anatomią upadku norm i reguł w państwie. Efektem tych rozmów jest właśnie wstrząsający reportaż o Hondurasie i o ludziach, którzy każdego dnia starają się przetrwać w nieprzyjaznym świecie.
           

Nieciekawa, lekko mówiąc, sytuacja wielu państw Ameryki Południowej nie jest mi kompletnie obca, lecz mimo wszystko reportaż Alberto Arce był dla mnie wstrząsającą lekturą. Przedtem, nie zdawałam sobie sprawy, że życie w Hondurasie jest obarczone tak wielkim ryzykiem. W krajowych wiadomościach ciągle słyszymy o konfliktach na Bliskim Wschodzie czy Ukrainie, ale o Hondurasie, w którym co roku liczba zamordowanych wynosi około siedmiu tysięcy, na świecie nikt nie mówi. Myślę, że dla każdej osoby żyjącej w kraju nieobjętym konfliktem zbrojnym, sytuacja Honduran będzie ciężka do wyobrażenia. Z perspektywy przeciętnego Europejczyka, trudno bowiem zrozumieć, że każde wyjście po zmroku, to tak naprawdę igranie ze śmiercią. Dzięki temu, że hiszpański dziennikarz dotarł do tak różnych przedstawicieli honduraskiego społeczeństwa, udało mu się uzyskać bardzo przekrojowy obraz problemu i choć częściowo wyjaśnić, dlaczego życie w Hondurasie wygląda tak, jak wygląda. Bez moralizatorskiego tonu, Arce chce również uświadomić czytelnika, że podejmowane przez nas codzienne decyzje mogą być brzemienne w skutkach dla kogoś żyjącego na drugim końcu świata, bo jak sam pisze „Każda ścieżka kokainy w Stanach Zjednoczonych, to jeden zabity w Hondurasie”. To co zasługuje na uznanie, to rzetelność i dociekliwość dziennikarska z jaką Albert Arce starał się zdobyć informacje od różnych osób i środowisk, mimo tego, że zadawanie przez dziennikarza pytań w Hondurasie niejednokrotnie oznacza wydanie na siebie wyroku śmierci. Dziennikarz nie dzieli Honduran na tych dobrych i złych, na tych którzy są winni obecnej sytuacji i tych którzy są jej ofiarami. Pokazuje raczej, że wszyscy tkwią w ułomnym systemie, błędnym kole napędzanym przez biedę, przemoc i narkotyki. „Przestępczość to po prostu najefektywniejsza optymalizacja dostępnych w kraju zasobów. To niemożliwe, by tyle osób było złych dla samej przyjemności” mówi reporterowi jeden z honduraskich znajomych. 


„Telefon obwieszcza śmierć. Zapiski korespondenta w Hondurasie” to wstrząsający reportaż, który pozwala spojrzeć na świat z nieco innej perspektywy. Książka pełna jest przemocy i drastycznych opisów, jednak styl autora sprawia, że czyta się ją jednym tchem, niemal jak sensacyjną powieść. W dalszym ciągu czuję jednak, że Alberto Arce nie odpowiedział na nurtujące mnie pytanie: czy da się normalnie żyć w Hondurasie?


„Telefon obwieszcza śmierć. Zapiski korespondenta w Hondurasie”

Autor: Alberto Arce
Tłumaczenie: Jerzy Wołk-Łaniewski
Wydawnictwo Sonia Draga Post factum
Rok wydania: 2019

Wpisy

Studentka III roku dziennikarstwa na UW. W dziennikarstwie najbardziej fascynuje ją wywiad i reportaż, a za mistrzów gatunku uważa Ryszarda Kapuścińskiego i Orianę Fallaci, których ceni za dociekliwość i otwartość na drugiego człowieka. Pasjonatka jazdy konnej, kryminałów i dobrej kuchni.